Archiwum z miesiąca: Marzec, 2009

Czekamy na wiosnę

29.03.2009

 

W naszym ogrodzie nie mamy jeszcze niestety tylu krokusów, ile widać na tej, ozdobionej przez moją córkę pocztówce.

Krokusy na hali

Rośnie ich jednak dużo, a każdego dnia rozkwitają nowe. Tej wiosny zakwitły w naszym ogrodzie po raz pierwszy.

krokusy Victor Hugo i Jeanne D'Arc 

Kwiatowe cebulki sadziłyśmy jesienią i długo, całą zimę musiałyśmy czekać na efekty naszej pracy. Dzieci widzą jednak, że warto było popracować, by teraz wiosną cieszyć się kwiatami.

krokusy Prins Claus

Zakwitły nam nawet krokusy jesienne, które powinny kwitnąć w październiku!

krokusy jesienne

By jeszcze bardziej zachęcić wiosnę do przyjścia, już w połowie marca, zasadziłyśmy w donicy przed domem stokrotki i bratki.

Te delikatne kwiatki to prawdziwi wiosenni siłacze. Mają siłę przetrwać ostatnie mrozy i opady śniegu. Trochę martwiłyśmy się o nie, gdy tydzień temu, przykryła donicę gruba czapka śniegu, ale kwiaty wesoło kwitną nadal.

Bratki i stokrotki

Bratki nazywane są u nas w Wielkopolsce Macoszkami. To właśnie Macoszki zbierałam jako mała dziewczynka w ogrodzie babci i cieszę się, że mogę je teraz sadzić u siebie.

Przebywając teraz w ogrodzie, cały czas słyszymy niesamowity gwar wodnego ptactwa, które rozpoczyna gniazdowanie na pobliskich rozlewiskach.
Naszą uwagę przykuły też jednak i inne ptaki, którym poświęciłyśmy nasze ostatnie obserwacje ornitologiczne.
Przy drodze, ścięto nadłamane przez wichurę drzewo. Ten ścięty, próchniejący pień okazał się być niezwykłą atrakcją dla okolicznych kur, które co dzień rano biegną do niego z nadzwyczajną szybkością. Znajdują w nim zapewne mnóstwo smakowitych robaczków, które do tej pory żyły w drzewie.

kury i robaczkikury i wiosna
Mam nadzieję, że teraz z każdym dniem będzie już coraz cieplej, że wkrótce zakwitną nasze tulipany, a my coraz dłużej będziemy mogli przebywać w ogrodzie.

Sztuka i jej sztuczki

27.03.2009

 

Zeuksis z Heraklei był wielkim, greckim malarzem żyjącym na przełomie V i IV w. p.n.e. w Atenach. Jego prace, sławione przez współczesnych, były arcydziełem malarskich iluzji. Niestety, żaden z jego obrazów nie zachował się do naszych czasów, a Zeuksis sławę swą czerpie z wciąż cytowanych anegdot.

Jedną z nich, jest historia rywalizacji między nim, a innym greckim malarzem – Parrazjosem.

Zeuksis namalował winogrona wyglądające tak prawdziwie, że obraz został zniszczony przez ptaki, które uległy złudzeniu i zaczęły dziobać „smakowite” płótno.

Kiedy przyszła kolej na zaprezentowanie sędziom pracy Parrazjosa, Zeuksis niecierpliwie zaczął domagać się odsłony zakrytego obrazu przeciwnika. Okazało się jednak, że to właśnie zasłona była tematem konkurencyjnego dzieła Parrazjosa, który w tym przypadku wygrał zawody, oszukując samego mistrza iluzji.

Taką opowieścią rozpoczął się kolejny wykład poznańskiego Uniwersytetu dla Dzieci.

Sztuka i jej sztuczki - zaproszenie na wykład

Inne malarskie sztuczki, mogły być już obrazowane przykładami wyświetlanymi na ekranie. 
Przechodząc przez kolejne epoki, dzieci poznawały malarskie sposoby na zmierzenie się z rzeczywistością. Zaskakujące iluzją naśladownictwo, które fascynuje widza i prowokuje go do zastanowienia się nad tym w jaki sposób odbieramy świat. 

Czy to jest fotografia? – pytała prowadząca wykład, pokazując dzieciom namalowany tył obrazu.

Hiernault - XVIII w.

Trzeba było znaleźć ukryte kształty w mieszaninie plam i kresek oraz policzyć ile nóg ma narysowany słoń.

Ile nóg ma słoń?
Kiedy dziewczynki zobaczyły na ekranie przykłady „owocowo-warzywnych” XVI-wiecznych portretów Arcimboldo, przypomniały mi o czytanej często w naszym domu książce „Sztuka nie tylko dla dzieci”.

Arcimboldo "Ogrodnik"

Arcimboldo "Ogrodnik"

Czasami czerpią z niej pomysły na swoje plastyczne prace.

Listonosz inspirowany Arcimboldo

Z książki tej, dzieci pamiętały też jeszcze jeden z przedstawionych na wykładzie obrazów: „Ambasadorowie” Hansa Holbeina.

W domu znów przykładały do niego błyszczącą łyżkę, by odnaleźć ukryty, złowieszczy kształt czaszki.

Hans Holbein "Ambasadorowie"

Fascynacja iluzją wciąż jest żywa, wciąż znajduje nowe środki wyrazu: sztuka malowania na chodniku… 

Pavement art

…czy graffiti Banksy’ego.

Banksy


Nasze zaciekawienie sztuczkami w sztuce, też jeszcze trwa. Oglądałyśmy ciekawą stronę z przykładami iluzji i żałujemy, że takiej – znalezionej tam – figury niemożliwej, niestety nie uda się zbudować:)

Lego - figura niemożliwa

www.moillusions.com

Wiosenna wycieczka do Śnieżycowego Jaru

21.03.2009

 

Kiedy w zeszłym tygodniu, w naszym ogródku zaczęły nieśmiało zakwitać małe kwiatki śnieżyczki przebiśnieg, wiedzieliśmy już, że czas wyruszyć na wycieczkę do Śnieżycowego Jaru.

Śnieżyczk przebiśnieg w naszym ogrodzie

Czasu, by zobaczyć białe połacie śnieżycy wiosennej, jest niewiele, bo kwitnie ona zaledwie 2-3 tygodnie, zazwyczaj w połowie marca. Termin ten może się też trochę zmieniać w zależności od intensywności mrozów.

Na szczęście, nasze małe ogródkowe przebiśniegi, przypominały nam przez cały tydzień o planowanej niedzielnej wyprawie.

 

Na początku naszej wycieczki, zatrzymaliśmy się w XVII-wiecznym, drewnianym kościółku św. Mikołaja w Wierzenicy.

Kościół św. Mikołaja w Wierzenicy

To chyba najbardziej urokliwa świątynia Szlaku Kościołów Drewnianych wielkopolskiej Puszczy Zielonki. W ostatnią niedzielę wyglądała jeszcze piękniej, bo wzgórze na którym stoi, porośnięte było mnóstwem dorodnych przebiśniegów. Tego się nie spodziewaliśmy!

Przebiśniegi w Wierzenicy

Trafiliśmy też na dzień obchodów rocznicy śmierci Augusta Cieszkowskiego, jednego z najwybitniejszych polskich filozofów, patrona poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego i dawnego właściciela Wierzenicy. Z tej okazji, otwarto w kościele rodzinną kryptę grobową z trumnami Cieszkowskich. Wejście do niej znajduje się w posadzce kościoła, choć pozornie sądzić można, że do krypty wiodą duże, odlane z brązu wrota. Zaprojektował je poeta i rzeźbiarz Teofil Lenartowicz ilustrując siedem próśb modlitwy „Ojcze nasz” i nawiązując również do głównego dzieła Cieszkowskiego pod takim właśnie tytułem.

Dzieci były jednak bardziej zainteresowane innymi elementami wyposażenia kościółka. Na jednej z bocznych ścian, wisi mały obraz z wizerunkiem św. Walentego. Legenda głosi, że by zyskać gwarancję szczęśliwej miłości, należy dotknąć prawą ręką, lewej nogi świętego. Obraz jest powieszony dość wysoko, lecz w pogotowiu czeka odpowiedni stołek.


Z ciekawością przyglądaliśmy się też XVII wiecznemu obrazowi „Matka Boska przewijająca Dziecię Jezus”.

"Matka Boska przewijająca Dziecię Jezus"

Nie jest to popularny motyw w sztuce. Dzieci, przedstawiano raczej już zawinięte w powijaki, które były, przez wiele stuleci, powszechnie stosowane i zalecane.

Ścisłe krępowanie powijakami miało zapobiegać skrzywieniu ciała dziecka i przeciwdziałało wkładaniu przez nie różnych przedmiotów do ust. W Polsce, zaczęto odchodzić od tego zwyczaju już dość wcześnie. Jak cytuje Kuchowicz w książce „Człowiek polskiego baroku”, przyjeżdżający w XVII w. do Polski Francuz Jean Claude, pisał, że „polskie dzieci rzadko płaczą i zdaje się, że to dlatego, że się ich nie obwija powijakami. Mają wielką swobodę ruchów, podczas gdy we Francji są jak spętane”.

Chwilę zastanawiałyśmy się, w jaki sposób Maryja na obrazie, ma zamiar zawinąć w pieluszki swojego synka.

 

Później pojechaliśmy dalej, w okolice Murowanej Gośliny, gdzie znajduje się rezerwat „Śnieżycowy Jar”.

Droga do rezerwatu

Kilkukilometrowa trasa wiodła przez urokliwy, tajemniczy las do wąwozu, przez który przepływał kręty strumień. Tam ujrzeliśmy wreszcie białe połacie śnieżyc. Różnią się one od przebiśniegów, m.in. tym, że mają równe płatki, wszystkie zakończone zielono-żółtymi plamkami. Śnieżyczka przebiśnieg ma natomiast płatki nierówne i tylko na tych krótszych widać zielony kolor.

Śnieżyca wiosenna

Idąc wąwozem, należy trzymać się zbudowanej specjalnie drewnianej kładki. Śnieżyce są bardzo wrażliwe na wydeptywanie i z roku na rok coraz bardziej oddalają się od drogi, rozprzestrzeniając się jednocześnie na coraz większy obszar.

Rezerwat "Śnieżycowy Jar"

Właściwie nie wiadomo skąd pojawiły się w Wielkopolsce, gdyż ich właściwym miejscem występowania są góry.

Dzieciom, nie jest trudno zrozumieć czym jest rezerwat i jak ważna jest ochrona rzadkich roślin, trudno im jednak pojąć, że niektórzy dorośli wyjeżdżając z rezerwatu zabierają śnieżyce do swoich ogrodów. Można przecież zasadzić cebulki przebiśniegów, które również bardzo cieszą. Mamy nadzieję, że te w naszym ogrodzie, też prędko się rozrosną i że nie powędrują zbyt daleko.

Zaczyna się wiosna, więc w ogrodzie podano mi już pierwszy obiadek na świeżym powietrzu.

Obiad w ogrodzie 

Odyseja Umysłu 2009

15.03.2009

 

Odyseja Umysłu to międzynarodowy konkurs dla dzieci i młodzieży, w nietuzinkowy sposób sprawdzający kreatywność, zdolność do rozwiązywania złożonych problemów i promujący grupową współpracę.

Odyseja Umysłu

Idea konkursu powstała w Stanach Zjednoczonych w 1978 roku. Każdego roku mają tam miejsce światowe finały drużynowych zmagań. W całym konkursie uczestniczy kilkaset tysięcy uczniów i studentów z całego świata.

 

W sobotę wzięła w nim udział również moja 10-letnia córka, wraz z grupą przyjaciół ze szkoły. Ich szkołę reprezentowały dwie dziecięce, siedmioosobowe drużyny. Każda drużyn opracowywała inny, z 6 zaproponowanych w konkursie problemów.

 

Dzieci, co tydzień spotykały się w szkole i pod opieką trenera przygotowywały się do konkursu. Ich zadaniem była realizacja przedstawienia „Zabawa w zabobony”.

Drużyna musiała samodzielnie napisać scenariusz, wykonać kostiumy i dekoracje, pamiętając ponadto o następujących założeniach:

- należało przedstawić dwa istniejące, udokumentowane zabobony (dokumentację sporządzano jeszcze dodatkowo)

- należało przedstawić wydarzenie inspirujące powstanie zupełnie nowego zabobonu własnego pomysłu

- w przedstawieniu miał się pojawić zabawny narrator

- jeden z kostiumów miał być noszony w tym samym czasie przez dwóch lub więcej członków zespołu

- w trakcie przedstawienia należało wykorzystując te same elementy dekoracji, zmienić scenografię

- maksymalny czas przedstawienia (z uwzględnieniem wniesienia dekoracji na scenę): 8 minut

- za jakąkolwiek pomoc dorosłych otrzymuje się punkty karne

 

Jakiś czas trwało uzgadnianie ostatecznej wersji scenariusza, własny kostium każde z dzieci przygotowało samo, w szkole trwały próby przedstawienia. Najbardziej pracochłonne, ale i najbardziej integrujące grupę było przygotowanie dekoracji. Ostatnie dni przed regionalnymi eliminacjami, wypełnione były spotkaniami, malowaniem, cięciem i klejeniem.

 

W sobotę, publiczność i komisja oceniająca obejrzała efekt końcowy. Byłam rzeczywiście zaskoczona jak sprawnie, dowcipnie i konsekwentnie dzieci współdziałały na scenie. Po przedstawieniu komisja pytała jeszcze drużynę o szczegóły dotyczące przygotowań, sprawdzając skrupulatnie samodzielność wykonania.

Zabawa w zabobony

Regionalne eliminacje konkursu trwały cały dzień. Zespoły brały jeszcze udział w rozwiązaniu postawionego przed nimi problemu spontanicznego, którego treści nie znały do ostatniej chwili.

Medal

Dzieci cieszyły się z całego dnia spędzonego razem, kibicowały sobie nawzajem, podziwiały pomysłowość innych drużyn i niezwykłość wykonanych prac.

Córka zachwycona była dziełem swoich przyjaciół z bratniej drużyny, reprezentującej tę samą szkołę. Ich zadaniem było skonstruowanie mechanicznego stworzenia, mającego wykonywać różne czynności „Prawie jak zwierzę”. Dzieci przedstawiły psa poruszającego się dzięki mechanizmowi zdalnie sterowanego auta. Pies potrafił też szczekać, a oczy świeciły mu się za sprawą latarek. Ta drużyna nie przeszła niestety do kolejnego etapu. Natomiast 7-osobowy zespół, w którym uczestniczyła moja córka, pojedzie za dwa tygodnie, na ogólnopolskie eliminacje do Gdańska.

Odyseja Umysłu

Bobrowe zwyczaje

14.03.2009

 

Grey Owl „Sejdżio i jej bobry”. Pamiętam, że gdy jako dziecko czytałam tę książkę, marzyłam by pojechać kiedyś do Kanady i tak jak indiańskie dzieci zaprzyjaźnić się tam z bobrami.

Grey Owl z małym bobrem

The story of Grey Owl

 

Okazuje się, że bobry spotkać można też znacznie bliżej. Nawet bardzo blisko domu. Czasami wystarczy wyjść na spacer.

Tak jak moja siostra, która opisuje jak to razem z dziewczynkami spotkała ślady bytowania bobrów, bardzo blisko Poznania, w zakolach rzeczki Głuszynki.

 

“Ostatnie zimowe tygodnie zdawały się być nieprzyjazne spacerowiczom, gdy więc słońce nieśmiało zaczęło przebijać się zza chmur, wyruszyłyśmy czym prędzej poszukać oznak żyjącej przyrody. 

Po wejściu do lasu zobaczyłyśmy ślady pozostawione na resztkach śniegu przez podkute konie, biegające psy i ptaki poszukujące pożywienia. Dziewczynki poznały polankę z zasuszonymi źdźbłami i badylami, gdzie latem zbierały kwiatki na wianki i bukiety. Zafascynowane na wpół zamarzniętymi kałużami, przy każdej zatrzymywały się i patykiem przesuwały po całej powierzchni cienkie tafle lodu.

Później postanowiłyśmy zobaczyć, czy na pobliskiej rzeczce również znajduje się lód. Okazało się, że woda ani myślała schować się pod nim i płynęła sobie wartkim strumieniem. Zobaczyłyśmy też ciekawe pnie drzew leżące w poprzek koryta i mnóstwo świeżych wiórów na brzegu. Znać tu było niewątpliwie pracę bobrów – typowe ogryzienia przez potężne siekacze, którymi odłupują kawały twardego drewna.

ślady bytowania bobrów nad Głuszynką

W domu przeczytałyśmy więcej o tych największych w Europie gryzoniach. Zwierzęta te prawie wyginęły z powodu ich cennego futra i tzw. stroju bobrowego (gęsta wydzielina gruczołów zapachowych stosowana w lecznictwie). W drugiej połowie ubiegłego wieku przeprowadzono akcję zasiedlania bobrów, m. in. w Wielkopolsce, stąd też pewnie ich obecność w podpoznańskiej miejscowości.

Tu były bobry

Właściwym środowiskiem dla bobra są wolno płynące rzeki i jeziora o stromych brzegach porośniętych jego ulubionymi wierzbami, topolami i olchami. Słynne tamy stawia rzadko, nie zawsze też buduje żeremia. Robi to, gdy opada poziom wody lub zaczyna brakować drzew. Prowadzi raczej nocny tryb życia, więc bardzo trudno go zobaczyć.

Żerowanie bobrów polega na korowaniu cienkich gałązek olch i łóz. Latem do jadłospisu dodają liście, kłącza grzybieni, tataraku i kosaćców, a także owoce.

Drzewo i bobry

Ciekawostką jest fakt, że ze względu na charakterystyczny ogon przypominający rybę, dawniej wolno go było spożywać w czasie postu, natomiast brak było dyspensy na resztę ciała”.

 

Sejdżio i jej bobry należeli do indiańskiego plemienia Odżibwejów. Bóbr pomoże Ci nauczyć się kilku słów z ich języka: Gra