Archiwum z miesiąca: Grudzień, 2008

Ścieżki baśni

29.12.2008

Jadwiga Wais, w swej książce „Ścieżki baśni”, nie ukrywa, że główną inspiracją jej badań jest teoria autorstwa Bruno Bettelheima.  Autorka, socjolog i antropolog baśni, opiera się też na psychologii Junga, a jej analiza baśni dotyczy głównie symboliki duchowego rozwoju.

Proces dorastania w baśniach przebiega w czasie wędrówki – pełnej niebezpieczeństw, spotkań i prób charakteru. Szczęśliwą przemianę duchową symbolizuje odnalezienie skarbu czy zdobycie królewny.
Tak jak pisał już o tym Bettelheim, baśń nie opowiada ani o rzeczywistej sytuacji bohatera, ani też bezpośrednio o stanie jego ducha.  Wszystkie lęki i uczucia przedstawione są w obrazach i wydarzeniach. Najważniejszym dla dziecka, jest optymizm i pociecha, które  przychodzą z baśniami, czyli obietnica, „że wszystko będzie dobrze”.

Ważne staje się też pośrednie odkrycie, że sukces to nie tylko twórczość i sława, ale też dziełem życia może być uprzejmość, dobroć, cnoty zdobyte w czasie wędrówki.  

 Zaletą książki są bogata bibliografia i odniesienia do szeroko pojętej kultury – mitów, literatury, dzieł sztuki, które tak jak baśń, stanowią klucz do poznania psychiki człowieka.   

Autorka proponuje nawet więcej, zaprasza na prowadzone przez siebie we Wrocławiu warsztaty: “Mądrość baśni. Jak odczytywać symbole szczęścia i odrodzenia?”. Ich terminy ogłaszane są na portalu wydawnictwa Eneteia.                                                                

 W książce, Jadwiga Wais analizuje tylko siedem baśni Braci Grimm. Mi najbardziej podoba się interpretacja „Żabiego króla”, o wyzwoleniu się z obrazu zniekształconego świata. Wątki z własnej biografii łatwo odnaleźć w wielu opowieściach, zachęcam do poszukiwań i powrotu do świata dziecięcej wyobraźni.

Jadwiga Wais, Ścieżki baśni. Symboliczne wędrówki do wnętrza duszy, Wydawnictwo Psychologii i Kultury Eneteia, 2006

 

Choinka

21.12.2008

Ubierając wczoraj z dziećmi choinkę, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że bardzo namacalnie, znów stykamy się z historią dzieciństwa. Dzieciństwa naszych dziadków, rodziców i wreszcie nas samych. Nawet niezgrabny, papierowy łańcuch, krzywo wycięty przez moją trzyletnią córkę stał już teraz dla niej – pięciolatki -  wspomnieniem dzieciństwa.

Historia zdobienia choinki nie jest długa, sięga zaledwie XIX wieku. Tak starych ozdób choinkowych nie mamy chyba w rodzinie, co oczywiście nie dziwi w kontekście intensywności polskich zdarzeń historycznych i kruchości bombek.

Mamy natomiast prześliczne bombki przedwojenne i – towarzyszące im zapewne na choinkowym drzewku – „żabki” do mocowania świeczek.

 

Wzruszająca dla mnie jest kartonowa wycinanka z wojennej Wigilii ’39 roku i staniolowe ozdoby z powojennych lat.

 

Mamy też oczywiście jaskrawe bombki z lat 60-tych i 70-tych, czerwone krasnoludki i muchomorki, które wieszałam na choince jako dziecko. Przetrwały też robione przeze mnie w przedszkolu papierowe ozdoby i gwiazdki z taśm, dziurkowanych przez stare maszyny do liczenia.

 

Teraz wieszamy prace dzieci, pierniczki i ekologiczne ozdoby ze słomek, wosku i drewna.

 

 

 

W szopce, znalazło się nawet miejsce na plastikowe figurki trzech króli z klocków Playmobil.

 

 

 

 

Nasza choinka jest bardzo eklektyczna, może trochę surrealistyczna, ale przede wszystkim najpiękniejsza na świecie!

 

Gwiazdor w tramwaju

20.12.2008

W Poznaniu, Gwiazdor rozwozi prezenty tramwajem? Właśnie go spotkaliśmy!

 

Ale kino!

18.12.2008

 

Jedną z przedświątecznych przyjemności, stała się dla nas wyprawa do kina.

Od 12 do 20 grudnia trwa w Poznaniu przegląd filmów w ramach 

26 Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza – Ale Kino!

 

 

 

Festiwalowe filmy różnią się znacznie od tych, które oferuje masowa, kinowa dystrybucja. Bardzo chciałabym obejrzeć je wszystkie!

Niestety, na przeszkodzie stoją godziny projekcji, kiedy to pracujące matki przebywają w pracy, a ich dzieci w placówkach edukacyjno-wychowawczych. Pozostaje, wobec tego, mieć nadzieję, że nauczyciele, również chętnie zapoznają dzieci ze sztuka filmową, a samemu wybrać się do kina w wolny weekend.

Tak też zrobiłyśmy w ostatnią niedzielę.

Wybrałyśmy zestaw krótkometrażowych, polskich filmów animowanych z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, wyświetlanych w związku z obchodami 60-lecia polskiej animacji.

 

 

(więcej…)

Ażurowe bombki

14.12.2008

 

W naszym domu, pojawiły się już pierwsze świąteczne ozdoby.

Nad stołem zawisły wspaniałe ażurowe bombki, które dziewczynki samodzielnie wykonały na sobotnich warsztatach poznańskiej „Księgaręki”.

Zaskakującym dla nas, był sam pomysł na wykonanie bombek. Nigdy wcześniej nie spotkałyśmy się z taką techniką. Zaciekawione dzieci, pochłonął dwugodzinny proces tworzenia ozdób.

Pierwszą czynnością, było oklejanie małych baloników, kolorowymi sznurkami. Młodszym dzieciom, pomagały panie instruktorki. Wszystkie „okręcone i osznurkowane” baloniki zawisły, rozwieszone na rozpiętych linkach. Od czasu do czasu, panie włączały suszarki, by szybciej wyschnął klej na balonikach.

 

 

W tym czasie, dzieci przygotowywały kolorowe zawieszki do bombek. Spośród rozłożonych na podłodze materiałów, wybierały te, które chciały nanizać na kolorowe wstążeczki; były to między innymi piórka, cynamon, suszone owoce, koraliki itp.

 

 

Następnie, dzieci otrzymały papierowe torby, które również zostały wspaniale ozdobione rysunkami, czy naklejonymi piórkami. W tak przygotowane torby, panie zapakowały schnące jeszcze bombki i zawieszki. Cały twórczy proces, jeszcze się wtedy nie zakończył.

 

 

 

Przez kolejny dzień musiałyśmy pozwolić bombkom wyschnąć, i dziś wieczorem przekułyśmy baloniki. Trochę bałam się tego etapu, z niepokojem oczekując efektu, ale wszystko udało się znakomicie. Po usunięciu szczątków baloników, pozostały sztywne, sznurkowe szkielety bombek. Doczepiłyśmy do nich zawieszki i zawiesiłyśmy nad stołem.

Jest nam coraz świąteczniej!

 

Księgaręka

Świąteczne kartki

12.12.2008

 

Nie chciałabym, by składanie świątecznych życzeń, kojarzyło się moim dzieciom z przesyłanymi sms-em rymowankami. Dostajemy ich mnóstwo, powielanych wielokrotnie, anonimowych.

Choć myślę, że ich nadawcy rzeczywiście życzą nam jak najlepiej, to sms-owe pozdrowienia nie mogą równać się prawdziwej, świątecznej kartce.

Zrobiona własnoręcznie przez bliską odbiorcy osobę, musi go bardzo cieszyć.

Nas cieszyło, również przygotowywanie takich kartek. Tak spędzałyśmy wieczory w tym tygodniu. Przy kominku, zapalonych świecach, wycinając, klejąc, tęskniąc coraz bardziej za śniegiem i świętami.

 

 

Tegorocznym odkryciem były dla nas ozdobne dziurkacze z wymiennymi wkładami. 

(więcej…)

Pieczemy pierniki

07.12.2008

 

Dla mnie, podobnie jak dla dzieci z Bullerbyn, święta zaczynają się wraz z pieczeniem pierników.

Rozcierając w żeliwnym moździerzu przyprawy, kolejny raz czytamy opis przygotowań świątecznych w mojej ulubionej dziecięcej książce.

Moje córki, już jako niemowlęta, towarzyszyły mi w tym przyjemnym wydarzeniu, więc pewnie – zgodnie z „efektem Prousta” – zapach pierników będzie już zawsze obecny w ich wspomnieniach z dzieciństwa.

Ciasto wyrabiamy wcześniej, by zgodnie ze swoim charakterem, zdążyło poleżeć, nabierając właściwego zapachu i konsystencji.

Odkąd przeczytałam, że w dawnej Polsce, kiedy rodziła się dziewczynka, rodzice wyrabiali piernikowe ciasto by w dniu jej zamążpójścia upiec z niego pierniki, zawsze wydaje mi się, że czas „leżakowania” mojego ciasta jest zbyt krótki.

Trudno mi też podjąć decyzję o właściwej gęstości ciasta. Kiedy dodamy zbyt dużo mąki, pierniki mogą być twarde i kruszyć się, ale z kolei figurki wycięte z takiego ciasta mają bardziej ostre i foremne kształty. Wspaniale, gdy udają nam się pierniki lekkie, pulchne, a jednocześnie kształtne. Na tym przecież polega cała zabawa!

W tym roku do naszej kolekcji ciasteczkowych foremek dołączyły Pippi z Panem Nilssonem i Koniem a także Tatuś Muminka i Mała Mi z  Muminkowej serii.

Cóż więc się dziwić, że właśnie takie pierniczki będziemy głównie chrupać w tym roku.

 

 

 

Właśnie schnie na nich lukier, a potem umieścimy je w dużej blaszanej, szczelnie zamykanej puszce. Trochę pierników zawiśnie na choince, trochę podarujemy sąsiadom, a część, pozostanie w puszce jeszcze wiele dni po Świętach.

Wtedy każde jej otwarcie przedłuży radosny nastrój.

 

 

 

 

 

Kurs pierwszej pomocy

05.12.2008

 

Większość rodziców zapewne spotkała się kiedyś z sytuacją pozornego lub rzeczywistego zagrożenia zdrowia, a nawet życia swojego dziecka. O taką sytuację jest nietrudno. Zakrztuszenie się jedzeniem, utrata przytomności, groźne użądlenie, wypadek samochodowy – to zdarzenia, które budzą w nas przerażenie, zwłaszcza jeśli wyobrazimy sobie, że mogłyby dotyczyć naszego dziecka.

Robimy wiele by uchronić się przed takimi wypadkami, ale nie wolno też zakładać, że nigdy nas one nie spotkają.

Przez dwie ostatnie soboty uczestniczyliśmy w kursie pierwszej pomocy dla rodziców. Uczyliśmy się ratować dziecko, które przestało oddychać, które zadławiło się, zatruło etc. Omówiliśmy wiele niebezpiecznych sytuacji i przećwiczyliśmy kolejne etapy pomocy, wykorzystując przy tym fantomy imitujące dzieci w różnym wieku.

 

 

 

Nasze dzieci mogły towarzyszyć nam na kursie i myślę, że dzięki temu doświadczeniu, im również będzie łatwiej zrozumieć zagrożenia, o ile te nastąpią.

Dużo rozmawiamy o tym i cieszę się jak duży optymizm wnosi w nasze życie świadomość, że nie musimy być bezradni, że potencjalnie możemy pomóc sobie i innym.

Bardzo bym chciała by – tak jak dzieje się to w niektórych krajach – szkolenia z ratownictwa przechodzili cyklicznie wszyscy rodzice, wszyscy nauczyciele, wszystkie dzieci w szkołach.

Cieszę się, że organizuje się już tego typu szkolenia, które są prowadzone bezpośrednio z dziećmi i chciałabym, aby i moje córki w najbliższym czasie przeszły kurs ratownictwa, na poziomie adekwatnym do ich wieku.

Jestem pewna, że takie zajęcia, oprócz praktycznych umiejętności ratowania życia, potęgują też wrażliwość, empatię, a także solidarność wobec ludzi.

 

Ratownik

Lula

 

O baśniach

01.12.2008

 

Podstawowe wątki baśniowe, które „dawno, dawno temu” stworzyła ludzkość, znamy chyba wszyscy. Jeśli czytano nam w dzieciństwie baśnie, to podświadomie zawsze pozostajemy pod ich urokiem.

Często jednak podejrzliwie im się przyglądamy, a znam ludzi, którzy wręcz starają się oszczędzić swoim dzieciom, znajomości krwawej historii życia Czerwonego Kapturka.

  

 

 Tak naprawdę, we współczesnych wydaniach baśni, trudno często nawet odnaleźć okrutne wątki, zastępowane „lukrowatością”, która wielu osobom kojarzy się z dzieciństwem.

Tymczasem dzieci podobne są przecież największymi filozofom. Stawiają najbardziej fundamentalne pytania: „Kim jestem? Co mam począć wobec problemów życia? Co ze mną będzie?”

Całe pokolenia ludzi starały się znaleźć na nie odpowiedzi, przekazując najpierw w mitach, a potem w baśniach, zgromadzoną doświadczeniami mądrość, którą nam już chyba trudno odczytać.

 

Bruno Bettelheim był pierwszym, który ponownie odkrył przed nami sens czytania baśni.

W książce „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni”, posługując się współczesnym jemu w nauce kodem psychoanalizy, wykazał, w jaki sposób baśnie pomagają dziecku dorosnąć.

 

Skoro więc również podstawowym celem rodzicielstwa, jest pomoc dziecku w dorastaniu, dobrze, że mamy sprzymierzeńca w baśniach.

 

Książka, mimo, że jest jedną z podstawowych lektur na wydziałach humanistycznych, nie była już od lat wznawiana, ale warto ją zdobyć. Analiza baśni zaskoczy nas wielokrotnie, pozwoli też na próbę wydobycia osobistych znaczeń, własnych dziecięcych przeżyć.

Nie sposób przytoczyć tu wszystkich, stawianych tez. Wobec tego, wymienię kilka:

-  walka z poważnymi trudnościami jest w życiu nieunikniona;

 bohater baśniowy reprezentuje określony typ, nie jest konkretną osobą;

baśń, upraszczając wszystkie sytuacje i postacie, pozwala dziecku uchwycić problem;

 

-  w życiu wszechobecne jest dobro i zło, a skłonność do jednego i drugiego przejawia się w każdym człowieku. Ukazywanie postaci biegunowo przeciwstawnych, pozwala dziecku łatwiej uchwycić różnicę.

Przykładem jest baśń o Kopciuszku, gdzie ona i jej złe siostry, to tak naprawdę dwie strony osobowości.

 

- nawet najsłabszym może się w życiu udać, a pomyślne życie dostępne jest każdemu, mimo życiowych przeciwności, lecz jedynie wówczas, gdy nie ucieka się przed pełnymi niebezpieczeństw życiowymi zmaganiami;

 

- baśnie uzmysławiają, że wbrew temu co dziecko sądzi i czego pragnie, nie wyzwoli się ono z lęku przed odłączeniem, jeśli będzie się wiecznie trzymało matki. Jedynie wkraczając w świat i odnajdując siebie, może spotkać inną istotę ludzką, z którą będzie mógł żyć długo i szczęśliwie.

 

Tom pierwszy, to głównie analiza wszystkich baśniowych motywów i sytuacji; w drugim tomie, przeciekawe interpretacje konkretnych opowieści: Jaś i Małgosia, Czerwony Kapturek, Królewna Śnieżka, Śpiąca Królewna, Kopciuszek.

 

 

 

Najprzyjemniej czyta się baśnie chyba w grudniu, kiedy pada śnieg, świat pogrąża się w mroku, a w kominku płonie ogień. Mam nadzieję, że taki będzie ten grudzień.

 

 

Bruno Bettelheim, Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, t. I i II, wyd. PIW, 1985