Historia dzieciństwa
05.11.2008Lubię czasami wracać do tej książki.
Po jej lekturze łatwiej uzmysłowić sobie jak ulotne jest dzieciństwo. Tak ulotne, że kiedyś go nawet nie było wcale. Istniało oczywiście w rzeczywistości, ale nie w świadomości społecznej, nie było ono przedmiotem analizy, zainteresowania a tym bardziej troski dorosłych.
Trudno być może zrozumieć to dziś, nam – współczesnym dorosłym, usiłującym sprostać wielu istniejącym równocześnie wzorcom „idealnego rodzica”.
Philippe Aries, francuski historyk, jeden z pierwszych badaczy dzieciństwa. Klasyk tematu. W „Historii dzieciństwa” poddał analizie głównie okres od wczesnego średniowiecza do wieku XVII, czas odkrywania dzieciństwa.
Dziecko zaczynano zauważać, gdy właściwie wyrastało już z dzieciństwa, a więc z okresu obarczonego tak przerażająco wysoką śmiertelnością, że przywiązywanie się do niemowlęcia było emocjonalnie i psychicznie niebezpieczne dla dorosłego.
Rodzicami byli przecież również bardzo młodzi ludzie, z naszego punktu widzenia prawie dzieci, bo to głównie z nich składało się w tym okresie społeczeństwo.
Dzieci nie wychowywały się w biologicznych rodzinach. W zależności od stanu społecznego oddawano je do terminu rzemieślniczego lub na dwór innej rodziny a samemu wychowywano z kolei obce dzieci, uczące się zawodu lub rycerskich manier.
Tak, to właśnie stąd brały się, znane nam z literatury, rzesze szewczyków, paziów i dam dworu:)
No cóż, rodzina pełniła wówczas inną niż uczuciowa, funkcję. Miłość w rodzinie pojawiała się oczywiście, ale to nie ona ją tworzyła.
Philippe Aries, Historia dzieciństwa, wyd. Marabut, Gdańsk 1995













design by artflash
04.12.2008 @ 22:07
Niesamowite! Super, że Ci się chce chcieć i pytanie jak znajdujesz na to czas?
07.12.2008 @ 09:17
Ludzka idealizacja przeszłości każe nam przypuszczać, że kiedyś rodzina była niezwykle połączona uczuciowo i zjawisko separowania się od starszych osób czy nie zawsze odpowiednie zainteresowanie się dziećmi to “choroba cywilizacyjna”. A jednak wystarczy tu przywołać reymontowską Agatę spędzającą jesień życia “na żebrach” czy wspomniane oddawanie dzieci do cechów czy na dwory. Starano się zapewnić oczywiście jak najlepszy start w życiu, ale z pewnością cierpiały na tym uczucia – pod tym względem XXI wiek nie odbiega tak bardzo od innych stuleci.