Niełatwo zostać prawdziwym piratem!

28.06.2016

.

Udało się to pewnej niezwykłej dziewczynce nazywanej Pippi. Kiedy kilka lat temu odwiedziliśmy ją w Szwecji, próbowaliśmy pójść trochę w jej ślady.

Piraci w Szwecji

To chyba z tego czasu pozostał nam sentyment do pirackiego rzemiosła, a w Pikinini wydzieliliśmy specjalne miejsce dla adeptów tego trochę kontrowersyjnego zawodu — > KLIK

.

Wiemy, że czas realizacji swych pasji przychodzi nieraz zupełnie niespodziewanie. Zwłaszcza wtedy gdy wakacyjny czas wolności sprzyja przygodom a piracki statek akurat niedaleko zarzucił swą kotwicę. Właśnie tak. Piraci pojawili się w Poznaniu, na ul. Ostroroga.

.

Są bardzo groźni! Nas zamknęli w pełnej zasadzek kajucie, zakładając, że nie uda nam się z niej wydostać. Nie wiedzieli pewnie jednak, że my również znamy się na pirackich sztuczkach. Nasza uwięziona ekipa składała się w wielu bystrych głów, ruchliwych kończyn i gadatliwych języków. Konkretnie była to nasza dwunastoletnia już Zosia i jej koleżanki, na których pomoc w uwolnieniu zdałam się całkowicie.

No cóż, ja również dałam się zamknąć w siedzibie piratów i przyznam szczerze, że szczęk przekręcanego w drzwiach klucza lekko mnie zatrwożył. Zwłaszcza kiedy ujrzałam pierwsze działania moich pirackich współtowarzyszek. Od razu rzuciły się w wir poszukiwań, krzyczały, rozrzucały, składały, porzucały…Gdzie tu czas na przygotowanie planu i podział zadań? Na szczęście wszystko to działo się bardzo spontanicznie, zgodnie z jakimś naturalnym wyczuciem swych ról. Dzielne dziewczyny pokonały wszystkie przeszkody i wyswobodziły nas przed upływem wyznaczonego czasu.

Uff!

.

Przeczytajcie zresztą sami, jak do wizyty w „Tajemniczym pokoju” zachęca Zosia:

.

„To bardzo ciekawy escape room. Zachęca całą grupę do działania i współpracy. Zabawa idealna dla grupki przyjaciół jak i dla rodziny. Przy odgadywaniu zagadek jest mnóstwo śmiechu i pozytywnego przymusu do logicznego myślenia. Uważam, że wiele zadań może zaskoczyć uczestników zabawy. Bawiłyśmy się wspaniale. Spróbujcie i Wy!”

Tajemniczy pokój w Poznaniu

Spróbujcie! Jeśli nie tęsknicie za morską bryzą, to może odnajdujecie w sobie potomków indiańskiego wodza?

.

Polecamy – Tajemniczy Pokój, Poznań, ul. Ostroroga 7, lok.6 — > KLIK

.

Najbarwniejsze lata literatury dziecięcej

06.03.2016

.

„Dwudziestolecie międzywojenne, lata II Rzeczypospolitej, to najbogatszy i najbarwniejszy okres w dziejach naszej literatury dziecięcej.”

To jedno z początkowych zdań w opracowaniu Joanny Papuzińskiej „Mój bajarz odnowiony”. Tę pozycję znalazłam niedawno w bibliotece. Nowoczesnej, przyjaznej, pełnej wspaniale ilustrowanych, nagradzanych, wabiących młodego czytelnika książek. Nie ma jednak wśród nich tych „najbarwniejszych”, o których pisze Papuzińska.

bajarz odnowiony

.

Literatura dziecięco-młodzieżowa z lat 1918-39 nie zachwycała zapewne ilustracjami. Pojawiła się w świecie, który już nie istnieje i któremu było dane pojawić się tylko na bardzo krótko. „Polska międzywojenna była bulgocącym kotłem narodów, kultur i wiar, grup społecznych i poziomów cywilizacyjnych (…) gdzie jedni jeździli nowoczesnymi samochodami, a inni chodzili w lipowych łapciach”. To jeden z impulsów barwnego świata, drugim był zupełny brak pojęcia poprawności politycznej.

„Autor współczesny staje przed szeregiem ograniczeń jakie narzuca mu cała filozofia społeczna. Musi zaspokoić wymagania poprawności politycznej (wszyscy są dobrzy i nikt nie może być dyskryminowany ze względu na narodowość, rasę, poglądy czy płeć); pedagogiki (nie może być w utworze indoktrynacji, prozelityzmu); psychologii (nie może być traumatyczny, pobudzać agresji i innych negatywnych uczuć).”

Aby sprostać tym wymogom, współczesna literatura zamyka się na problemy społeczne, ucieka w światy alternatywne lub ulega dziecięcemu spojrzeniu egocentrycznemu.

Tymczasem bycie „odpowiedzialnym za kraj, świat to wielkie brzemię”, o czym przekonywał choćby Janusz Korczak, wkładając na dziecięcą głowę Maciusia królewską koronę. W ten sposób obciążał też każdego ze swych młodych czytelników odpowiedzialnością obywatelską i popychał ku dorosłości. Zdolność do wyrzeczeń i ofiar nie jest już popularną postawą. Tym bardziej nie obarcza się nią zbyt często dzieci.

.

Papuzińska porównuje do siebie lata 1918 i 1989, czasy wybuchu wolności: „Jakże skrajnie odmiennie zareagowało na nią piśmiennictwo dla młodych! Jest to nierozszyfrowanym znakiem czasu.” W początkowych latach międzywojnia, próbowano opisać wszystko, czego poprzednio zabraniała cenzura. Współcześnie „odsunęliśmy” dzieci od historii i polityki, kontynuując niejako strategię PRL-u.

Wtedy to wprowadzono ogólną zasadę, że wszystkie egzemplarze wydań przedwojennych muszą być usunięte z dziecięcych księgozbiorów. „Strategia ta niewiele tylko odbiegła od reguł polityki kulturalnej Rosji Radzieckiej, gdzie obowiązywała reguła „spalonej ziemi” oznaczająca, że żaden utwór napisany w ustroju burżuazyjnym nie może być udostępniany dzieciom epoki socjalizmu”.

Równoległym sposobem zacierania pamięci pokoleniowej było wydawanie przedwojennych powieści, pod znanymi wszystkim tytułami, ale z „uzdatnioną”, przerobioną treścią, czasami przy udziale samych autorów. Ci którzy nie poszli tą drogą lub ich książki zupełnie się do tego nie nadawały, zniknęli ze świadomości czytelniczej.

W książce znajdziecie sporo znanych i nieznanych nazwisk autorów, opisów ich twórczości: Makuszyński, Kossak-Szczucka, Szelburg-Zarembina, Brzechwa, Morcinek, Korczak, Kamiński, Żurakowska, Ostrowska, Zakrzewska, Woroniecki, Ossendowski, Reutówna, Rogoszówna, Radlińska.

Rzeczywistość, którą opisywali skazano na zapomnienie. Czytelnikom odebrano tożsamość historyczną ale też możliwość wartościowego „dorastania”. Opowieści o polskich zwycięstwach, walkach, dzielnych postaciach, o wywózkach na Syberię, osadzenie w geograficznym kontekście Polski „od morza do morza”, nie mogło zostać zaakceptowane. W kanonie socjalistycznej poprawności politycznej nie mieściła się nawet opisywana czasami emigracja „za chlebem”, która zbytnio kojarzyła się z wolnością.

.

Upływ czasu nie pomaga literaturze międzywojennej. Problemy sprzed prawie stu lat stają się niezrozumiałe, podobnie jak styl wyrażanych emocji i archaiczny już język. Na utożsamienie się z tą warstwą dawnego świata nie ma już szansy. Wciąż możemy jednak poprowadzić dzieci drogą odwagi, wytrwałości, zaradności i cnót obywatelskich. Warto nadać więcej barw współczesnej literaturze dla dzieci, zwłaszcza, że tak pięknie rozwija się ilustracja.

.

Joanna Papuzińska „Mój bajarz odnowiony”, Wydawnictwo Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich 2014

.

Wyprawa do Barcelony – dzień siódmy

04.02.2016

.

To już ostatnia relacja z Barcelony, którą podzieliły się ciocia Kasia i Zosia. Zaczynamy od cioci :-)

.

Barri Gòtic to chyba najbardziej klimatyczna dzielnica w Barcelonie.

Dzielnica gotycka w Barcelonie

W plątaninie ciasnych uliczek można łatwo się pogubić. Tym bardziej, że ta część miasta sięga także daleko w głąb ziemi.

To Barcino, pamiętające rzymskich włodarzy.

Barcino

Już samo wejście na teren tego starożytnego miasta jest zaskakujące. Zjeżdżamy windą, która, zamiast numerów pięter, wskazuje nam cofające się lata i zatrzymuje się na 12 r. p.n.e.

W głąb historii Barcelony

Zwiedzanie rozpoczynamy od najstarszej i najniższej części, a w miarę łagodnego wspinania się starożytnymi uliczkami przenosimy się także stopniowo w czasie, aż na końcu wychodzimy na powierzchnię wprost w średniowieczną zabudowę pełną całkowicie współczesnych turystów.

Podziemna Barcelona

Ten dzień rozpoczęłyśmy jednak od zwiedzania katedry La Seu, w której ochrzczono pierwszych sześciu Indian przywiezionych przez Kolumba.

Katedra La Seu

Patronką katedry, ale także całej Barcelony, jest św. Eulalia, zamordowana przez Rzymian za swoją wiarę. Jej alabastrowy grób znajduje się we wnętrzu świątyni, a w krużgankach od pięciuset lat mieszka trzynaście gęsi, czyli tyle, ile lat miała Eulalia, gdy zginęła”.

Katedra św. Eulalii

Grób św. Eulalii

W tym miejscu oddajemy głos Zosi:

.

“W sobotę poszłyśmy odwiedzić 13 gęsi, które znajdowały się w barcelońskiej katedrze. Wokół nich była rozstawiona szopka. Gąski były bardzo fotogeniczne. Niektóre pływały w swoim własnym stawku, a inne człapały w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Gęsiom nie zabrakło też sąsiadów, za ogrodzeniem znajdowały się kury.

Gęsi sw. Eulalii

Po dokładnym obejrzeniu tego zjawiska, przeszłyśmy się do kawiarni, gdzie zjadłyśmy pyszne, maczane w czekoladzie xurrosy.

xurrosy

A potem poszłyśmy na plażę, gdzie szukałyśmy pięknych muszelek i obserwowałyśmy fale Morza Śródziemnego.

Plaża w Barcelonie

Następnie szybko dotarłyśmy do Muzeum Czekolady, gdzie dowiedziałyśmy się o historii kakaa i czekolady oraz podziwiałyśmy figury z czekolady, np. z bajek „Asterix i Obelix”, „Kraina lodu”, „Jaś i Małgosia”, a przed wejściem otrzymaliśmy bilety w formie czekolady. To był wspaniały dzień”.

Muzeum czekolady w Barcelonie

Czekolada w Barcelonie

Wyprawa do Barcelony – dzień szósty

23.01.2016

.

Kolejny dzień hiszpańskich wakacji w relacji Rozalki:

.

Figueres to niedużo miasto na północ od Barcelony. Można tam dotrzeć pociągiem i taką właśnie opcję wybrałyśmy. Podróż wcale nie jest krótka – trwa ok. 2 godzin. Grałyśmy podczas niej w grę, w której trzeba zgadnąć kim się jest. Ja czytałam też „Pana Tadeusza”, bo to nasza ostatnia lektura w szkole.

W końcu przyjechałyśmy na stację w miasteczku. Już od razu można na jej ścianach zauważyć chlebki katalońskie, które są symbolem miasta. Stały się nim, ponieważ mieszkał tutaj Salvador Dali – wielki ich miłośnik. I to do jego muzeum właśnie przyjechałyśmy.

Wcześniej jednak chciałyśmy zobaczyć Muzeum Starych Zabawek, które znajduje się bardzo blisko muzeum Dali’ego. Wewnątrz zaskoczyło nas to, że byłyśmy tylko my. Obsługi było bardzo dużo, duże też było muzeum. W środku z głośników płynęła muzyka podobna do tej, która dobiega z dziecięcych pozytywek. Za szybami w gablotach patrzyły na nas stare lalki, błyszczały najróżniejsze samochody i rowerki dziecięce. Był też specjalny sektor przeznaczony dla akcesoriów do zabawy w Mszę Świętą, procesję kościelną czy spowiedź. Ciężko zliczyć wszystkie zabawki zebrane w tamtym miejscu.

Muzeum zabawek w Figueres

Zabawki w Figueres

Figueres

Świnka i piesek

Muzeum w Figueres

Cyrk

Pinokio

Misie

Każdy był kiedyś dzieckiem

Zabawy sakralne

W sklepiku z pamiątkami, pani która sprzedawała za ladą, pokazała nam i wytłumaczyła symbolikę dziwnej figurki, która w Katalonii uchodzi za przynoszącą szczęście. Chodzi tu o małą postać, najczęściej chłopca, który z opuszczonymi spodniami robi kupę. Nierzadkim widokiem jest też taka sama figurka Marylin Monroe, jakiegoś sławnego piłkarza, czy polityka. Na początku byłyśmy z siostrą bardzo zniesmaczone, ale po czasie mniej więcej to zrozumiałyśmy i zaakceptowałyśmy. Katalończycy w końcu wierzą w szczęśliwą moc takiej statuetki. A to wszystko ze względu na moc kupy, która zasila glebę. No cóż…

Katalończyk

Potem poszłyśmy już prosto do Muzeum Salvadora Dali. Nie mogłyśmy jednak liczyć na odpoczynek psychiczny po wizycie w starych zabawkach.

Budynek muzeum to projekt samego artysty, który jest tu również pochowany. Na dachu stoją gigantyczne jaja, a na ścianach umieszczone są, widziane już przez nas wcześniej na stacji kolejowej, chlebki. Wewnątrz budynku też nie jest normalnie. Na dużym dziedzińcu stoi nierealistyczna rzeźba, a dookoła w oknach patrzą na nas złote postaci, w różnych pozach, przypominające statuetki oscarowe. Samo muzeum zostało zaprojektowane tak, aby zwiedzający miał problem z wyjściem. Na szczęście wszędzie znajdują się strzałki pokazujące właściwy kierunek zwiedzania. Oglądać tam można niezliczoną ilość obrazów i rysunków Salvadora, a także rzeźb, instalacji i zaprojektowanej przez niego biżuterii. Tamtejsza wizyta to niezapomniane przeżycie.

Muzeum Salvadora Dali

Dali w Figueres

Dali

Muzeum Dalego

Sypialnia

W Figueres

Oko

Salwador i Gala

Figueres

Po wyjściu, miałyśmy jeszcze trochę czasu do pociągu powrotnego. Dlatego chciałyśmy poszukać sklepu z wodą. Nie jest to jednak takie łatwe. W Hiszpanii trudno znaleźć sklep spożywczy. Nie ma ich na każdym rogu, jak u nas, w Polsce. W końcu trafił się jeden jedyny sklep. Już z butelkami wody odpoczywałyśmy nieco na ławce i na placu zabaw, po ciężkim dniu. Niedługo potem przyjechał pociąg, a my wróciłyśmy do Barcelony, gdzie czekał na nas jeszcze pokaz możliwości świetlno-dźwiękowych miejscowych fontann.

Fontanny w Barcelonie

Więcej zdjęć z muzeum zabawek w Figueres (Museu del Joguet de Catalunya) znajdziecie na naszym blogu o starych zabawkach.

/