Archiwum z miesiąca: Marzec, 2009

Czekamy na wiosnę

29.03.2009

 

W naszym ogrodzie nie mamy jeszcze niestety tylu krokusów, ile widać na tej, ozdobionej przez moją córkę pocztówce.

Krokusy na hali

Rośnie ich jednak dużo, a każdego dnia rozkwitają nowe. Tej wiosny zakwitły w naszym ogrodzie po raz pierwszy.

krokusy Victor Hugo i Jeanne D'Arc 

Kwiatowe cebulki sadziłyśmy jesienią i długo, całą zimę musiałyśmy czekać na efekty naszej pracy. Dzieci widzą jednak, że warto było popracować, by teraz wiosną cieszyć się kwiatami.

krokusy Prins Claus

Zakwitły nam nawet krokusy jesienne, które powinny kwitnąć w październiku!

krokusy jesienne

By jeszcze bardziej zachęcić wiosnę do przyjścia, już w połowie marca, zasadziłyśmy w donicy przed domem stokrotki i bratki.

Te delikatne kwiatki to prawdziwi wiosenni siłacze. Mają siłę przetrwać ostatnie mrozy i opady śniegu. Trochę martwiłyśmy się o nie, gdy tydzień temu, przykryła donicę gruba czapka śniegu, ale kwiaty wesoło kwitną nadal.

Bratki i stokrotki

Bratki nazywane są u nas w Wielkopolsce Macoszkami. To właśnie Macoszki zbierałam jako mała dziewczynka w ogrodzie babci i cieszę się, że mogę je teraz sadzić u siebie.

Przebywając teraz w ogrodzie, cały czas słyszymy niesamowity gwar wodnego ptactwa, które rozpoczyna gniazdowanie na pobliskich rozlewiskach.
Naszą uwagę przykuły też jednak i inne ptaki, którym poświęciłyśmy nasze ostatnie obserwacje ornitologiczne.
Przy drodze, ścięto nadłamane przez wichurę drzewo. Ten ścięty, próchniejący pień okazał się być niezwykłą atrakcją dla okolicznych kur, które co dzień rano biegną do niego z nadzwyczajną szybkością. Znajdują w nim zapewne mnóstwo smakowitych robaczków, które do tej pory żyły w drzewie.

kury i robaczkikury i wiosna
Mam nadzieję, że teraz z każdym dniem będzie już coraz cieplej, że wkrótce zakwitną nasze tulipany, a my coraz dłużej będziemy mogli przebywać w ogrodzie.

Sztuka i jej sztuczki

27.03.2009

 

Zeuksis z Heraklei był wielkim, greckim malarzem żyjącym na przełomie V i IV w. p.n.e. w Atenach. Jego prace, sławione przez współczesnych, były arcydziełem malarskich iluzji. Niestety, żaden z jego obrazów nie zachował się do naszych czasów, a Zeuksis sławę swą czerpie z wciąż cytowanych anegdot.

Jedną z nich, jest historia rywalizacji między nim, a innym greckim malarzem – Parrazjosem.

Zeuksis namalował winogrona wyglądające tak prawdziwie, że obraz został zniszczony przez ptaki, które uległy złudzeniu i zaczęły dziobać „smakowite” płótno.

Kiedy przyszła kolej na zaprezentowanie sędziom pracy Parrazjosa, Zeuksis niecierpliwie zaczął domagać się odsłony zakrytego obrazu przeciwnika. Okazało się jednak, że to właśnie zasłona była tematem konkurencyjnego dzieła Parrazjosa, który w tym przypadku wygrał zawody, oszukując samego mistrza iluzji.

Taką opowieścią rozpoczął się kolejny wykład poznańskiego Uniwersytetu dla Dzieci.

Sztuka i jej sztuczki - zaproszenie na wykład

Inne malarskie sztuczki, mogły być już obrazowane przykładami wyświetlanymi na ekranie. 
Przechodząc przez kolejne epoki, dzieci poznawały malarskie sposoby na zmierzenie się z rzeczywistością. Zaskakujące iluzją naśladownictwo, które fascynuje widza i prowokuje go do zastanowienia się nad tym w jaki sposób odbieramy świat. 

Czy to jest fotografia? – pytała prowadząca wykład, pokazując dzieciom namalowany tył obrazu.

Hiernault - XVIII w.

Trzeba było znaleźć ukryte kształty w mieszaninie plam i kresek oraz policzyć ile nóg ma narysowany słoń.

Ile nóg ma słoń?
Kiedy dziewczynki zobaczyły na ekranie przykłady „owocowo-warzywnych” XVI-wiecznych portretów Arcimboldo, przypomniały mi o czytanej często w naszym domu książce „Sztuka nie tylko dla dzieci”.

Arcimboldo "Ogrodnik"

Arcimboldo "Ogrodnik"

Czasami czerpią z niej pomysły na swoje plastyczne prace.

Listonosz inspirowany Arcimboldo

Z książki tej, dzieci pamiętały też jeszcze jeden z przedstawionych na wykładzie obrazów: „Ambasadorowie” Hansa Holbeina.

W domu znów przykładały do niego błyszczącą łyżkę, by odnaleźć ukryty, złowieszczy kształt czaszki.

Hans Holbein "Ambasadorowie"

Fascynacja iluzją wciąż jest żywa, wciąż znajduje nowe środki wyrazu: sztuka malowania na chodniku… 

Pavement art

…czy graffiti Banksy’ego.

Banksy


Nasze zaciekawienie sztuczkami w sztuce, też jeszcze trwa. Oglądałyśmy ciekawą stronę z przykładami iluzji i żałujemy, że takiej – znalezionej tam – figury niemożliwej, niestety nie uda się zbudować:)

Lego - figura niemożliwa

www.moillusions.com

Wiosenna wycieczka do Śnieżycowego Jaru

21.03.2009

 

Kiedy w zeszłym tygodniu, w naszym ogródku zaczęły nieśmiało zakwitać małe kwiatki śnieżyczki przebiśnieg, wiedzieliśmy już, że czas wyruszyć na wycieczkę do Śnieżycowego Jaru.

Śnieżyczk przebiśnieg w naszym ogrodzie

Czasu, by zobaczyć białe połacie śnieżycy wiosennej, jest niewiele, bo kwitnie ona zaledwie 2-3 tygodnie, zazwyczaj w połowie marca. Termin ten może się też trochę zmieniać w zależności od intensywności mrozów.

Na szczęście, nasze małe ogródkowe przebiśniegi, przypominały nam przez cały tydzień o planowanej niedzielnej wyprawie.

 

Na początku naszej wycieczki, zatrzymaliśmy się w XVII-wiecznym, drewnianym kościółku św. Mikołaja w Wierzenicy.

Kościół św. Mikołaja w Wierzenicy

To chyba najbardziej urokliwa świątynia Szlaku Kościołów Drewnianych wielkopolskiej Puszczy Zielonki. W ostatnią niedzielę wyglądała jeszcze piękniej, bo wzgórze na którym stoi, porośnięte było mnóstwem dorodnych przebiśniegów. Tego się nie spodziewaliśmy!

Przebiśniegi w Wierzenicy

Trafiliśmy też na dzień obchodów rocznicy śmierci Augusta Cieszkowskiego, jednego z najwybitniejszych polskich filozofów, patrona poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego i dawnego właściciela Wierzenicy. Z tej okazji, otwarto w kościele rodzinną kryptę grobową z trumnami Cieszkowskich. Wejście do niej znajduje się w posadzce kościoła, choć pozornie sądzić można, że do krypty wiodą duże, odlane z brązu wrota. Zaprojektował je poeta i rzeźbiarz Teofil Lenartowicz ilustrując siedem próśb modlitwy „Ojcze nasz” i nawiązując również do głównego dzieła Cieszkowskiego pod takim właśnie tytułem.

Dzieci były jednak bardziej zainteresowane innymi elementami wyposażenia kościółka. Na jednej z bocznych ścian, wisi mały obraz z wizerunkiem św. Walentego. Legenda głosi, że by zyskać gwarancję szczęśliwej miłości, należy dotknąć prawą ręką, lewej nogi świętego. Obraz jest powieszony dość wysoko, lecz w pogotowiu czeka odpowiedni stołek.


Z ciekawością przyglądaliśmy się też XVII wiecznemu obrazowi „Matka Boska przewijająca Dziecię Jezus”.

"Matka Boska przewijająca Dziecię Jezus"

Nie jest to popularny motyw w sztuce. Dzieci, przedstawiano raczej już zawinięte w powijaki, które były, przez wiele stuleci, powszechnie stosowane i zalecane.

Ścisłe krępowanie powijakami miało zapobiegać skrzywieniu ciała dziecka i przeciwdziałało wkładaniu przez nie różnych przedmiotów do ust. W Polsce, zaczęto odchodzić od tego zwyczaju już dość wcześnie. Jak cytuje Kuchowicz w książce „Człowiek polskiego baroku”, przyjeżdżający w XVII w. do Polski Francuz Jean Claude, pisał, że „polskie dzieci rzadko płaczą i zdaje się, że to dlatego, że się ich nie obwija powijakami. Mają wielką swobodę ruchów, podczas gdy we Francji są jak spętane”.

Chwilę zastanawiałyśmy się, w jaki sposób Maryja na obrazie, ma zamiar zawinąć w pieluszki swojego synka.

 

Później pojechaliśmy dalej, w okolice Murowanej Gośliny, gdzie znajduje się rezerwat „Śnieżycowy Jar”.

Droga do rezerwatu

Kilkukilometrowa trasa wiodła przez urokliwy, tajemniczy las do wąwozu, przez który przepływał kręty strumień. Tam ujrzeliśmy wreszcie białe połacie śnieżyc. Różnią się one od przebiśniegów, m.in. tym, że mają równe płatki, wszystkie zakończone zielono-żółtymi plamkami. Śnieżyczka przebiśnieg ma natomiast płatki nierówne i tylko na tych krótszych widać zielony kolor.

Śnieżyca wiosenna

Idąc wąwozem, należy trzymać się zbudowanej specjalnie drewnianej kładki. Śnieżyce są bardzo wrażliwe na wydeptywanie i z roku na rok coraz bardziej oddalają się od drogi, rozprzestrzeniając się jednocześnie na coraz większy obszar.

Rezerwat "Śnieżycowy Jar"

Właściwie nie wiadomo skąd pojawiły się w Wielkopolsce, gdyż ich właściwym miejscem występowania są góry.

Dzieciom, nie jest trudno zrozumieć czym jest rezerwat i jak ważna jest ochrona rzadkich roślin, trudno im jednak pojąć, że niektórzy dorośli wyjeżdżając z rezerwatu zabierają śnieżyce do swoich ogrodów. Można przecież zasadzić cebulki przebiśniegów, które również bardzo cieszą. Mamy nadzieję, że te w naszym ogrodzie, też prędko się rozrosną i że nie powędrują zbyt daleko.

Zaczyna się wiosna, więc w ogrodzie podano mi już pierwszy obiadek na świeżym powietrzu.

Obiad w ogrodzie 

Odyseja Umysłu 2009

15.03.2009

 

Odyseja Umysłu to międzynarodowy konkurs dla dzieci i młodzieży, w nietuzinkowy sposób sprawdzający kreatywność, zdolność do rozwiązywania złożonych problemów i promujący grupową współpracę.

Odyseja Umysłu

Idea konkursu powstała w Stanach Zjednoczonych w 1978 roku. Każdego roku mają tam miejsce światowe finały drużynowych zmagań. W całym konkursie uczestniczy kilkaset tysięcy uczniów i studentów z całego świata.

 

W sobotę wzięła w nim udział również moja 10-letnia córka, wraz z grupą przyjaciół ze szkoły. Ich szkołę reprezentowały dwie dziecięce, siedmioosobowe drużyny. Każda drużyn opracowywała inny, z 6 zaproponowanych w konkursie problemów.

 

Dzieci, co tydzień spotykały się w szkole i pod opieką trenera przygotowywały się do konkursu. Ich zadaniem była realizacja przedstawienia „Zabawa w zabobony”.

Drużyna musiała samodzielnie napisać scenariusz, wykonać kostiumy i dekoracje, pamiętając ponadto o następujących założeniach:

- należało przedstawić dwa istniejące, udokumentowane zabobony (dokumentację sporządzano jeszcze dodatkowo)

- należało przedstawić wydarzenie inspirujące powstanie zupełnie nowego zabobonu własnego pomysłu

- w przedstawieniu miał się pojawić zabawny narrator

- jeden z kostiumów miał być noszony w tym samym czasie przez dwóch lub więcej członków zespołu

- w trakcie przedstawienia należało wykorzystując te same elementy dekoracji, zmienić scenografię

- maksymalny czas przedstawienia (z uwzględnieniem wniesienia dekoracji na scenę): 8 minut

- za jakąkolwiek pomoc dorosłych otrzymuje się punkty karne

 

Jakiś czas trwało uzgadnianie ostatecznej wersji scenariusza, własny kostium każde z dzieci przygotowało samo, w szkole trwały próby przedstawienia. Najbardziej pracochłonne, ale i najbardziej integrujące grupę było przygotowanie dekoracji. Ostatnie dni przed regionalnymi eliminacjami, wypełnione były spotkaniami, malowaniem, cięciem i klejeniem.

 

W sobotę, publiczność i komisja oceniająca obejrzała efekt końcowy. Byłam rzeczywiście zaskoczona jak sprawnie, dowcipnie i konsekwentnie dzieci współdziałały na scenie. Po przedstawieniu komisja pytała jeszcze drużynę o szczegóły dotyczące przygotowań, sprawdzając skrupulatnie samodzielność wykonania.

Zabawa w zabobony

Regionalne eliminacje konkursu trwały cały dzień. Zespoły brały jeszcze udział w rozwiązaniu postawionego przed nimi problemu spontanicznego, którego treści nie znały do ostatniej chwili.

Medal

Dzieci cieszyły się z całego dnia spędzonego razem, kibicowały sobie nawzajem, podziwiały pomysłowość innych drużyn i niezwykłość wykonanych prac.

Córka zachwycona była dziełem swoich przyjaciół z bratniej drużyny, reprezentującej tę samą szkołę. Ich zadaniem było skonstruowanie mechanicznego stworzenia, mającego wykonywać różne czynności „Prawie jak zwierzę”. Dzieci przedstawiły psa poruszającego się dzięki mechanizmowi zdalnie sterowanego auta. Pies potrafił też szczekać, a oczy świeciły mu się za sprawą latarek. Ta drużyna nie przeszła niestety do kolejnego etapu. Natomiast 7-osobowy zespół, w którym uczestniczyła moja córka, pojedzie za dwa tygodnie, na ogólnopolskie eliminacje do Gdańska.

Odyseja Umysłu

Bobrowe zwyczaje

14.03.2009

 

Grey Owl „Sejdżio i jej bobry”. Pamiętam, że gdy jako dziecko czytałam tę książkę, marzyłam by pojechać kiedyś do Kanady i tak jak indiańskie dzieci zaprzyjaźnić się tam z bobrami.

Grey Owl z małym bobrem

The story of Grey Owl

 

Okazuje się, że bobry spotkać można też znacznie bliżej. Nawet bardzo blisko domu. Czasami wystarczy wyjść na spacer.

Tak jak moja siostra, która opisuje jak to razem z dziewczynkami spotkała ślady bytowania bobrów, bardzo blisko Poznania, w zakolach rzeczki Głuszynki.

 

“Ostatnie zimowe tygodnie zdawały się być nieprzyjazne spacerowiczom, gdy więc słońce nieśmiało zaczęło przebijać się zza chmur, wyruszyłyśmy czym prędzej poszukać oznak żyjącej przyrody. 

Po wejściu do lasu zobaczyłyśmy ślady pozostawione na resztkach śniegu przez podkute konie, biegające psy i ptaki poszukujące pożywienia. Dziewczynki poznały polankę z zasuszonymi źdźbłami i badylami, gdzie latem zbierały kwiatki na wianki i bukiety. Zafascynowane na wpół zamarzniętymi kałużami, przy każdej zatrzymywały się i patykiem przesuwały po całej powierzchni cienkie tafle lodu.

Później postanowiłyśmy zobaczyć, czy na pobliskiej rzeczce również znajduje się lód. Okazało się, że woda ani myślała schować się pod nim i płynęła sobie wartkim strumieniem. Zobaczyłyśmy też ciekawe pnie drzew leżące w poprzek koryta i mnóstwo świeżych wiórów na brzegu. Znać tu było niewątpliwie pracę bobrów – typowe ogryzienia przez potężne siekacze, którymi odłupują kawały twardego drewna.

ślady bytowania bobrów nad Głuszynką

W domu przeczytałyśmy więcej o tych największych w Europie gryzoniach. Zwierzęta te prawie wyginęły z powodu ich cennego futra i tzw. stroju bobrowego (gęsta wydzielina gruczołów zapachowych stosowana w lecznictwie). W drugiej połowie ubiegłego wieku przeprowadzono akcję zasiedlania bobrów, m. in. w Wielkopolsce, stąd też pewnie ich obecność w podpoznańskiej miejscowości.

Tu były bobry

Właściwym środowiskiem dla bobra są wolno płynące rzeki i jeziora o stromych brzegach porośniętych jego ulubionymi wierzbami, topolami i olchami. Słynne tamy stawia rzadko, nie zawsze też buduje żeremia. Robi to, gdy opada poziom wody lub zaczyna brakować drzew. Prowadzi raczej nocny tryb życia, więc bardzo trudno go zobaczyć.

Żerowanie bobrów polega na korowaniu cienkich gałązek olch i łóz. Latem do jadłospisu dodają liście, kłącza grzybieni, tataraku i kosaćców, a także owoce.

Drzewo i bobry

Ciekawostką jest fakt, że ze względu na charakterystyczny ogon przypominający rybę, dawniej wolno go było spożywać w czasie postu, natomiast brak było dyspensy na resztę ciała”.

 

Sejdżio i jej bobry należeli do indiańskiego plemienia Odżibwejów. Bóbr pomoże Ci nauczyć się kilku słów z ich języka: Gra

Cudowna podróż z dzikimi gęśmi

12.03.2009

 

Prawie codziennie widzimy teraz nad naszym domem, przelatujące klucze dzikich gęsi. Przełom lutego i marca to czas kiedy wracają na północ. Ich gęganie jest bardzo donośne, może cieszą się na myśl o bliskim odpoczynku. Mieszkamy niedaleko naturalnych, rzecznych rozlewisk gdzie mogą się zatrzymać i najeść.

Ciekawe czy podróżuje z nimi jakiś krasnoludek. Właśnie czytamy „Cudowną podróż” Selmy Lagerlöf, więc wcale by nas to nie zdziwiło.

"Cudowna podróż" ilustracja Janusza Grabiańskiego

Cudowna podróż – przemienionego za karę w krasnoludka – Nilsa Holgerssona to podróż, wraz ze stadem dzikich gęsi, przez Szwecję.

Tam spędziliśmy nasze zeszłoroczne wakacje, teraz wraz z Nilsem znów przemierzamy Skanię, Blekinge i Smaland.

Właśnie dotarliśmy na wyspę Öland: „Wszystkie ptaki, które zimują nad morzem Północnym, a lato spędzają w Rosji i Finlandii, obierają tę drogę i zawsze odpoczywają na wyspie Öland”.

wybrzeże Olandii

Wspominamy nasze lato na Olandii i wracamy myślą do miejsc, które tam odwiedziliśmy:

- letnią rezydencję rodziny królewskiej

Olandia-ogrody królewskie

- ruiny zamku Borgholm

- Wyspę Piratów w parku rozrywki

Wyspa Piratów na Olandii

- zoo

- najdłuższy w Europie most

- wiatraki

wiatrak na Olandii

- grodzisko Eketorp

- rezerwaty ze stanowiskami rzadkich porostów i storczyków pośród kamienistych pastwisk

Rezerwat na Olandii

Olandia-krowy na pastwisku

- latarnie morskie

- dębowy las Trolli podczas rowerowej wyprawy

Las Trolli

- kamieniste plaże

Oland

Do tych wszystkich miejsc, gęsi oczywiście nie docierają. Ich ulubione stanowisko na Olandii to rezerwat Ottenby, gdzie mieści się też stacja ornitologiczna i gdzie ściągają rzesze ornitologów z całego świata.

Dzikie gęsi

„Było to długie, piaszczyste wybrzeże pokryte kamieniami i mnóstwem wodorostów wyrzucanych przez morze. Gdyby chłopiec miał możność wyboru, nie chciałby z pewnością zatrzymać się na tym miejscu, ale ptaki uważały widać ten zakątek za prawdziwy raj dla siebie. Dzikie kaczki i gęsi pasły się na łące: bliżej brzegu skakały bekasy i inne ptaki nadmorskie; nurki goniły w wodzie ryby, ale największy ruch panował wśród długich ławic wodorostów tuż na samym brzegu. Tam ptaki stały jeden przy drugim i poszukiwały larw, których musiało być mnóstwo, gdyż nie słychać było ani jednej skargi na brak pożywienia.”

Dzikie gęsi na Olandii

Zdjęcie gęsi pochodzi z tej strony

W książce przeczytałyśmy też legendę o powstaniu Olandii. Wcześniej jej nie słyszałyśmy. Kształt wyspy przypomina ludziom skamieniały tułów motyla, którego delikatne skrzydła poszarpał morski wicher. „Tak, to jedno chciałbym wiedzieć – powiedział pasterz – czy wieśniacy, mieszkający w tych cichych zagrodach u stóp skał, albo rybacy, żyjący z połowu ryb, albo kupcy z Borgholmu, albo corocznie powracający letnicy, albo podróżni, zwiedzający ruiny zamku borgholmskiego, albo myśliwi, przybywający tu w jesieni na polowanie, albo malarze, którzy siadają na trawie i malują owce i wiatraki – tak, chciałbym wiedzieć, czy chociażby jeden z nich domyśla się, że ta wyspa była niegdyś motylem, który trzepotał w słońcu wielkimi, lśniącymi skrzydłami”.

Przyjemnie nam było znów odwiedzić Olandię, a dzikie gęsi jeszcze jakiś czas będą nam towarzyszyły w lekturze „Cudownej podróży” i podczas wiosennych prac w ogrodzie. Mamy nadzieję, że może niektóre z nich to gęsi gęgawy, które mogłyby założyć gniazda na wielkopolskich rozlewiskach. Bardzo chciałybyśmy spotkać je podczas wiosennych spacerów.

„Dlaczego Anioły mają skrzydła” – wykład na Uniwersytecie dla Dzieci

09.03.2009

 

W ostatnią sobotę, moje córki rozpoczęły swoją studencką przygodę.

Otrzymały indeksy i pierwszy wpis.

Indeks Uniwersytetu dla Dzieci

Idea Dziecięcych Uniwersytetów powstała kilka lat temu w Niemczech i od tej pory coraz więcej ośrodków uniwersyteckich na świecie zaprasza do swych sal wykładowych dzieci.

Program wykładów jest zazwyczaj dobrany tak, by poruszyć najciekawsze kwestie nurtujące większość dzieci. Mają one szanse zadawać pytania i otrzymywać odpowiedzi, bezpośrednio od naukowców i uniwersyteckich profesorów.

Przy okazji nabywają wiedzę o zwyczajach akademickich, sposobach wyszukiwania informacji i odkrywają nowe fascynacje. Za naturalne zaczynają uważać prawo do zdobywania wiedzy przez całe życie.

Letni semestr na Uniwersytecie dla Dzieci w Poznaniu – zorganizowanym przez Wyższą Szkołę Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa – zaingurował wykład dr Marka Kaźmierczaka „Dlaczego Anioły mają skrzydła”

"Dlaczego Anioły mają skrzydła"

Dzieci, w wieku od 6-12 lat, przybyło na wykład kilkadziesiąt, a na prowadzącego spadała wręcz lawina pytań. Panujący na wykładzie entuzjazm byłby marzeniem chyba każdego wykładowcy.

„Skąd ludzie wiedzą, że są Anioły?”, „Jakiego koloru noszą ubrania?”, „Czy Anioły umierają?”, „Czy można zobaczyć Anioła?” – te i inne pytania prowadzący wykład, traktował bardzo poważnie. Odpowiedzi ilustrował wybranymi przykładami z malarstwa, literatury i filozofii, ale odwoływał się też do wyobrażeń Aniołów przedstawianych w animowanych bajkach Walta Disney’a i filmach.

prezentacja "Dlaczego Aniły mają skrzydła?"

Jedna z małych studentek usłyszawszy, że w filmie „Niebo nad Berlinem” tylko dzieci widziały Anioły, poświadczyła, że ona też właśnie w Berlinie widziała Anioła:)

Podobało mi się podsumowanie dr Kaźmierczaka, mówiące o tym, że spotkanie każdego z nas z Aniołami jest niepowtarzalne, właściwe tylko sobie, tak jak spotkanie z własnymi myślami.

Mamy w domu Anioła, na którego spoglądamy codziennie. To sympatyczna, ludowa rzeźba Józefa Chełmowskiego, którą przywieźliśmy z jego pracowni w Brusach na Kaszubach. Dzieci, z ciekawością czytają czasami, wypisaną na Aniołku modlitwę „Aniele Boży…” po kaszubsku.

Józef Chełmowski "Kaszubski Anioł"

Ostatnio, podziwiamy też przepiękny, patchworkowy obraz Bożeny Wojtaszek „Miasto Aniołów”. Rozmawiamy sobie przy nim o Aniołach.

Bożena Wojtaszek "Miasto Aniołów"

Zarazkowy stres – relacja z Wielkiej Brytanii

07.03.2009

 

Kilka lat temu spędzaliśmy wakacje na duńskiej wyspie Bornholm. Mieszkaliśmy na campingu, a nasza dwuletnia córka bawiła się tam ze skandynawskimi dziećmi. Pewnego dnia pogoda się popsuła, zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz. Wtedy ze zdziwieniem odkryłam, że jedynie nasze dziecko zostało przyodziane w czapeczkę, kurtkę i kalosze. Wyglądało zdecydowanie dziwnie wśród małych, biegających na boso potomków Wikingów, ubranych nadal w krótkie spodenki i krótkie koszulki.

Tak właśnie w Skandynawii dba się o podnoszenie naturalnej odporności dzieci. Zresztą nie tylko tam. W Holandii, w niemowlęcej wyprawce znajduje się obowiązkowy termofor, wkładany do dziecięcego łóżeczka w nieogrzewanym pokoju.

W Polsce wciąż ubiera się dzieci bardzo ciepło, czapeczki obowiązkowe są o każdej porze roku, a ogrzewanie w przedszkolach i dziecięcych pokojach może powodować duszności i zawrót głowy.

W wielu europejskich krajach, również kalendarz szczepień wygląda zupełnie odmiennie od polskiego.

Nie wiem, czy różnice w podejściu do ochrony dziecięcego zdrowia w różnych państwach, wynikają z oficjalnego stanowiska medycyny, z innej tradycji, czy z odmienności klimatu.

Dylemat, jak zachować równowagę pomiędzy wspomaganiem zdrowia dzieci szczepionkami i lekami, a naturalnym podnoszeniem ich odporności, jest dla mnie ciągle aktualny. Wiem, że kwestia właściwego wyboru najbardziej jednak wpisuje się w życie moich polskich znajomych i przyjaciół, którzy wychowują swoje dzieci za granicą.

Zapraszam do przeczytania relacji na ten temat, napisanej przez moją przyjaciółkę, od 8 lat mieszkającą w Wielkiej Brytanii i wychowującą tam swoją 6-letnią córkę.

Jest to pierwszy list z cyklu reportaży o życiu dzieci w Anglii, obserwowanym z perspektywy Polki, z podwójnym (polskim i brytyjskim) obywatelstwem oraz jej córeczki urodzonej już na Wyspach.

Angielskie dzieci ze swoją królową

www.daylife.com

Teraz, w zimowym i przednówkowym okresie wzmożonej zachorowalności naszych dzieci, poczytajmy o odporności i zarazkach.

“Wiem, ze to banał, ale nie ma jednego poprawnego sposobu wychowywania dzieci. Życie w wiecznej gotowości nie zawsze pozwala nam uchronić od chorób siebie i nasze dzieci.

Pamiętam, że na początku mojego macierzyństwa, najbardziej stresowałam się czy mojemu dzidziusiowi jest wystarczająco ciepło (urodziła się zimą). Ubierałam ją w body, śpioszki, sweterek, rajstopy i przykrywałam kocykiem. Unikałam otwierania okna, kiedy dziecko było w pokoju i włączałam dodatkowe ogrzewanie kiedy się kąpało. Nie wspomnę juz o szybkości przebierania dziecka po kąpieli, żeby tylko nie dostało zapalenia płuc.

Byłam jedyna mamą w mojej przychodni, na placu zabaw czy w przedszkolu, która biegała „jak z pieprzem”, totalnie zestresowana, podnosząc butelki z mlekiem z ziemi, poprawiając czapkę na głowie dziecka, wycierając rączki sterylnym płynem, za każdym razem kiedy dotknęła czegoś brudnego.

Inne dzidziusie jadły ciastka z poplamionego dywanu na placach zabaw, raczkowały z bosymi nogami i wkładały do buzi smoczki, które spadły na ziemię.

Wydawało mi się to takie prymitywne i oburzające. Jak te matki mogły się tak nieodpowiedzialnie zachowywać! Czy one na prawdę kompletnie nie dbały o swoje dzieci??  I  nadal żądałam widzenia z lekarzem przy każdej temperaturze, kaszlu i katarze, smarowałam kremami przeciw poparzeniom latem i sterylizowałam butelki. 

Kiedy moja córka miała 12 miesięcy i przyjechałam z nią z wizytą do Polski, usłyszałam po raz pierwszy o podawaniu noworodkom witaminy D i badaniu bioderek.  Nigdy o tym wcześniej nie słyszałam, nigdy nie dawałam jej witaminy D i nie pieluszkowałam odpowiednio do zaleceń polskich lekarzy. Bardzo mnie to martwiło. Bałam się, że przegapiłam jakiś niezbędny krok w rozwoju dziecka i zniszczyłam jej przyszłość . Nie mogłam spać w nocy, a inne matki kiwały nade mną z politowaniem głowami.

Po powrocie do Anglii i kolejnej wizycie u lekarza zdałam sobie jednak sprawą, że różnic w wychowaniu „nie przeskoczę” i muszę się trochę dopasować. Zaczęłam postępować tak jak angielskie mamy i robić to co zalecał angielski lekarz. Zamiast biegać do przychodni, zaczęłam podawać sama paracetamol lub syrop na kaszel. Pozwalałam chodzić w przedszkolu na boso, nawet jeżeli nie było dywanu. Nie denerwowałam się kiedy widziałam,  że dzieci obok kaszlą, kapie im z nosa lub maja jakąś wysypkę – wiedziałam, że przez taki kontakt, moje dziecko się uodporni. Powoli zaczęłam rozumieć, że nic złego się nie dzieje i ze może ten sposób wychowywania dzieci, którym dotąd pogardzałam, jest jednak dobry. Powoli zaczęłam zapominać o wiecznym alercie zarazkowym, demonicznych zapaleniach uszu, antybiotykach, zagrożeniu platfusem i zapaleniem oskrzeli.

Nie chcę oceniać które zasady są lepsze lub gorsze, ale mój poziom stresu znacznie spadł od kiedy przekonałam się,  że miłość do dziecka  nie jest wcale proporcjonalna do ilości czasu, który spędzam zamartwiając się jego zdrowiem. Coraz częściej zaczęłam też myśleć, że wszystko będzie dobrze. Bo na pewno będzie.”

 

Dobrze, że dzisiejsza medycyna, nowe leki i powszechne szczepienia wspierają nas w walce z chorobami, które jeszcze nie tak dawno były jedną z głównych przyczyn ogromnej śmiertelności dzieci.

Jednak wiemy, że już dawniej, w XVIII wieku, dostrzegano, że gdy chodzi o zdrowie, czy życie dziecka, zarówno zaniedbanie jak i nadmierna troska są jednakowo groźne.

„Dostrzeżono, iż większa część chorob dziecinnych, zwisła od uchybienia baczności” napisano w wydanym w 1788 roku „Dykcjonarzu powszechnym medyki, chirurgii i sztuki hodowania bydląt”, ale jak ostrzega  Weichardt w swym pediatrycznym dziele z roku 1782 „Rady dla matek względem zapobieżenia różnym słabościom i chorobom, którym dzieci od urodzenia swego podlegać mogą”: „zbyt wielka staranność rodziców jest częstokroć większą przyczyną chorób dziecięcych, jak słabość ich własnej natury.”

Księżniczka malarstwa polskiego

03.03.2009

 

Na tę wystawę planowałam pójść sama. To pierwsza powojenna prezentacja prac Zofii Stryjeńskiej, niezwykłej artystki okresu art deco, ale i niezwykłej kobiety o barwnym, tak jak jej twórczość życiorysie.

Czytając jej pamiętniki i wspomnienia o niej, skupiłam się na poszukiwaniu w pracach Stryjeńskiej, śladów trudnych wewnętrznych przeżyć, romansowych perypetii, życia w środowisku międzywojennej bohemy i osobistych tragedii.

Jej osobowość artystyczna była jednak na tyle silna, że dominowała nad całym jej życiem. Obrazy tchną niezwykła mocą koloru, zdecydowanej kreski i konsekwencji stylu. Z równą powagą oddają rzeczywistość ludowego folkloru jak i słowiańskich legend, baśni i prastarych wierzeń.

To, że zabiorę na wystawę dzieci, wydało mi się nagle oczywiste.

Tym bardziej, że eksponowane miały zostać nie tylko obrazy ale i przedmioty użytkowe projektowane przez Stryjeńską: szachy, pocztówki, dekoracje teatralne i zabawki.

Smok - Zofia Stryjeńska

Wtedy też odkryłam pięknie wydany przewodnik po wystawie, przygotowany specjalnie dla dzieci.

Przewodnik dla dzieci po wystawie Zofii Stryjeńskiej

W domu przeczytałyśmy go kilkakrotnie, oglądałyśmy reprodukcje, rozwiązywałyśmy zadania: kolorowanki, zgadywanki, wymyślanie bajek i tworzenie papierowych zabawek.

strona z przewodnika po wystawie Zofii Stryjeńskiej

Później poszłyśmy na wystawę, na której dzieci czuły się już jak wśród dobrych znajomych. Nawzajem pokazywały sobie rozpoznawane prace i powtarzające się motywy: pory roku, słowiańskich bogów, legendarne opowieści o Piaście Kołodzieju, polskie tańce i obrzędy, morskie zwierzęta z dekoracji na statku „Batory”.

Piast Kołodziej

Na wystawie byłyśmy jeszcze przed naszym wyjazdem na narty. Dziś wycięłyśmy i złożyłyśmy, dołączone do przewodnika, kartonowe klocki zaprojektowane przez Stryjeńską.

klocki wg projektu Zofii Stryjeńskiej

Dzieci mogą ułożyć z nich 6 obrazków z polskimi obrzędami ludowymi.

klocki

Pamiętam, że jako dziecko z przyjemnością układałam podobne klocki. Teraz jednak gdy dominują puzzle,  ta zabawa staje się dla dzieci niemal nowym odkryciem.

Para nowożeńców krakowskich - Zofia Stryjeńska

Muzeum Narodowe w Poznaniu, wystawa „Zofia Stryjeńska (1891-1976)”, 25.01 – 8.03. 2009. Wystawa przygotowana przez Muzeum Narodowe w Krakowie

Agnieszka Kwiatkowska „Księżniczka malarstwa polskiego. Przewodnik dla dzieci po wystawie Zofii Stryjeńskiej”, wyd. Muzeum Narodowe w Krakowie 2008

Narty w Livigno

02.03.2009

 

Przyjemnie jest oglądać świat przez okna naszego domu, ale czasami mamy ochotę na więcej. Więcej przestrzeni, więcej nowych wrażeń, więcej ruchu, a ostatnio i więcej śniegu. Wtedy czas wybrać się w podróż.  

Tej zimy wybraliśmy włoskie Alpy, i leżące w położonej na wys. 1816 m, przepięknej, górskiej dolinie – Livigno.

Rankiem budziło nas słońce, które zaczynało odbijać się w śniegu otaczających nas górskich szczytów, a wieczorem spoglądaliśmy na stoki oświetlone reflektorami oraz na ciepłe światła położonego niżej miasteczka.

Livigno

Dni spędzaliśmy przede wszystkim na nartach. Z mroźnych, wysokich gór zjeżdżaliśmy w otuloną słońcem dolinę, ciesząc się świeżym powietrzem, wszechobecnym obfitym śniegiem i pięknem krajobrazu.

Na nartach

Po kilkugodzinnym ruchu, przyjemnie było posiedzieć przy restauracyjnych, wystawionych na powietrze stolikach, sycąc się włoską kuchnią i alpejskim słońcem.

Rsetauracja pod stokiem

Dzieci cieszyły się też ze śniegowych tuneli, ślizgania w naturalnych, przebitych w śniegu zjeżdżalniach, z wystawy lodowych rzeźb i zwisających z dachów i płotów ogromnych(!) śniegowych sopli.

śniegowa zjeżdżalnia

sople

Nie wiem czy dziewczynki zdawały sobie sprawę, z jak wysokich gór potrafią już zjechać. Ich rekord to kilkakrotny zjazd niebieską trasą z Mottolino (2402 m) i niebiesko-czerwoną, z ostatniej stacji kolejki powyżej szczytu Costaccia (2328 m).

Równie dobrze bawiły się jednak pokonując przeszkody na dziecięcych, narciarskich placach zabaw, biorąc także udział w zawodach w slalomie.

na nartach

slalom

na śniegu

Dzięki tej wyprawie, w pełni nacieszyliśmy się zimą i teraz możemy spokojnie czekać na wiosnę.