Pokażcie swoje stare zabawki –KONKURS (ciąg dalszy)

01.09.2010

 

Wielu z nas wciąż pamięta zabawki, które towarzyszyły nam w okresie naszego dzieciństwa i były nam najbliższe. Czasami ukrywamy je na dnie szafy, czasem szczególnie ciekawy egzemplarz zamienia się w nieszablonową dekoracje mieszkania, a czasem pamięć o nich trwa jedynie w naszych wspomnieniach.

 

Te najbardziej solidne zabawki mamy szansę ofiarować młodszym dzieciom i w ten sposób przekazywać historię naszej rodziny kolejnym pokoleniom. Dzieci, które otrzymują starą zabawkę, zazwyczaj doceniają jej znaczenie dla ofiarodawcy i uczą się doceniania rzeczy ważnych. Taki emocjonalny podarunek, stwarza okazję do rozmowy o historii rodziny, kraju, o obyczajach w dawnych czasach i innych kulturach.

 

Stara zabawka może posiadać wartość nie tylko emocjonalną i edukacyjną, ale także ekologiczną. Uczy dziecka tego, że stare przedmioty nie muszą być zbędne, że każda z nich niosąc swoją historię może być przez nas powtórnie wykorzystana. Bawiąc się starą, dobrej jakości zabawką, dzieci naturalnie uczą się znaczenia ekologicznej idei wielorazowości, ograniczania konsumpcji oraz nie stosowania przedmiotów jednorazowych.

 

O tym jak wykorzystać stare zabawki, możecie przeczytać w artykule napisanym dla portalu dziecisawazne.pl

 

Portal objął także patronat nad naszym konkursem, a my rozszerzyliśmy jego ramy czasowe i pulę nagród, które można wygrać.

KONKURS stare zabawki

Na Wasze zdjęcia czekamy więc do 30 września. Zgłoszenia prosimy przesyłać na adres: pikinini@pikinini.pl

 

Na zwycięzców czekają nagrody ufundowane przez sklep Pikinini.pl

 

Miejsce IDrewniana eko gra Recykling

 

Miejsce IIDrewniane skaczące żabki

 

Miejsce IIISkrzyneczka Farma

 

Dodatkowa nagroda specjalnaPuszka na herbatę z Małą Mi

 

Wszystkie przesłane zdjęcia uczestników konkursu, można oglądać na Facebook’u i naszej nowej stronie ze zdjęciową kolekcją starych zabawek:

STARE ZABAWKI

 

ZAPRASZAMY:)

/

Pokażcie swoje stare zabawki – KONKURS

21.08.2010

 

Cieszę się, że blogowy wpis o klockach obrazkowych wywołał u wielu z Was wspomnienia o własnych starych zabawkach.

Z inspiracji pani Justyny –facebook’owej fanki Pikinini – ogłaszamy więc – przeznaczony dla wszystkich – KONKURS.

 

Jeśli przechowujecie na strychu, w szafie lub w innych zakamarkach którąś ze swoich starych zabawek, zróbcie jej zdjęcie i prześlijcie na adres: pikinini@pikinini.pl

Możecie także podzielić się krótko swoimi wspomnieniami związanymi z zabawką, a może bawią się nią teraz Wasze dzieci?

Najciekawsze zdjęcia zostaną pokazane na blogu i na Facebook’u.

 

Pomysłodawczyni konkursu, wysyłamy breloczek z Buką, a osobie, której zdjęcie najbardziej nam się spodoba wyślemy nagrodę:

Puszkę na herbatę z Małą Mi

Puszka na herbatę z Małą Mi

Zdjęcia (wraz ze zgodą na publikację) prosimy przesyłać do 30 września.

 

Na zdjęciu: stare gry wyszperane jeszcze w szafie mojej siostry:)

Nasze stare gry

 

/

Klocki obrazkowe

18.08.2010

 

Klocki obrazkowe to dziś już trochę zapomniana zabawka. Zostały zdecydowanie wyparte przez różne rodzaje puzzli.

Moja najmłodsza córka także woli układać– z wiekiem coraz trudniejsze – puzzle. Kiedy dziewczynki były młodsze miały kilka zestawów klocków z obrazkami. Dziś na półce, pozostał już tylko ulubiony komplet z krecikiem.

klocki z krecikiem

Sporo takich klocków z naszego dzieciństwa, zachowała na szczęście moja siostra.

Dziewczynki są właśnie na wakacjach w jej domu. Mają tam do dyspozycji urządzony dla nich pokój, ze starymi zabawkami, które należały kiedyś do mnie i siostry.

Ostatnio wyciągnęłyśmy z kartonu stare klocki. Są wykonane z pełnego drzewa i w przeciwieństwie do współcześnie produkowanych – bardzo ciężkie.

Strasznie przyjemnie znów nam się je układało:)

Przypomniało mi się, że do moich ulubionych należały te z legendami polskimi i strojami ludowymi. Właśnie w tych brakuje jednego klocka.

Klocki obrazkowe - legendy polskie

 klocki obrazkowe - stroje ludowe

Niektóre z tych zestawów były też chyba odziedziczone po starszych kuzynach bo pamiętam, że obrazki wytarte już były „od zawsze”.

A może i Wy odnajdziecie w tej mini galerii swoje stare znajome klocki?

Klocki drewniane z kogutkiem

Klocki z ptakami

Klocki ze słoniem

Klocki z lisem

Stare klocki obrazkowe

Klocki z lwem

/

Poznańskie koziołki

08.08.2010

 

„To nie jest bajeczka, możecie mi wierzyć

Dwa małe koziołki mieszkają na wieży.

Kiedy miejski zegar wybije dwunastą,

wychodzą na balkon popatrzeć na miasto.

Tupią kopytkami, kiwają główkami

pocieszne koziołki.

Znaleźć je nie sztuka.

Jest takie miasto nad Wartą

tam koziołków szukaj.”

 

Ten wierszyk był jednym z całego repertuaru artystycznych utworów o Poznaniu i koziołkach, które recytowałam z zapałem, będąc dawno temu dumnym poznańskim przedszkolakiem. Wierszyk został zarejestrowany przez moich rodziców na taśmie szpulowego magnetofonu i czasami słuchamy w domu tych starych recytacji.

Myślę, że Poznaniacy znają jeszcze różne inne koziołkowe piosenki i wiersze, bo trykające się na ratuszowej wieży zwierzątka towarzyszą naszej edukacji przez wiele lat.

Poznańskie koziołki

Oprócz wycieczek przedszkolnych, chodziliśmy również oglądać koziołki z wszystkimi odwiedzającymi naszą rodzinę gośćmi, opowiadając im wcześniej o historii i legendzie powstania ratuszowego zegara.

Legenda mówi, że kiedy w roku 1551, z okazji uroczystego odsłonięcia nowego zegara przygotowywano w ratuszu wielką ucztę, kuchcik spalił na rożnie sarni udziec.

W wielkim strachu przed srogą karą, wybiegł na rynek w poszukiwaniu mięsa. Spostrzegłszy dwa koziołki, uprowadził je z zamiarem upieczenia. Dwóm rogatym zwierzakom udało się uciec, a zgromadzeni goście mieli okazję ujrzeć je trykające się na wieży ratusza. To wydarzenie wzbudziło taką ogólną wesołość, że Rada Miejska postanowiła zamówić u twórcy zegara, mistrza Wolffa, figurki koziołków napędzane zegarowym mechanizmem.

 

W swoich zbiorach znalazłam też ciekawy wierszyk własnego autorstwa, napisany w wieku 8 lat. Na tym przykładzie, widać jak silny wpływ wywarł na mnie wcześniej przyswojony artystyczny repertuar;)

wiersz o poznańskich koziołkach

Kiedy pokazałam wierszyk dziewczynkom, młodsza postanowiła również stworzyć własne poetyckie dzieło o koziołkach…

Krótki wiersz o poznańskich koziołkach

Wierszyk został dedykowany żywym koziołkom, spotkanym niedawno na wakacyjnym szlaku, które były – wg jej słów – „jakieś takie grzeczniejsze od tych z ratusza”.

Koziołek nr 1

Koziołek nr 2

O koziołkach przypomniałyśmy sobie również ostatnio na ołomuńskim rynku, gdzie oglądaliśmy napędzany zegarem pochód czeskiego proletariatu, którym zastąpiono wcześniejszy pochód świętych. Poznańskie koziołki nie wzbudzały na szczęście negatywnych skojarzeń wśród komunistycznych notabli i przetrwały – choć już w kolejnej zrekonstruowanej formie – dziejowe zawirowania.

Chodzimy czasami je odwiedzać.

O 12-stej przed ratuszem

Lubię przyglądać się turystom, którzy oglądają je po raz pierwszy, a dziewczynki wypatrują na koziołkach nowych kubraczków. Okazuje się bowiem, że koziołki choć z długą historią, potrafią przystosować się do aktualnych mód i bieżących wydarzeń.

W czasie Wielkanocy, występowały przebrane za baranki…

Poznańskie koziołki jako baranki

…a niedawno prezentowały też gustowne, okolicznościowe pelerynki związane z Euro 2012:)

Poznańskie koziołki i Euro 2012

Koziołki wzbudzają powszechną sympatię, ale pogłaskać ich się oczywiście nie da. Pewnie dlatego na pobliskim Placu Kolegiackim, stanęła kilka lat temu rzeźba koziołków.

Koziołki na Placu Kolegiackim w Poznaniu

Do rytuału już należy pozowanie do zdjęcia na grzbiecie jednego ze zwierzaków, tarmoszenie i głaskanie ich – nie tylko jak zauważyłam przez najmłodszych sympatyków:)

Te koziołki też bywają czasami odziane. W takich ubrankach widziano je zimą:)

Koziołki w zimowej szacie

zagadka o koziołkach

 

/

Morawy z prysznicem

28.07.2010

 

Tajemnicze zamczyska, urokliwe miasteczka, wino, słońce i chłodne jaskinie.

To wszystko znaleźliśmy na Morawach.

 

Wraz z naszym wyjazdem na wakacje, zaczęły się ogromne upały. W Międzygórzu, gdzie zaplanowaliśmy pierwszy nocleg, z trudem wspięliśmy się – krótkim przecież odcinkiem szlaku – do górskiego Ogrodu Bajek, a później do wodospadu Wilczki.

W Czechach sporo zwiedzaliśmy, więc zbawienne w czasie tropikalnych upałów okazały się jaskinie Morawskiego Krasu z temperaturą wynoszącą ok. 9 st. C i hotelowy basen pod koniec upalnego dnia. Odwiedziliśmy również otwarte kąpielisko termalne w Austrii, gdzie szukaliśmy wytchnienia po zwiedzaniu uroczego granicznego miasteczka Mikulov. Dziewczynki z niecierpliwością wypatrywały również fontann, których mnóstwo można znaleźć na miejskich rynkach, skwerach i zamkowych dziedzińcach. Niektóre z nich – czasami bardzo nowoczesne w formie – umożliwiały ochłodę w rozpryskującej się wodzie.

 

Naprawdę schłodził nas jednak – dopiero pod koniec naszej podróży – prawdziwy deszczowy „prysznic” trwający prawie dwa dni. W deszczu zwiedzaliśmy Jesenik – uzdrowisko słynne z wodolecznictwa, którego prekursorem był, żyjący na początku XIX wieku – Vincent Priessnitz – wynalazca prysznica:)

Medalion z wizerunkiem Priessnitz’a znany nam jest z poznańskiego pomnika Hygiei, bogini wody. Pomnik wraz ze studzienką ufundował znany poznański filantrop – Edward hr. Raczyński – w podziękowaniu za uzdrowienie syna. Jemu też mieszkańcy Poznania zawdzięczają budowę pierwszych wodociągów, do czego pośrednio przyczynił się zapewne i Vincent Priessnitz.

 

Zdjęć będzie tym razem więcej, ale też sporo czasu nie było nas na blogu:)

 

Zamek w Litomyślu z niezwykłym sgraffito…

Litomyśl

…tak było w jaskiniach Morawskiego Krasu. Wokół skał latało mnóstwo kolorowych motyli. Znaleźliśmy ich nazwę – to Oblaczek Granatek.

Morawski Kras i Oblaczek Granatek

W jaskini Punkevi płynęliśmy podziemną rzeką, a największe wrażenie zrobiła chyba na nas tajemnicza przepaść Macocha i ta straszna wiedźma:)

Wiedźma z jaskini

Mikulov

Mikulov

…pola słoneczników…

Morawskie słoneczniki

…baseny oraz fontanna w Brnie. Po Brnie – dla uniknięcia skwaru – spacerowaliśmy późnym wieczorem. To bardzo piękne miasto i – co ważne! – pełne fontann:)

Baseny i fontanna w Brnie

Na zamku w Valticach

Valtice

Tu dziewczynki podlewają rośliny w przepięknym zamkowym ogrodzie ziołowym…

Ogród ziołowy w Valticach

…wino…

Morawskie wino

Zamek w Lednicach

Lednice

Austerlitz

Austerlitz

Fontanna w Austerlitz

Takie drzewo dziewczynki chciałyby mieć w ogrodzie:)

Drzewo w Austerlitz

…lwica w zoo w Hodoninie też była chyba zmęczona upałem…

zoo Hodonin

Kromieryż

Kromieryż

Zamek Pernstejn

Pernstejn

Ruchomy mechanizm zegara w Ołomuńcu. Pochód świętych zastąpiono po wojnie pochodem proletariatu:)

Zegar w Ołomuńcu

Jedna z fontann Ołomuńca…

Fontanna w Ołomuńcu

W Jeseniku, przed sanatorium Priessnitza stały niezwykle atrakcyjne dla dzieci (pewnie dla kuracjuszy również) obrotowe ławki i ciekawa fontanna w kształcie wanny…

Priessnitz w Jeseniku

A tu jeszcze trochę fontann:)

Prysznic Priessnitz'a

Fontanna w Jeseniku

Czeskie fontanny

Ostatnie wakacyjne chwile znów upłynęły nam w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie nocowaliśmy w uroczym pensjonacie niedaleko Międzylesia

Kotlina Kłodzka

Do Poznania wracaliśmy przez Wrocław, pokazaliśmy więc dzieciom Panoramę Racławicką…

Panorama Racławicka

…i znaleźliśmy parę wrocławskich krasnoludków. Zakupiliśmy też specjalną mapę z krasnoludkowym szlakiem, bo Wrocław mamy zamiar zwiedzić dokładniej jesienią.

Wrocławskie krasnoludki

 

/

Na koloniach

10.07.2010

 

„Gdybym miał gitarę…” to piosenka śpiewana chyba na wszystkich koloniach i obozach. Znalazłam ją w śpiewniku mojej starszej córki, która właśnie wróciła z kolejnej w swoim życiu kolonii.

Na koloniach

Znalazłam też kilka innych znajomych piosenek, ale i utwory Myslovitz, Szymona Wydry, Moniki Brodki, których nie śpiewaliśmy oczywiście za moich kolonijnych czasów. Wszystkich piosenek uczy się teraz z zapałem młodsza siostra naszej kolonistki, która już zaczęła przygotowywać się, a nawet pakować do swojego pierwszego wyjazdu. Ma on nastąpić co prawda dopiero w przyszłe wakacje, ale warto być już przygotowanym;)

Codziennie oglądamy też zdjęcia z kolonii, co zabrało nam już dobre kilka godzin. Zdjęć – zapisanych na 3 płytach – jest chyba z 1000, a każde wzbogacone zostaje podczas pokazu stosownym komentarzem. Zdjęcia przywiezione zostały również w aparacie fotograficznym córki, a jest ich również sporo, bo tematem przewodnim tych artystycznych kolonii, były – oprócz tańca i technik plastycznych – warsztaty fotograficzne. Jak zauważyłam, najchętniej fotografowanym obiektem były zwierzęta zamieszkujące pobliskie jezioro i pensjonatowe podwórko, w tym kilka miejscowych psów.

 

Nasi rodzice nie byli chyba poinformowani o naszych wyjazdach w tak szczegółowy sposób. Z drugiej strony, kolonie były kiedyś znacznie dłuższe, a rodzice odwiedzali nas zawsze w jedną z niedziel. Dziewczynki bardzo chętnie słuchają naszych wspomnień. Porównujemy listy, śpiewniki i zdjęcia.

Mój mąż, mimo wielokrotnego pobytu na koloniach, zachował jedynie jako pamiątkę odznakę z napisem „Dziecko Neptuna”, która to pozostała mu po obozie żeglarskim.

Natomiast w moich zbiorach, kryje się trochę więcej kolonijnych skarbów. Mam zdjęcia zrobione podczas odwiedzin rodziców, w czasie moich pierwszych kolonii w Złotowie. Miałam wtedy 8 lat i pisałam mnóstwo listów w kopertach zaadresowanych wcześniej przez mamę. Niektóre z nich jeszcze znalazłam. Pokazałam też dziewczynkom okraszoną pamiątkowymi podpisami kolonijną chustę i pamiętnik pisany podczas któregoś z kolejnych wyjazdów.

Dawno temu na koloniach

Kolonie mojej córki przypominały trochę te na które ja jeździłam, były jednak zdecydowanie bardziej kameralne, a dzieci miały więcej ciekawych zajęć. Oprócz porannej gimnastyki, zbierania jagód…

Na jagody

…gry w „dwa ognie”, ogniska, wycieczek, kąpieli w jeziorze i konkursów na piaskową rzeźbę…

Krab z piasku

…uczyły się fotografowania, szydełkowania, decoupage’u…

Butelki

…oraz wypiekania i malowania ślicznych aniołków z masy solnej.

Aniołki z masy solnej

Chciałabym znów pojechać na kolonie:)

Na szczęście czas wakacji nastał właśnie dla całej naszej rodziny i jutro wyruszamy w podróż!

Mam nadzieję, że będzie ciekawie, a wakacje udane, czego i Wam życzę:)

/

Rowerowe wakacje z dziećmi

04.07.2010

 

Moje pierwsze rowerowe wspomnienia wiążą się z wiklinowym fotelikiem mocowanym z przodu ogromnego, czarnego roweru babci. Podobny fotelik montowano również na rowerze dziadka. Siedząc w nich, tyłem do kierunku jazdy, a przodem do rodziców – jeździłyśmy z siostrą na jeżyny do pobliskiego lasu. Nikt nie słyszał wtedy o kaskach, bezpiecznych zapięciach i drogach rowerowych, z których mogą korzystać już nasze dzieci.

 

Na pierwszą, dłuższą rowerową wyprawę zabraliśmy naszą najstarszą córkę gdy miała 15 miesięcy. Wakacje spędziliśmy wtedy na Kaszubach, jeżdżąc codziennie rowerami po leśnych i polnych drogach. Pokonywane odcinki nie były bardzo długie bo nasze dziecko po jakimś czasie po prostu zasypiało w foteliku. Wtedy zazwyczaj zatrzymywaliśmy się, rozkładaliśmy koc, poduszkę dla dziecka i książki dla siebie:)

 

W następnym roku, jeździliśmy już po świetnie przygotowanych drogach rowerowych na duńskiej wyspie Bornholm. Nie brakuje tam atrakcji dla rodziców i dla dzieci, a na dłuższy odpoczynek można zjechać na plażę.

Polecam takie wakacje wszystkim rodzicom ruchliwych – rocznych i dwuletnich –maluchów:)

Na rowerze z dzieckiem

Nasza młodsza córka miała okazję zakosztować większego komfortu jazdy – w doczepianej do roweru przyczepce. Jej starsza siostra towarzyszyła nam już na własnym rowerze. W ten sposób jeździliśmy trochę po Szwecji.

Na rowerach w Szwecji

W zeszłym roku nasza sześciolatka nauczyła się jeździć sama. Wiosną udoskonaliła hamowanie i jeździmy już na krótkie wycieczki po okolicy.

Na rowerach

W tym roku nie zabieramy rowerów na wakacje, ale planujemy już nową wyprawę na kolejny sezon. Może znowu Dania, może Holandia?

A może napiszecie do nas, jeżeli spędziliście gdzieś z dziećmi ciekawe rowerowe wakacje?

/

Jak muzyka pomaga dzieciom z Wenezueli

24.06.2010

 

20 czerwca zagrała w Warszawie wenezuelska Młodzieżowa Orkiestra im. Simóna Bolivara, pod dyrekcją Gustavo Dudamela.

Bardzo żałuję, że nie udało nam się być na tym koncercie.

 

Program wsparcia społecznego poprzez muzyczną edukację najbiedniejszych dzieci z wenezuelskich slumsów – „El Sistema”, został wymyślony i sukcesywnie wprowadzany w życie przez José Antonio Abreu, od lat siedemdziesiątych.

Jest obecnie wspierany przez państwo i bierze w nim udział 15 tysięcy nauczycieli muzyki. Ok. 250 tys. dzieci z orkiestr przedszkolnych, szkolnych i młodzieżowych uczy się gry i tego jak sztuka może zmienić spojrzenie na świat.

W założeniach twórcy tego ogólnonarodowego programu, muzyka ma ocalić dzieci przed przestępczością, biedą i narkotykami.

Celem „El Sistema” jest też promowanie wśród młodych ludzi takich wartości jak praca w zespole, szacunek dla innych, odpowiedzialność.

Jestem pod wrażeniem tego pomysłu, który udaje się realizować na tak szeroką skalę, od wielu już lat. W powodzi ogromu negatywnych informacji o świecie, warto jak najwięcej pisać i pamiętać o takich pozytywnych działaniach.

Do Orkiestry im. Simóna Bolivara, trafiają najzdolniejsi i podróżując po największych salach koncertowych świata zachwycają nie tylko swoją żywiołową grą, ale propagują niezwykłą idę „El Sistema” udowadniając, że działania na rzecz poprawy losu najbiedniejszych, mają sens.

 

/

Piotruś i wilk(i)

22.06.2010

 

Najpopularniejszą wersją symfonicznej bajki Prokofiewa „Piotruś i wilk” stał się chyba oskarowy, polsko–angielski film animowany. Czasami oglądamy go w domu, choć kiedy pierwszy raz odtworzyliśmy go dzieciom, moja młodsza córka zaczęła po pierwszych scenach płakać i nie chciała oglądać go dalej. Jest rzeczywiście dość mroczny i co ciekawe przeraża nie tyle opowiedzianą historią, co stworzonym nastrojem.

Piotruś i wilk - kadr

Semafor

 

Znacznie większą popularnością cieszy się w naszym domu płyta do słuchania, w której narratorem jest Piotr Fronczewski. Do płyty dołączona jest książeczka, a historia Piotrusia wydaje się w tej wersji raczej zabawna niż przerażająca. Na pewno bardziej też skupia uwagę dziecka na muzyce.

Piotruś i wilk - CD

Niedawno mieliśmy też okazję zobaczyć jeszcze inną interpretację Prokofiewa.

Teatr Wielki w Poznaniu zaprosił dzieci do uczestnictwa w bardzo pomysłowym spektaklu.

Piotruś i wilki w Poznaniu

Scena została mocno wysunięta do przodu i aktorzy na specjalnym podeście wbiegali między widownię. Pojawiły się aż dwa wilki w bardzo współczesnych czarnych strojach, a cała historia została mocno złagodzona. Piotruś uruchamiał sterowiec, dziadek puszczał obłoczki z dymu.

Opera w Poznaniu - Piotruś i wilki

zdjęcie: Teatr Wielki w Poznaniu

 

Każdy znalazł tu coś dla siebie. Maluchy były zachwycone spadającym z góry śniegiem w postaci białej piany, a mojej starszej córce bardzo podobały się kolorowe martensy w które obuci byli aktorzy.

Piotruś i wilki

zdjęcie: Teatr Wielki w Poznaniu

 

W teatrze zakupiliśmy również okolicznościową grę – duże karty do gry w Piotrusia.

Gra w Piotrusia

Pary dobiera się wyszukując te same instrumenty, a wygrywa osoba, której pozostanie w Piotruś. Zasady można oczywiście modyfikować, a nawet zagrać kartami w Memory.

Gramy w Piotrusia

Z ciekawością czekamy na kolejne dziecięce spektakle w poznańskiej operze:)

Opera w Poznaniu

 

/

Truskawkowe ciastka Cecylki Knedelek

13.06.2010

 

Nie mogłyśmy nie wypróbować w ten weekend, przepisów na truskawkowe pyszności z najnowszej książki Cecylki Knedelek. Jesteśmy przecież właśnie w środku truskawkowego sezonu i cieszymy się, że niekorzystna dla tych apetycznych owoców pogoda, nie do końca jednak przeszkodziła w zbiorach.

Dziś upiekłyśmy drożdżowe trójkąty z kulkami, z zamiarem zapakowania po jednym również do szkoły.

Cecylka Knedelek i poletko truskawek

Jak zrobić drożdżowe trójkąciki

Trójkąciki z truskawkami gotowe do pieczenia

Ciastka okazały się jednak zbyt dobre by mogły przetrwać porę podwieczorku. Następnym razem zrobimy podwójną porcję!

Truskawkowe ciastka z kulkami

/