Archiwum z miesiąca: Kwiecień, 2009

Czas tulipanów

27.04.2009

 

Nie wiem czy istnieje na świecie kwiat, o większej niż tulipan ilości odmian. Do tej pory wyhodowano ich kilka tysięcy rodzajów, w najrozmaitszych kształtach i kolorach.

W XVII wieku, kiedy mania hodowli tulipanów ogarnęła Europę, kwiaty te mogły decydować o statusie majątkowym całych rodzin. Były źródłem niespodziewanych fortun i wielkich bankructw. Dzięki giełdowym spekulacjom, ceny niektórych cebulek kwiatowych osiągały niebotyczne rozmiary, płacono również ogromne kwoty za niszczenie tulipanów konkurencyjnych hodowców.

To oczywiście awanturnicze czasy płaszcza i szpady, malowniczo opisane przez Aleksandra Dumas’a w powieści „Czarny tulipan”, ale i dziś te piękne kwiaty potrafią wzbudzić wiele emocji. Zwłaszcza gdy trafi się do „tulipanowego raju” – ogrodów Keukenhof w Holandii.

Ogrody Keukenhof

Warto wygospodarować kilka wiosennych dni i pojechać tam razem z dziećmi, dla których nie brakuje w Holandii również dodatkowych atrakcji.

Jedną z nich, może być nocleg na kempingu Duinrell, usytuowanym na terenie parku rozrywki. Na miejscu znajduje się również – co ważne przy kapryśnej wiosennej pogodzie – kryty park wodny.

Z kempingu blisko już jest do Keukenhof, gdzie na kilkudziesięciu hektarach kwitną miliony roślin cebulowych: tulipany, hiacynty, szafirki, narcyzy i inne cudności.

tulipany w Keukenhof 

Co roku wymyślane są nowe aranżacje wśród drzew, trawy i wody, ale jedno pozostaje niezmienne: gwarancja przyjemnie spędzonego czasu. Dzieci odnajdą w ogrodach mnóstwo zaskakujących miejsc zabaw, mostków czy torów przeszkód.

Dorosłych zaskakują rozbrzmiewające wokół muzyczne koncerty i wyłaniające się z kwiatów rzeźby.

Jeden dzień spędziliśmy również w miniaturowym miasteczku Madurodam – Holandii, w mikroskali.

Madurodam 

Odnaleźliśmy tu nawet maleńki park wodny z kempingu Duinrell, kwiatowe piękności z Keukenhof i serowy targ z pobliskiego miasteczka Gouda.

Madurodam - miniaturowy targ serowy

W tym roku Madurodam zaprasza na wystawę „Ulica Sezamkowa” gdzie dzieci mają okazję spotkać serialowe postacie „na żywo”.

Warto zajrzeć też do średniowiecznego Delft, ojczyzny biało-niebieskiej ceramiki i wrócić znów do Keukenhof:)

kafle z Delft

Bardzo chciałabym by również w naszym ogrodzie, co roku kwitły tulipany. Jesienią posadziłyśmy z dziewczynkami dużo cebulek kilku odmian kwitnących w różnym czasie. Tulipany oprócz kolorów i kształtów, wyróżnia również ogromne bogactwo nazw.

Tulipany "Rosalie"

Tulipany “Rosalie”


My, postanowiłyśmy kolekcjonować te, które noszą nazwy baśniowe.

Mamy już tulipany „Pinokio”…

tulipany "Pinokio" w naszym ogrodzie

Tulipany “Pinokio” w naszym ogrodzie


…i „Czerwony Kapturek”.

Tulipany "Czerwony Kapturek" w naszym ogrodzie

Tulipany “Czerwony Kapturek” w naszym ogrodzie

Nasze "Czerwone Kapturki"

To również nasze “Czerwone Kapturki”


Miejmy nadzieję, że kupowanie tulipanowych cebulek już się zdemokratyzowało, i że nie osiągną już one nigdy pułapu XVII-wiecznych cen;)

Tulipany w naszym ogrodzie

Tulipany w naszym ogrodzie

O podróżach Arkadego Fiedlera

25.04.2009

 

„Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku.” Pierwszym krokiem w świat dla Arkadego Fiedlera, znanego podróżnika i pisarza, były wyprawy z ojcem na nadwarciańskie łąki. Tam, wśród dębów i motyli zaczął snuć swe marzenia o dalekich krajach.

Rogaliński dąb

Rogalin

O tym, jak ważne jest by starać się spełniać swoje marzenia, opowiadał – w ramach kolejnego spotkania na Uniwersytecie dla Dzieci – wnuk Arkadego Fiedlera.
Podobało mi się w tym wykładzie, podkreślenie znaczenia poznawania świata najbliższego nam, tego by interesować się przyrodą wokół domu, by tak właśnie nauczyć się kochać rośliny i zwierzęta.

Uniwersytet dla Dzieci w Poznaniu

 

Dęby nad Wartą były dla Arkadego Fiedlera pierwszą puszczą i wśród nich zaczął marzyć o ogromnych motylach jeszcze bardziej kolorowych, niż te które łapał z ojcem.

Kolekcję motyli i inne, osobliwe zbiory ze swych podróży, gromadził Fiedler w swoim domu w Puszczykowie, który jest zarazem już od dawna, bardzo ciekawym muzeum. Ekspozycja cały czas się powiększa, a prowadząca muzeum podróżnicza rodzina Arkadego Fiedlera ma wciąż nowe pomysły. Radosław Fiedler opowiadał o nich dzieciom, o swoich wspomnieniach związanych z dziadkiem, o tym jak otwierał z nim kufry pełne egzotycznych pamiątek. Dzieci zainteresowane były bardzo historiami o zwierzętach: przywiezionej małpce, piraniach, wężu boa, wypchanych pająkach.

Arkady Fiedler

Muzeum Arkadego Fiedlera

 

Kiedy byłam dzieckiem, często jeździliśmy z rodzicami pociągiem do Puszczykowa, popularnego od lat, celu weekendowych wycieczek z Poznania. Wędrowaliśmy leśnymi ścieżkami i odwiedzaliśmy muzeum Fiedlera. Było to dla mnie zawsze duże przeżycie. Nie mogłam oderwać wzroku od rytualnych masek, spreparowanych ptaszników, skorpionów i ludzkich główek.

W domu mieliśmy całą kolekcję książek Arkadego Fiedlera. W szarej, komunistycznej rzeczywistości, egzotyczne podróże w nich opisywane były dla nas tym bardziej niesamowite. Najpierw oglądałam tylko znakomite fotografie, później już czytałam: „Wyspę Robinsona”, „Orinoko”, „Ryby śpiewają w Ukajali”, „Gorącą wieś Ambinanitelo” i najbardziej przeze mnie – miłośniczkę Indian – ulubioną książkę „Mały Bizon”.

Chciałyśmy z siostrą podróżować po świecie i zaczęłyśmy, zainspirowane muzealnymi ekspozycjami tworzyć w swoim pokoju hobbystyczne kąciki.

W kąciku geograficznym powiesiłyśmy na ścianie mapy z „Poznaj świat”, w kąciku przyrodniczym królowała kolekcja muszli, ptasich piórek, kamieni i przywieziony z Bułgarii zasuszony krab.

Teraz, moim dzieciom, jest w Polsce znacznie bardziej kolorowo, ale tak jak ja, lubią zbierać podczas spacerów przyrodnicze okazy, lubią czytać o podróżach i lubią kiedy babcia z dziadkiem jadą z nimi do muzeum w Puszczykowie.

Wycieczka Bobrowym Szlakiem

21.04.2009

 

Rozlewiska w starorzeczu Warty na terenie Rogalińskiego Parku Krajobrazowego, przyciągają w wiosenne weekendy wielu spacerowiczów z pobliskiego Poznania. Najwięcej z nich zatrzymuje się przy pałacu w Rogalinie, ale warto poszukać też w tej pięknej okolicy, trochę mniej znanych szlaków.

Dolina Warty w okolicach Czmońca

Wraz z moimi przyjaciółkami i gromadką naszych dzieci spędziłyśmy miło niedzielne przedpołudnie, na przyrodniczej wyprawie nadwarciańskimi łąkami. Chciałyśmy poszukać śladów bobrów na Bobrowym Szlaku” edukacyjnej ścieżce w okolicach Czmońca. Na początek jednak poświęciłyśmy trochę czasu na poszukiwanie samego szlaku.

Przy głównej drodze, nie ma niestety żadnego drogowskazu ani tablicy informacyjnej, a jak to często bywa w naszym kraju, spotkani mieszkańcy wsi nic nie słyszeli o miejscowych atrakcjach.

Ostatecznie jednak udało nam się odnaleźć „Bobrowy Szlak”.

Jedna z tablic edukacyjnych na "Szlaku Bobrowym"

Wiódł łąkami, skrajem rozlewisk, czasami zagłębiał się w las.

Mostek

Dzieci goniły motyle, zbierały muszle wodnych ślimaków, szyszki i patyki.

Muszle

Widzieliśmy przelatującego nisko bociana, duże gniazdo na wysokiej sośnie, ptasie dziuple i polne stokrotki.

Znaleźliśmy również, skonstruowaną przez bobry, małą tamę i dotarliśmy do wybudowanej niedawno, 15 metrowej, drewnianej wieży widokowej.

Wieża widokowa na Szlaku Bobrowym

Można stąd podziwiać nadwarciańską panoramę i przelatujące ptaki. Na prośbę dzieci, weszłam z nimi na wieżę trzy razy:)

Uniwersytet dla Dzieci – “Porozumiewanie się ludzi kiedyś i dziś”

18.04.2009

 

Wykład o sposobach komunikowania się ludzi dawniej i dziś, miał miejsce na Dziecięcym Uniwersytecie jeszcze przed Wielkanocą.

Pismo klinowe

Dzieci oglądały na ekranie, zdjęcia glinianych tabliczek, pergaminowych ksiąg, najstarszych aparatów telefonicznych i radiowych, stary telewizor i komputer.

O papirusie

Radio

Działanie telegrafu, dzieci przyswoiły eksperymentalnie. Poznały znak „S.O.S.” i nauczyły się go wystukiwać.

S.O.S

Zgadywały gdzie wynaleziono druk, kiedy skonstruowano pierwszy telewizor i ile ważył pierwszy telefon komórkowy (40 kg!).

Prowadząca wykład opowiadała również o alfabecie Braille’a i pokazała na ekranie jak zapisać słowo „Mama”.

Alfabet Braille'a

Z największym zapałem, mali studenci powtarzali znaki alfabetu migowego. Nauczyli się też pokazywać w tym języku, zwroty: „Ja lubię zwierzęta” i „Ja jestem zły”.

Właśnie przed chwilą poprosiłam córki by przypomniały mi jak „wymigać” te zdania i okazało się, że dobrze wszystko zapamiętałyJ

Jedzcie stokrotki

15.04.2009

 

Podczas naszych wiosennych spacerów, znalazłyśmy na nadwarciańskich łąkach, kwitnące polne stokrotki.

Polne stokrotki

Można wpiąć je włosy…

Stokrotka we włosach

…albo schrupać.

Są jak najbardziej jadalne. Zawierają witaminę C i działają przeciwzapalnie.

Można sporządzić z nich syrop, który dodaje się do herbaty, w chorobach dróg oddechowych.

Znacznie przyjemnej jest jednak posypać małymi stokrotkami zupę lub – tak jak my – wiosenną sałatkę.

Kwiatki zdecydowanie dodają im lekkości.

Sałatka ze stokrotkami