Kąpiel pianek marshmallow w babcinych filiżankach

22.01.2012

 

Zainspirowana wpisem Ani o opiece nad jej babcinymi serwisami kawowymi, postanowiłam odkurzyć nasze stare filiżanki i opowiedzieć o nich dziewczynkom. Niektóre tworzą jeszcze komplet z podstawkiem i talerzykiem deserowym, inne dawno straciły już swych serwisowych towarzyszy. Obejrzałyśmy sygnatury fabryk, w których je wyprodukowano i zastanawialiśmy się od jak dawna mogą należeć do naszej rodziny. Wspominałyśmy moją babcię i babcię dziewczynek, wyobrażając je sobie przy eleganckim podwieczorku, a potem postanowiłyśmy urządzić podobny.

 

W filiżankach – zamiast kawy czy herbaty – podałyśmy gorącą czekoladę.

By ją przyrządzić, dziewczynki starły na małych tareczkach tabliczkę gorzkiej czekolady, którą następnie dodałyśmy do gotującego się mleka (pół litra). Dodałyśmy też trochę cynamonu i całość ubiłyśmy (po kolei) trzepaczką. Czekoladę rozlałyśmy do czterech filiżanek i w każdej umieściłyśmy po jednej piance marshmallow, która rozpuszczając się powoli, dodaje czekoladzie słodyczy.

Gorąca czekolada z pianką

Cała nasza rodzina wypiła ją później – w bardzo dystyngowany sposób;) – z wybranej przez siebie filiżanki. Myślę, że dla naszej rodzinnej porcelany było też niezwykłe przeżycie;)

Czekolada i porcelanowe filiżanki

Przepis pochodzi z książki Emilii Dziubak „Gratka dla małego niejadka”

/

Joasia Naparstek, czyli od nitki do książki o gałgankach

15.01.2012

 

W przedświątecznym wpisie, pokazałam Wam prace dziewczynek, które powstają na rękodzielniczych warsztatach w pracowni Sztuka Puka. Cykl zajęć, które trwają już prawie od roku, prowadzi pani Joanna Krzyżanek, autorka książek m.in. o Cecylce Knedelek.

Bohaterką kolejnej jej książki będzie Joasia Naparstek – dziewczynka lubiąca szyć i tworzyć zabawki z kolorowych tkanin, guzików i włóczek. Pomocnikami Joasi są dzieci o podobnych, wybranych przez siebie pseudonimach, uczestniczące we wspomnianych warsztatach i współtworzące książkę. Nie zdradzę Wam, jakie pseudonimy wybrały Rozalka i Zosia. Odnajdziecie je w książce:)

 

Tymczasem, pokażę Wam jak wyglądają zajęcia. Dzieci spotykają się w przyjaznych wnętrzach starej kamienicy, gdzie przy dużych stołach, zarzuconych materiałami, sznurkami, kuferkami z koralikami i igłami, popijają herbatkę, rozmawiają z panią Joasią i wyczarowują coraz piękniejsze dzieła:)

Sztuka Puka w Poznaniu

Nauczyły się już różnych ściegów, podstaw szydełkowania (choć Zosia, nie polubiła łańcuszków;) Wyspecjalizowała się za to w hurtowej produkcji broszek i cieszy się kiedy ozdabiam nimi swoje sweterki:)

Warsztaty z Joasią Naparstek

Powstała cała armia małych Cecylek…

Cecylka Knedelek

…piękne lalki, o długich włosach…

Lalki z gałganków

…a nawet peruki, w których wszyscy zrobili sobie wspólne, pamiątkowe zdjęcie!

Warsztaty w Sztuka Puka

Dziewczynki przygotowując swoje krawieckie kuferki, cieszą się na każde warsztatowe spotkanie.

Warsztaty z Joanną Krzyżanek

Wczoraj postanowiły zrobić wszystkim niespodziankę i upiekły ciasto z wiśniami, oczywiście wg jednego z przepisów Cecylki:) Na zdjęciu udokumentowane są poszczególne etapy pieczenia. Siekanie masła i mąki, surowe, starte wiórki ciasta i gotowy wypiek, który jeszcze ciepły zawiozłyśmy do pracowni i tam posypałyśmy płatkami migdałów.

Ciasto z wiśniami Cecylki Knedelek

Ciasto chyba wszystkim smakowało, bo nie został po nim nawet okruszek;)

Ciasto Cecylki Knedelek

A w czasie zajęć, bardzo pracowicie zlepiono gazetowe kule w tajemnicze postacie. Na razie – podpisane starannie – schną aż do następnych zajęć. Bardzo jestem ciekawa, co z nich powstanie i nie omieszkam Wam również pokazać:)

Klejenie i rzeźbienie

Tymczasem polecam nowopowstałą stronę Cecylki i jej blog z konkursami.

/

Cyrk w filharmonii

09.01.2012

 

Sala pełna instrumentów, prawdziwy dyrygent, muzyka, ogromne żyrandole, kokardy we włosach i różowa torebka. Pierwsza wizyta naszej ośmiolatki w filharmonii.

Filharmonia Poznańska

Na ekranie - najbardziej sławny „Funny Man” na świecie.

Mam nadzieję, że podobne koncerty będą częściej organizowane. Polecamy:)

Chaplin w Poznaniu

/

O polskich dzieciach w Kazachstanie i w Indiach

07.01.2012

 

Na początku II wojny światowej, z terenów Polski zajętych przez Związek Radziecki, wywieziono w głąb Rosji tysiące Polaków. Wśród nich była ogromna liczba dzieci. Takich jak dwunastoletnia Basia i jej bracia – dziesięcioletni Adaś i dwuletni Jędruś.

W nędzy, ciężko pracując w skrajnych warunkach klimatycznych na stepach Kazachstanu, przeżyli sześć lat. Nie wszystkim się to udało. Umarł Jędruś, zginęła ogromna ilość ludzi, których pokonały głód, choroby i mróz. Dzieci ciężko pracowały, ale też przeżywały wesołe chwile, tak jak Jędruś, który bawił się wycinanymi z papieru – przez starszą siostrę – laleczkami.

Niedawno skończyłyśmy czytać z dziewczynkami, książkę Barbary Piotrowskiej – Dubik „Laleczki z papieru”. Dorosła już Basia spisała swoje wspomnienia w książce „Kwiaty na stepie”, a „Laleczki z papieru” są wersją przeznaczoną dla dzieci.

Laleczki z papieru

Przedstawioną w krótkich rozdziałach historię dramatycznego dzieciństwa, czyta się ze wzruszeniem i z niedowierzaniem. W opowieściach małej dziewczynki o egzotycznych mieszkańcach stepów, o przyrodzie, groźnych burzach śnieżnych uderza najbardziej wspomnienie silnej miłości łączącej jej rodzinę, pomocy doświadczanej od innych ludzi, wiary w dobro i Opatrzność.

 

Wiele napisano o holokauście i dzieciństwie pod niemiecką okupacją. Znacznie mniej znam książek opisujących doświadczenie wojenne polskich dzieci na wschodzie. Tysiące ich historii było przecież niezwykłych, jedynych w indywidualnym wymiarze tragedii, ale wspólnych całemu pokoleniu.

 

Kiedy w 1941 roku możliwe stało się stworzenie w ZSRR polskiej armii i ewakuacja polskich dzieci, mama Basi nie zdecydowała się na wyjazd z chorym dzieckiem z Kazachstanu. Wrócili do Polski po wojnie.

 

Tymczasem, na południu Rosji gromadzili się wysiedleńcy, zesłańcy z kołchozów i obozów, zebrane z sierocińców dzieci, które trzeba było wywieźć i zadbać o ich los. W tym momencie, w życiu wielu z nich, pojawił się indyjski maharadża Jam Saheb Digvijaysinhji. Na jego niezwykłą historię natknęłam się niedawno i przypadkowo, w książce Jarosława Kreta „Moje Indie”:

 

(…) „Maharadża Dżam Saheb oświadczył, że jest gotów przyjąć w swoim księstwie tysiąc polskich sierot!

W wiosce Balacadi (…) stolicy księstwa Nawanagar, rozpoczął budowę osiedla dla tysiąca dzieci. Zbudował tu internat, szkołę, przedszkole, kaplicę, szpital, ambulatorium, skład apteczny, warsztaty, pralnie, magazyny, garaże. 12 marca 1942 roku z Aszchabadu do Indii wyruszył transport około dwustu polskich sierot. Do końca roku kolejne transporty morskie i lądowe dowiozły do Balacadi około tysiąca polskich dzieci.

Maharadża Jam Saheb Digvijaysinhji i polskie dzieci

Kolejne cztery lata tysiąc polskich uśmiechów rozświetlało Balacadi i okolicę. Królewskie pałace maharadży Nawanagaru wypełniał szczebiot, śpiew i śmiech polskich dzieci.

Polskie dzieci u maharadży

źródło: outlookindia.com

 

W 1945 roku rozpoczął się powolny proces szukania rodzin zastępczych oraz rozsyłania dzieci i sierot do Anglii, Kanady, USA, Nowej Zelandii i Australii. Rok później nowe władze w ludowej ojczyźnie, która spod jednej okupacji dostała się pod drugą, upomniały się o „porwane przez Brytyjczyków” polskie dzieci z Balacadi. Dlaczego tak nagle zaczęło im zależeć na pokaźnej grupie sierot przegnanych przez surowe odludzie Syberii, nieprzebyte stepy Kazachstanu i suche bezdroża Zakaukazia? (…) W 1946 roku, w obliczu przymusowej deportacji do Polski ponad dwustu sierot, które pozostały jeszcze w ośrodku w Balacadi, komendant obozu ksiądz Franciszek Pluta, brytyjski oficer Geoffrey Clarke i oczywiście maharadża Dżam Saheb Digvijaysinhji, dokonali zbiorowej adopcji sierot, by spojnie szukać dla nich rodzin zastępczych.

W listopadzie tego roku ostatnia grupa dzieci, odprowadzana na dworzec przez samego maharadżę, opuściła Balacadi i pojechała do osiedla Valivade koło Kolhapuru. Tu, pod skrzydłami innego maharadży, obozowała inna grupa polskich uchodźców z ZSRR. Była wśród nich Hanka Ordonówna, był też Jerzy Krzysztoń (…) Oboje opisali wspomnienia ze swojej tułaczki, ale to historia na inną opowieść”.

 

No właśnie, obie książki zamierzam wkrótce przeczytać. A może znacie jeszcze jakieś inne wspomnienia „tułaczych dzieci”?

 

Barbara Piotrowska – Dubik „Laleczki z papieru”, Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu

/

Nadchodzą Święta:)

21.12.2011

 

Jak pewnie w wielu domach, z każdym dniem, coraz więcej u nas radości z nadchodzącego Bożego Narodzenia. Kiedy przychodziły kolejne zgłoszenia na Pikininowy konkurs na starą ozdobę świąteczną, czuliśmy się już trochę tak, jak w czasie ubierania choinki:)

 

Od prawie roku, dziewczynki uczestniczą w cyklu warsztatów rękodzielniczych w pracowni Sztuka Puka, gdzie wraz z panią Joanną Krzyżanek – autorką piszącą m.in. o Cecylce Knedelek – współtworzą nową książkę (tym razem o Joasi Naparstek, dziewczynce lubiącej szyć:) Z przyjemnością opiszę jeszcze te warsztaty, ale już dziś pokażę Wam, jakie piękne „gwiazdkowe” dzieła powstały na ostatnich dwóch zajęciach.

Jako prostą dekorację świątecznego stołu, polecamy spróbować zrobić polarową choinkę. Paski tego materiału wystarczy zwinąć tak jak na zdjęciach (kilka takich ruloników widać na zdjęciu obok bałwanów) i ozdobić przyklejając dowolne ozdoby (jak na jednym ze zdjęć).

Warsztaty z panią Joanną Krzyżanek

Joasia Naparstek

W domu, dziewczynki zrobiły kartki świąteczne

Domowe kartki świąteczne

…i oczywiście upiekły pierniczki. Jak i w zeszłym roku, część przeznaczona była na – organizowany w szkole – kiermasz charytatywny. Pierniczki polukrowaliśmy więc bardzo oszczędnie, by nie sklejały się w celofanowych paczuszkach. Mam nadzieję, że smakowały rodzinom które je zakupiły:)

Foremki i pierniki Muminki

My kupiłyśmy za to wyroby innych dzieci. Jedną z takich celofanowych paczuszek możecie zobaczyć na zdjęciu. Wiele złych rzeczy mówi się o polskiej szkole, ale w tej do której chodzi Zosia, dzieje się wiele dobrego, wbrew całej, złej organizacji oświaty. To na pewno zasługa zaangażowanych nauczycieli, którzy potrafią pozytywnie inspirować dzieci. Niektóre z nich, tak naprawdę tylko w szkole, mają szansę doświadczyć dobrych emocji, choćby przez pracę przy kiermaszu charytatywnym i przy dekorowaniu szkoły.

Szkoła nr 1 w Swarzędzu świątecznie:)

Dziś ucieszyłyśmy się jeszcze z innych pierniczków. Pani Lucyna przysłała zdjęcie wypieków, które wykonała z dziećmi – Milenką i Boryskiem – używając muminkowych foremek z Pikinini. Wyglądają bardzo smakowicie:)

Pierniczki Muminki

W niedzielę wybraliśmy się na pobliską plantację choinek i tego samego dnia, dziewczynki ubrały już drzewko. W tym roku obok starych, pamiątkowych ozdób i rękodzieła rodzinnego, zawisły nowe piękności. Tę mięciutką, kratkowaną gwiazdkę i sympatycznego bałwanka w czapce i kubraczku, podarowała Zosi i Rozalce – Ania z Fiorello.

Ozdoby choinkowe

Dziś kolejna radość. Spadł śnieg i Zosia ulepiła pierwszego w tym roku – jeszcze trochę nieśmiałego – bałwanka! A w adwentowym kalendarzu, czekają jeszcze tylko trzy postacie, które już wkrótce zamieszkają w szopce. Wśród nich ta najmniejsza, najważniejsza:)

Pierwszy śnieg i kalendarz adwentowy

Czekamy na czas wyciszenia, zatrzymania, refleksji i nadziei – na Boże Narodzenie:)

 

Życzymy Wam dobrych Świąt!

/