Zupa jarzynowa Baucis (i Filemona)

07.03.2010

 

„Baucis nie była żadną boginią, tylko skromną staruszką żyjącą wraz ze swym mężem–staruszkiem o imieniu Filemon w chatce za miastem, na wzgórzu.”

 

– tak zaczyna się rozdział poświęcony gotowaniu zupy jarzynowej, w jednej z naszych ulubionych książek dla Dzieci Kulinarnych – „Całuski Pani Darling”. Uwielbiam gawędy pani Małgorzaty Musierowicz, więc znów oddaję jej głos:

 

„Któregoś późnego wieczoru do drzwi ich chatki zapukali dwaj nieznani wędrowcy. (…) Filemon i Baucis nie uchybili świętemu prawu gościnności i zaprosili nieznajomych do wnętrza. Jak się okazało, wędrowcy obeszli przedtem całe miasto, prosząc o nocleg, i wszędzie zamykano im drzwi pod nosem. Staruszkowie, nie zważając na późną porę, rozniecili ogień i usadowili przybyszów za stołem.”

 

Przybyszami okazali się być greccy bogowie – Zeus i Hermes, którzy ze smakiem spożyli zupę ugotowaną z warzyw z ogródka, a w trakcie jedzenia zamienili zastawę glinianą na złotą i pomnożyli potrawy. Rozpoznani przez staruszków, którzy chcieli zabić nawet na cześć gości swą jedyną gęś, bogowie odwdzięczyli się w specyficzny sposób. Niegościnne miasto zostało zatopione, mieszkańcy zamienieni w żaby, a w ogródku Baucis i Filemona pojawiła się wspaniała świątynia, w której staruszkowie pełnili służbę kapłańską do czasu swej wspólnej śmierci, kiedy to przemienili się w zrośnięte korzeniami drzewa.

 

Mityczna historia spotkała się z zainteresowaniem dziewczynek, choć młodsza wyraziła powątpiewanie czy postawienie świątyni w ogrodzie jest właściwą zapłatą za gościnność: „Mamo, chciałabyś takie coś?” – zapytała;)

Przedstawienia tej mitologicznej sceny podjęło się wielu malarzy. Obejrzałyśmy obrazy Elsheimera, Rubensa, Rembrandta i Ryckaerta

Filemon i Baucis w malarstwie

…a potem przystąpiłyśmy do ugotowania zupy jarzynowej. Pani Małgorzata Musierowicz zachęca by „wyobraźnia Dziecka ruszyła do akcji i Dziecko spróbowało odgadnąć, co też za jarzynki wchodziły w skład owego dania. Czy ziemniaki były znane w Grecji starożytnej? Oj, nie (przywędrowały dużo później z Ameryki). A włoszczyzna? Być może. A groch i fasola? Na pewno. Cebula? Także. Zioła? Ależ oczywiście. Pomidory? Nie. Soczewica? Tak…”

I tak możemy sprawdzać „starożytność” kolejnych warzyw, ale w zupie nie zaszkodzi przecież wykorzystać i innych. Skład naszej zupy był o tej porze roku oparty na mrożonkach, do których dodałyśmy ziemniaki, czosnek, ser i przyprawy.

co można dodać do zupy jarzynowej

Zawsze możemy też liczyć na świeżą pietruszkę z naszego ogródka ziołowego i kiełki. Pietruszka rośnie nawet zimą i z powodzeniem odkopujemy ją spod śniegu…

Marcowa pietruszka z naszego ogrodu

…a kiełki hodujemy w domu…

hodujemy kiełki

Same już nie wiemy czy przyjemniejsze było poczytanie o zupie, jej gotowanie…

Gotowanie zupy jarzynowej

…czy wspólne jedzenie…

Zupa jarzynowa Baucis i Filemona

A najfajniejsze w przepisie Baucis jest to, że można zupę ugotować całkowicie po swojemu, a nawet zawsze w inny sposób i z innym zestawem warzyw, co wraz z nadchodzącą wiosną, będziemy mieli szansę stosować. Niezmienne pozostanie już zapewne to, że teraz każdą ugotowaną przez siebie zupę jarzynową, dziewczynki będą nazywały zupą Baucis.

/

Patyczaki w towarzystwie Wielkiej Niedźwiedzicy

03.03.2010

 

W pokoju, który jako dziecko dzieliłam z siostrą, stało ogromne radio, włączane zazwyczaj o 6 rano, godzinie naszej pobudki. Schowana pod ciepłą kołdrą, zastanawiałam się kto w Polsce wyskakuje właśnie z łóżka, by otworzyć okno i raźno gimnastykować się wg wskazówek rześkiego spikera.

Wolałam wieczorny Supełek, którego słuchałam raczej tylko w chorobie, gdy nie mogłam biegać po podwórku. Otaczałam się lalkami, ssałam chlorochinaldin na ból gardła i stwierdzałam, że chorowanie nie jest wcale takie złe. Najokropniejsze z tabletek można było niepostrzeżenie wrzucić za tapczan, a na stoliku, oprócz stosu książek, leżały też płyty z bajkami: Kopciuszkiem, Śpiącą Królewną, Jasiem i Małgosią, Ali Babą.

stare płyty winylowe dla dzieci

Płyty odtwarzałyśmy na adapterze, który znajdował się pod unoszoną pokrywą radia.

Plejada najlepszych polskich aktorów pomagała mi przenosić się w wyobraźni do dalekich, baśniowych krain, gdzie rzewny śpiew Kopciuszka i Czerwonego Kapturka nierozerwalnie łączył się z trzaskami i szumami odtwarzanej płyty.

Płyty odtwarzałam też jeszcze niedawno na znacznie nowszym już gramofonie, ale trzaski zagłuszały najstraszliwsze nawet pokrzykiwania zbójców.

Moje córki również uwielbiają te muzyczne słuchowiska, wznowione na szczęście na płytach CD przez wydawnictwo Bajki–Grajki. Płyty stają się wręcz niezastąpione w czasie choroby czy przymusowego unieruchomienia na kanapie, którego od kilku dni doświadcza właśnie moja młodsza córka. Szyta niedawno noga, może goić się spokojnie, gdy jej właścicielka przenosi się myślami do indiańskiej krainy prerii. Płyta z historią „Wielkiej Niedźwiedzicy” została właśnie odtworzona po raz trzeci, mimo, że kuszą jeszcze kolejne okładki z zapowiedzią niezwykłych historii.

Wielka Niedźwiedzica - legenda indiańska

Kilka dni temu przybyły do naszego sklepu Pikinini, kartony z kilkudziesięcioma tytułami bajek muzycznych.

 

Słuchanie płyt umila nam też prace plastyczne. W czasie rekonwalesnecji powstały m.in. wyszyta fastrygą myszka i fantastyczne patyczaki.

Patyczak w wykonaniu zespołu Pikinini

Koniec lutego to czas kiedy przycina się drzewa. W naszym ogrodzie, były to stare śliwy, które dostarczyły nam mnóstwo gałęzi – budulca potrzebnego do wykonania stworków. Pomysł zaczerpnęłyśmy ze starego numeru „Misia”:

Jak zrobić patyczaki1

Jak zrobić patyczaki2

A na wygląd kolejnych patyczaków, wpływa również – jak zauważyłam – tematyka muzycznych bajek, słuchanych w czasie twórczej pracy:–)

/

Serwetka na urodziny…

26.02.2010

 

… uszyta samodzielnie przez naszą sześciolatkę, dla babci i dziadka.

Dobór materiałów, wycinanie, nawlekanie igły i szycie…

Szycie serwetki

Kilka dni samodzielnej, wytężonej pracy i oto jaki efekt:)

Serwetka w pełnej krasie

Poznań, luty 1945

23.02.2010

 

W lutym moi rodzice obchodzą swoje urodziny. W lutym 1945 roku, również powinni mieć swoje święto. Moja mama kończyła roczek, a tato 5 lat.

W Poznaniu, w którym wtedy mieszkali, trwały walki o zdobycie miasta. Walczono o każdą ulicę, Wehrmacht, pod naporem wojsk radzieckich, wycofywał się w kierunku Cytadeli Poznańskiej. Stała się ona ostatnim punktem oporu kilkudziesięciotysięcznej armii niemieckiej, a jej obrona miała opóźnić ofensywę radziecką na zachód. Cytadelę zdobyto po pięciodniowym szturmie, 23 lutego 1945 roku.

Cytadela Pznańska 1945

Cytadela Poznańska w 1945 roku – Odkrywca.pl

 

Podczas walk w Poznaniu, zrujnowanych zostało ok. 55 procent budynków, w centrum miasta – 75 procent, zginęło wielu żołnierzy i ludności cywilnej.

Mieszkańcy Poznania starali się przetrwać. Nikt nie myślał o urodzinowych tortach. Brakowało prądu, wody i jedzenia. Moja mama była zbyt mała by pamiętać ucieczkę swojej rodziny do schronu, gdy w kamienicę na Jeżycach uderzyła bomba. Ostatni do schronu dotarł dziadek, który kończył jeszcze smażenie mięsa i uciekał z gorącą patelnią. Wodę racjonowano łyżeczką.

 

Mój tata, który 20 lutego kończył 5 lat, pamięta wszechogarniający strach, którego wtedy doświadczał. Kamienica przy Wałach Królowej Jadwigi, w której mieszkała moja rodzina, znalazła się na szlaku nacierających na cytadelę wojsk. Najpierw byli to żołnierze Wehrmachtu, którzy uciekając dalej, pozostawili, ukrytym w piwnicznym schronie Polakom, swoje konserwy. Jeden z nich, zginął zastrzelony w oknie naszego mieszkania. Pochowano go pod gruszą rosnącą na podwórzu.

Później nadeszli Rosjanie, siłą werbujący mężczyzn do szturmu na cytadelę. Mojego tatę, radziecki oficer nakarmił plackiem i kiełbasą. Była to później jego ulubiona mieszanka smakowa:)

Kamienica Poznań, Królowej Jadwigi 1945

Nasza kamienica, tuż po wojnie – Odkrywca.pl

 

Wodę i kupowaną od Rosjan żywność, zdobywano pod ostrzałem kul, waliły się ściany naszej kamienicy, na ulicach leżały trupy.

Królowej Jadwigi / Półwiejska 1945

Nasza ulica w 1945 roku – Odkrywca.pl

 

W niedzielę, świętowaliśmy kolejne urodziny rodziców i słuchaliśmy ich wspomnień.

vv

Jak zbudować igloo

19.02.2010

 

Ilość śniegu, który przysypał w tym roku nasz ogród, wystarczyłaby pewnie na zbudowanie solidnej osady igloo dla gromadki Innuitów. Nie znamy niestety jednak żadnego, który pokazałby nam jak się takie igloo buduje. Odważyliśmy się więc tylko na wykopanie śniegowego tunelu na tarasie, którym można przedostać się z domu do ogrodu.

Śniegowy tunel w naszym ogrodzie

Z naszej budowli byliśmy bardzo dumni, ale tylko do czasu, kiedy zobaczyliśmy zdjęcia z lodowo–śniegowych hoteli, których sporo powstaje w Finlandii, Szwecji czy Kanadzie. Ciekawe czy Innuitom spodobałby się nocleg w takim pokoiku?

Lodowy hotel

Icehotel, Sweden

 

Moich wątpliwości co do szansy na zbudowanie przez nas igloo, nie podzielała jednak zupełnie moja młodsza córka. Kiedy w zeszłym tygodniu odbierałam ją ze szkoły, pokazała mi z dumą zaczątki białej budowli na szkolnym placu zabaw. Byłam naprawdę zdumiona, bo zerówkowicze ułożyli całkiem już spory, okrągły cokół z kawałków zbitego śniegu. Córka oczekiwała teraz mojej rady, co do dalszych kroków budowy i co najważniejsze, sposobu ułożenia dachu. Rozmawiałyśmy o tym w drodze do domu mojej przyjaciółki, której siedmioletnia córeczka, wraz ze swoim dziadkiem, zbudowała w ogródku wspaniałe igloo. Zupełnie się go tam nie spodziewałyśmy!

Igloo w ogródku

Może w przyszłym roku również odważymy się spróbować? Na razie gromadzimy wiedzę teoretyczną i szukamy dalszych inspiracji:)

Pomocnym może okazać się, choćby taki filmik.

 

Pomarańczowe ciasteczka

13.02.2010

 

Sikorki zajadają się tłuszczową kulką, tak apetycznie, że i my zazwyczaj mamy wtedy ochotę na przyrządzenie sobie jakiegoś smakołyku. Ostatnio nasz wybór padł na Pomarańczowe ciasteczka wg przepisu naszej ulubionej Cecylki Knedelek, z ulicy Ciasteczkowej.

Przepis na pomarańczowe ciasteczka Cecylki Knedelek

Przepis jest bardzo prosty, a jego atrakcyjność podnosi fakt, że do przygotowania ciasta, należy użyć dużego noża.

Siekanie ciasta

Siekające masło kucharki, pozostawały oczywiście pod moim nadzorem:–) Pomagałam też trochę przy wałkowaniu, ale wykrawanie krążków szklanką, a zwłaszcza ozdabianie ich skórką pomarańczową, pozostawiłam już specjalistkom.

wycinanie ciasteczek

Pieczenie pomarańczowych ciasteczek

Jak radzi Cecylka, ciasteczka można przechowywać w puszcze. Nasze ciasteczka nie miały już jednak szansy na dłuższe przebywanie w naszym towarzystwie.

Ciasteczka Cecylki Knedelek

Podane w towarzystwie pysznej herbaty i ciepłego mleka, zniknęły w okamgnieniu.

Komplet do herbaty Greengate

Porcelanowy zestaw firmy GreenGate – Fiorello.pl

 

Kulki dla sikorek

07.02.2010

 

Tak jak i w zeszłym roku, przygotowujemy zimą karmniki i pożywienie dla ptaków.

kto tu był?

Sikorki oprócz rozwieszonej słoninki (nie solonej!), otrzymują również, ulubione przez nie kulki tłuszczowe, które przyrządzamy same.

kula tłuszczowa dla sikor

Czasami, oprócz oleistych nasion słonecznika czy konopi, można dodać też gotową mieszankę nasion dla ptaków. Te kolorowe kulki widoczne na zdjęciach, to witaminki z takiej właśnie mieszanki.

Wystarczy roztopić niesolony, zwykły smalec, dosypać do niego ziaren, orzeszków, suszonych owoców, płatków zbożowych i pozostawić do wystygnięcia.

jak zrobić kulę dla sikorek

dla sikorek

ziarna z witaminami

Później formujemy kulki, przechowujemy je w lodówce i dokładamy sikorkom, tak by karmnik nigdy nie pozostawał pusty.

Zapasy dla sikorek

Czasami, kulki tłuszczowe można kupić w nylonowych siatkach. Lepiej jednak zdjąć je przed podaniem ptakom. Nylon może zostać połknięty i uszkodzić przewód pokarmowy.

Lepiej umieścić kulę w specjalnym karmniku, odwróconej doniczce, kubeczku lub – jak na zamieszczonym filmiku – w połówce orzecha kokosowego.

 

Baśń zimowa?

30.01.2010

 

Dzisiejszy dzień, jak każdą zimową sobotę, rozpoczęłyśmy o 8 rano, na naszym swarzędzkim lodowisku. Znów jeździłyśmy same, jedynie w towarzystwie instruktora – emerytowanego hokeisty – pana Kazia. Pan Kazimierz czeka w sobotnie poranki na wszystkie miejscowe dzieci, ale one są chyba o tej porze pogrążone jeszcze we śnie. Nam to o oczywiście nie przeszkadza, bo korzystamy dzięki temu z lekcji indywidualnych:–)

 

Wracając do domu, rozmawiałyśmy o tym jak cieszymy się z naszego lodowiska, a moja młodsza córka żałowała bardzo, dzieci z dawnych czasów, które jeździły na jeziorze i „wpadały w przeręble”.

Nie wszystkie jednak dzieci miały przecież nawet okazję w ten sposób korzystać z uroków zimy. Jeszcze na przełomie XIX i XX wieku, a w niektórych wioskach nawet dłużej, jedynym ubraniem wiejskiego dziecka, – niezależnie od pory roku – była lniana, szyta w domu, koszula. W ubogich rodzinach, dzieci miały najczęściej tylko po jednej. Skórzane buty były wtedy na wsi luksusem. Niekiedy zakładano drewniaki lub łapcie z łyka, ale najczęściej dzieci biegały po prostu boso. Trudno się więc dziwić, że zimą  nie wychodziły z domów.

 

Obejrzałyśmy z dziewczynkami kilka obrazów tematycznych, a przy przeglądaniu albumów zatrzymałyśmy się na dłużej przy Witoldzie Wojtkiewiczu.

Jego „Baśń zimowa”, namalowana w 1908 roku, nie przedstawia jednak rodzajowego obrazka z życia wiejskich dzieci. Na tle zimowego pejzażu, rozgrywa się tu tajemnicza scena. Dwa białe pajace siedzące na białym i czarnym króliku rozgrywają rycerski turniej, któremu przyglądają się siedzące na śniegu dzieci, o obojętnych, zasmuconych twarzyczkach. Wokół zgromadziły się też inne pajace – nieruchome i nie zainteresowane wynikiem walki.

Witold Wojtkiewicz - Baśń zimowa (Turniej)

Dlaczego dzieci siedzą na śniegu?

Moja starsza córka uważa, że wyszły się pobawić i przestraszyły je nagle ożywione pajace. Jej młodsza siostra, myśli, że dzieci zostały wypędzone z domu, a pajace to przemienione elfy, które chcą im pomóc i zabawić jazdą na królikach.

 

Scena jest nierzeczywista, i mimo pewnego komizmu, przepełniona dojmującym smutkiem.

Obraz powstał na rok przed śmiercią młodego, zaledwie 30–sto letniego artysty, który chorując na serce, już od dawna przeczuwał swoją śmierć.

Zadumane, posmutniałe dzieci, które malował, też wydają się wiedzieć i widzieć więcej. Pogrążone w świecie własnych myśli i fantastycznych wizji, wydają się często podobne starcom, których czas na ziemi powoli już się kończy. Ograniczone własną słabością, nieprzystępnością świata dorosłych, widzą realizację swych marzeń w zabawie ożywionych kukiełek.

Obraz pociąga nostalgicznym, melancholijnym nastrojem, który potęgowany przez białe, zgaszone barwy, kojarzy się też trochę z krajobrazem widocznym dzisiaj za naszym oknem. W ogrodzie szaleje prawdziwa zamieć, śnieg wydaje się zasypywać powoli nawet małe drzewka. Niedługo zacznie się zmierzch, usiądziemy przy kominku, poczytamy baśnie, a za oknem może przemaszeruje w tym czasie gromadka białych pajaców?

 

Witold Wojtkiewicz „Baśń zimowa” („Turniej”, „Walka”, „Dzieci i pajace”), 1908, z cyklu: Z dziecięcych póz VI

Kiedy trwa mroźny karnawał…

22.01.2010

 

Nareszcie pogoda sprzyja zimowym szaleństwom i próbom wykonania lodowych rzeźb. Podziwiałyśmy je na poznańskim Starym Rynku, i już wtedy moja młodsza córka postanowiła wykonać własne. Udało jej się tylko zamrozić spore bryłki lodu w zamrażalniku, ale próby dalszej obróbki plastycznej niebezpiecznymi narzędziami tnącymi, zostały na szczęście przeze mnie udaremnione.

Lód został wykorzystany do sylwestrowego chłodzenia szampana, a nadmiar sił twórczych objawił się w ogrodowej rzeźbie dziobaka. Dziobak został teraz przysypany chyba metrową warstwą śniegu, ale planowana jest próba dotarcia do niego i odkopania:)

Okazało się też, że wykonanie własnej lodowej rzeźby, nie wymaga wcale pracy z dłutem, żelazkiem i scyzorykiem. Zainspirowane wpisem na blogu Półeczka z książkami, postanowiłyśmy z dziewczynkami, spróbować wykonać podobny świecznik.

Wyciągnęłyśmy z szafy nasze foremki do pieczenia, nalałyśmy do nich wody i dorzuciłyśmy igły świerkowe z naszej świątecznej choinki.

Stan wystawionych na taras form, był kontrolowany co godzinę. W końcu rzeźby były gotowe.

Lodowy Muminek, który zimą, kładąc się do snu musi mieć brzuszek wypełniony zielonymi igiełkami…

Lodowa rzeźba "Muminek"

…i trochę nietrwały świecznik

Świecznik z lodu

Nasze domowe foremki wykorzystujemy nie tylko do wypieku ciasteczek i rzeźb lodowych. Niektóre z nich, świetnie nadają się też do wykonania karnawałowych kanapek. Wystarczy wykroić odpowiednie kształty w chlebie, serze czy wędlinie i odpowiednio je udekorować. Nasz Włóczykij ma włosy z rzeżuchy, a jeż kolce ze szparagów i selera naciowego. W roli deseru, występuje Muminek posmarowany Nutellą:)

Kanapki "Muminki z jeżykiem"

Z górki na pazurki

19.01.2010

 

„A tam na placu najsprytniejsi chłopcy przywiązywali często swoje saneczki do chłopskiego wozu i jechali sobie kawał drogi za nim. Było bardzo wesoło. Gdy tak w najlepsze się bawili, nadjechały duże sanie. Calusieńkie pomalowane były na biało i siedział w nich ktoś otulony w białe futro i w białej futrzanej czapce; sanie dwukrotnie objechały plac, a Kaj błyskawicznie przywiązał do nich swoje saneczki, i już jechał za nimi (…) jego mały pojazd był na uwięzi i pędził z szybkością wiatru. Wtedy Kaj głośno zawołał, ale nikt go nie usłyszał, a śnieg sypał i sanie pędziły dalej. Od czasu do czasu podskakiwały, aż Kajowi zdawało się, że pokonuje rowy i ogrodzenia. Przestraszył się na serio, chciał odmówić Ojcze nasz, ale pamiętał tylko tabliczkę mnożenia.”

Królowa Śniegu il. Szancer

Zwykła zabawa na sankach, stała się dla Kaja początkiem nieprzewidzianej i niebezpiecznej przygody, która pomogła mu jednak ostatecznie szczęśliwie dorosnąć.

Pęd wielkich sań kusi małego chłopca, skusił też kiedyś małą Lisabet z opowieści Astrid Lindgren „Patrz, Madika pada śnieg!”

"Patrz Madika, pada śnieg"

Uczepiona sań, trafia do zasypanego śniegiem lasu, skąd nie ma siły wrócić do domu.

Oj tak, lepiej nie przyczepiać swoich saneczek do niczyich sań:–)

Zdecydowanie przyjemniej byłoby pomknąć zimą psim zaprzęgiem, co zdarzyło nam się do tej pory popróbować tylko latem. Nasze znajome psy, przygotowują się jednak właśnie do odbycia 500 kilometrowej wyprawy wokół arktycznego jeziora Inari w Finlandii. Nie ośmielamy się więc teraz przeszkadzać im w treningach. Będziemy kibicować i śledzić relacje z tej niesamowitej wyprawy.

Psy z Syberiada Adventure

http://www.syberiada-adventure.blogspot.com/

 

Nam pozostaje zjeżdżanie na sankach:–) Mieszkamy przy spokojnej ulicy, która zimą zamienia się w idealną do zjazdu trasę, zwłaszcza, że żadne zabłąkane auto nie jest w stanie nią podjechać. Nie jest to, co prawda Bullerbyn, gdzie „pagórki są najlepszymi, jakie można sobie wymarzyć do jazdy na saneczkach” i urządzania długodystansowych wyścigów, ale dla dziewczynek nasza górka jest w sam raz. Młodsza uwielbia zwłaszcza zjeżdżanie razem z tatą…

Na sankach z tatą

Nie podobało się to chyba jednak naszym sankom, które nie wytrzymały tylu lat intensywnego użytkowania i dodatkowego obciążenia;–)

złamane sanki

Trudno mi będzie rozstać się z nimi. Służyły moim dzieciom, ale przede wszystkim mi i mojej siostrze odkąd pamiętam. Są jeszcze podpisane naszymi imionami.

nasze sanki

Woziły nas kiedy za sznurek musieli ciągnąć nasi rodzice…

na sankach z mamą

…i później kiedy przyszło im wytrzymywać nasze samodzielne, szaleńcze zjazdy z kolegami. Niedawno stanęłam na szczycie góry z której kiedyś zjeżdżaliśmy i nie mogłam pojąć skąd miałam wtedy na to odwagę i jak wytrzymały to nasze sanki, kończyny i głowy.

Nasze zimowe zjazdy trwały nieraz godzinami, a ponieważ działo się to – jak widać na zdjęciu – w odległych czasach, w których nieznano jeszcze polaru i goretexu, powrót do domu wiązał się zawsze z rozgrzewaniem zmarzniętych stóp w gorącej wodzie i suszeniem mokrych butów za pomocą wkładanej w nie gazety. Zaczynam doceniać jak wygodne buty i ubrania możemy teraz nosić, ale co dziwne, znacznie mniej czasu spędzamy na zewnątrz.

 

Jazda na sankach to jedna z najstarszych i najprostszych dziecięcych zabaw. By zjechać z ośnieżonej górki nie potrzeba przecież prawdziwych sań. Dzieci zjeżdżały nawet na workach z grochem lub na zwyczajnej desce, jak widać na poniższej XIX–wiecznej rycinie.

"Kłosy" 1879

“Kłosy” 1879

 

Nam przyjdzie pewnie kupić nowe sanki. Dopiero teraz dostrzegam jak wiele nowych modeli pojawiło się w sklepach. Nawet nasza ulubiona Mama Mu, jeździ, wraz z Panem Wroną, ciekawym, sterowanym kierownicą pojazdem;–)

Mama Mu na sankach

Żaden z nich nie umywa się jednak do magicznych sanek z filmu Andrzeja Maleszki.

"Magiczne drzewo", odc. "Drewniany pies" kadr z filmu

Żywimy cichą nadzieję, że drewno ze starego dębu, powalonego przez burzę w niedalekiej dolinie Warty – magiczne drzewo z którego pan Maleszka wyczarował swoje czarodziejskie opowieści – nie zostało jeszcze do końca wykorzystane.