Archiwum z miesiąca: Maj, 2009

W Bullerbyn

30.05.2009

 

Zbliża się Dzień Dziecka, a my na wygodnej kanapie czytamy w deszczowe dni, wydaną niedawno przez Zakamarki kolorową książeczkę „Dzień Dziecka w Bullerbyn”.

Astrid Lindgren "Dzień Dziecka w Bullerbyn"

To niepublikowane dotychczas w Polsce opowiadanie, zostało napisane przez Astrid Lindgren wiele lat po „Dzieciach z Bullerbyn”, ukochanej książce mojego dzieciństwa. By spędzić dzień w Bullerbyn, oddałabym kiedyś wiele i nie musiałby to być wcale Dzień Dziecka. Kerstin, dwuipółletnia główna bohaterka świątecznego opowiadania, też jest raczej zwolenniczką zwykłych, bullerbynowych chwil. Z rezerwą podchodzi do prób zorganizowania dla niej niezwykłego dnia. Woli popatrzeć sobie na kury i prosięta.

„Przecież możemy jej pokazać wszystko, co mamy tutaj, w Bullerbyn – zaproponowała Britta. – Jak ma być Dzień Dziecka, to niech będzie.” No właśnie, w Bullerbyn zwykłe dni wypełnione codziennymi zajęciami i prostymi zabawami były zawsze niezwykłe i cudownie magiczne.

Z przyjemnością przerzucam kartki nowej książki. Papier jest grubszy i nieco chropowaty, kojarzy się bardzo nostalgicznie. Ilustracje Ilon Wikland  są przepiękne.

Ja jednak ciągle lubię również ilustracje z mojej dziecięcej, mocno już sfatygowanej książki „Dzieci z Bullerbyn”.

"Dzieci z Bullerbyn" 

Kiedy trafiła w moje ręce była już trochę zaczytana przez starsze kuzynki. Jednak ślady długopisu na ilustracji przedstawiającej Bullerbyn są mojego autorstwa. Pewnego dnia, odrysowywałam domy przez kalkę:)

Zagrody w Bullerbyn

W tę czarnobiałą ilustrację wpatrywałam się wiele razy i wyobrażałam sobie w której zagrodzie mieszkam i jak układam w swoim pokoju, tkane na krosnach dywaniki w paski.

Książkę czytałam tyle razy, że nie potrafię już nawet oszacować liczby. Wracałam do niej też zawsze kiedy leżałam chora, z dużą gorączką i nie mogłam się skupić na żadnym innym tekście. Ta lektura przynosiła mi ukojenie i wewnętrzny spokój. Wiem, że w podobny sposób odbierają ją dzieci na całym świecie, choć podobno w Niemczech znacznie popularniejsza była lektura „Pippi Langstrumpf”. Być może w Polsce za żelazną kurtyną, bardziej tęskniliśmy do spokojnego arkadyjskiego świata, podczas gdy niemieckie dzieci były w tym czasie bardziej żądne przygód i społecznego wyzwolenia;)

W każdym razie, teraz kiedy jestem już dorosła, książkę czytam z równą przyjemnością i robię to często wraz z moimi córkami. Często czytamy również, niedostępne w czasach mojego dzieciństwa, obrazkowe wersje bullerbynowych przygód wydawane przez Wydawnictwo Zakamarki, takie właśnie jak „Dzień Dziecka w Bullerbyn”. Dzięki prostemu tekstowi i kolorowym ilustracjom, można czytać je już całkiem małym dzieciom.

Kiedy w zeszłym roku jechaliśmy do Szwecji, w drodze towarzyszyła nam, słuchana w aucie wersja audio „Dzieci z Bullerbyn”, czytana przez Irenę Kwiatkowską. Pod koniec lektury, dotarliśmy do Bullerbyn.

Sevedstorp

W wiosce, która naprawdę nazywa się Sevedstorp, rzeczywiście znajdują się trzy zagrody.

Trzy zagrody w Bullerbyn 

Tu nakręcono film o przygodach dzieci, a w Zagrodzie Środkowej wychowywał się ojciec Astrid Lindgren.

Ilustracja z książki "Przygody Astrid..." 

To opowiadane przez niego historie z dzieciństwa i przeżycia samej Astrid z rodzinnego domu w Nas koło Vimmerby dały początek książce. O wszystkim najlepiej przeczytać w „Przygodach Astrid – zanim została Astrid Lindgren” Christyny Bjork. To lektura obowiązkowa dla wszystkich dzieci i dorosłych podążających szwedzkim szlakiem pisarki.

W Bullerbyn zadziwia sielska atmosfera dawnej wsi.

ilustracja z książki "Dzień Dziecka w Bullerbyn" 

Huśtawka w Bullerbyn

Tam też znaleźliśmy, charakterystyczne dla całej Smalandii drewniane płoty, obecne nawet w tematycznym parku rozrywki w Vimmerby.

Drewniany, szwedzki płot

W „Świecie Astrid Lindgren” również zbudowano miniaturowe Bullerbyn. Mnie najbardziej zainteresowała różnojęzyczna tablica informacyjna z różniącymi się nieco wersjami imion głównych bohaterów książki.

"Świat Astrid Lindgren"

Jak przyjemnie pobyć w Bullerbyn i jak dobrze poprzez lekturę móc do niego wracać:)

cdn…

film "Dzieci z Bullerbyn"

Rozwiąż test sprawdzający znajomość książki “Dzieci z Bullerbyn”: TEST

Noc w muzeum

27.05.2009

 

Jest taka noc w roku, którą można spędzić wędrując po muzeach.

Niestety, nie sposób uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach, warsztatach i pokazach zorganizowanych w tym czasie w Poznaniu. Mam za to nadzieję, że widząc jak wielu ludzi odwiedza wtedy muzea, organizatorzy będą powielać podobne imprezy częściej, rozkładając je jednak w dłuższym okresie czasu.

My wybrałyśmy się nocną porą do Galerii Sztuki Polskiej XVI-XVIII w. Muzeum Narodowego, którą już odwiedzałyśmy razem, oglądając staropolskie stroje na portretach szlachty.

Tym razem sarmacką modę mogłyśmy podziwiać „na żywo”.

Staropolski strój

Stroje Netka

 

Stroje prezentowane były przez członków Wolnej Kompanii Sarmackiej z Wrocławia. Ten sam zespół przygotował też występ teatrzyku kukiełkowego.

teatrzyk kukiełkowy w muzeum

Obejrzeliśmy bajki: „Pan Twardowski”, “O Irence dziewczynce” i “Diabeł Boruta”.

Staropolskie przedstawienie kukiełkowe

W przerwach pomiędzy bajkami były rozmowy i konkursy dla dzieci. Mojej młodszej córce nie udało się wygrać „staropolskiej” szmacianej kukiełki, więc musiałam złożyć obietnicę, że wkrótce spróbujemy uszyć podobną:)

Najbardziej romantyczną historią była opowieść o miłości księcia i Irenki…

"O Irence dziewczynce"

…ale najbardziej trzymający w napięciu okazał się znany nam już przecież „Pan Twardowski”. Kilka miesięcy temu spotkałyśmy go również tutaj, na wystawie w muzeum, jako drewnianą zabawkę projektu Zofii Stryjeńskiej.

Zofia Stryjeńska "Pan Twardowski"

Teraz, dzieci zaciekawione śledziły jego „mrożące krew w żyłach” przygody w kukiełkowej opowieści, ubarwione obecnością diabła i wywołanego przez czarnoksiężnika, białego ducha Barbary Radziwiłłówny.

Przemierzając w drodze powrotnej muzealne galerie, minęłyśmy również ogromny obraz Wojciecha Gersona „Zjawa Barbary Radziwiłłówny”.

Wojciech Gerson "Zjawa Barbary Radziwiłówny"

Dziewczynki od razu skojarzyły namalowanego tu ducha z białą szmatką na kiju widzianą w przedstawieniu, a następnego dnia obudził mnie w domu podobny, niedużego wzrostu, duch w powłóczystych szatach, krążący wokół mego łóżka:)

Jajka w gniazdku

23.05.2009

 

Miałam około 10 lat, gdy postanowiłyśmy z siostrą przygotować dla rodziców niedzielne śniadanie. Umiałyśmy już oczywiście zrobić wiele rzeczy w kuchni, ale tym razem przejęłyśmy się bardzo poradami wyczytanymi w naszej podręcznej książce z przepisami. Książka nosiła tytuł „Trzeba umieć sobie radzić. Elementarz zajęć domowych dla dzieci”. Właśnie przeglądam rozdział o przygotowywaniu śniadania, z którego zaczerpnęłyśmy przed laty inspirację: „Normalnie zapewne nie kto inny tylko Twoi rodzice troszczą się o to, by każdy z domowników był rano należycie nakarmiony. Jednak w dni wolne od zajęć szkolnych możesz im zrobić przyjemną niespodziankę, podając smakowite śniadanko. (…) Przy specjalnej okazji możesz przygotować dla wszystkich jakąś oryginalną potrawę, na przykład jajko w gniazdku.”

Do przyrządzenia jajek w gniazdku należało przygotować następujący sprzęt: 1 szklanka, 1 deseczka, 1 duża patelnia, 1 szeroki nóż, 2 talerzyki i (o zgrozo!) 1 tasak. Nie przypominam sobie byśmy posłużyły się z siostrą jakimkolwiek tasakiem, pamiętam natomiast proces przygotowywania tej oryginalnej i zachwalanej jako prosta, potrawy.

Zgodnie z instrukcją, wycięłyśmy szklanką otwory w skibkach chleba. Natkę pietruszki, którą autorzy książki zalecali posiekać tasakiem, pokroiłam zapewne zwykłym nożem. Później rozgrzałyśmy na patelni margarynę i jak zalecano, obsmażyłyśmy kromki chleba po 1 minucie z każdej strony. Następnie wbiłyśmy jajka do otworów w chlebie. Na tym etapie, przepis na jajka w gniazdkach przestał się nam już wydawać prosty. Białko nie ścinało się tak szybko, jak postępowało czernienie przypiekanego chleba. Zgodnie jednak z dewizą „Trzeba umieć sobie razić”, zdecydowałyśmy się po prostu zakończyć smażenie. Efekty naszej pracy ułożyłyśmy na talerzykach, posypałyśmy pietruszką i obudziłyśmy rodziców. Do dziś podziwiam ich za to, że zjedli wtedy bez słowa skargi spalony chleb z prawie surowym jajkiem. Twierdzili nawet, że było to „smakowite śniadanko”.

Kiedy więc moja córka postanowiła pewnego dnia przyrządzić „sadzone jajka w bułce”, trochę się zaniepokoiłam. Przepis zaczerpnęła z czytanej ostatnio przez nią z upodobaniem „Książki kucharskiej dla dzieci Cecylki Knedelek”.

Przepis na jajka sadzone Cecylki Knedelek

Wieczorem przygotowała wszystkie potrzebne składniki i sprzęt, a ja upewniłam się, że w tej książce nie zaleca się już używania tasaka!

Następnego dnia, budzik w pokoju córki zadzwonił już o 7:00, a niedługo potem zostałam zaproszona do stołu. Co ciekawe, bułka była chrupiąca, jajko usmażone, a całość bardzo smaczna.

Jajko w gniazdku

Cecylka Knedelek musiała zdecydowanie więcej eksperymentować przy udoskonalaniu tej potrawy niż autorzy „Trzeba umieć sobie radzić”. Kiedy bowiem jajka smażą się na patelni, bułeczki bezpiecznie pieką się w tym czasie w piekarniku. Wystarczy tylko przełożyć jajka do wydrążonych bułek i obudzić rodziców:)

 

Joanna Krzyżanek “Cecylka Knedelek, czyli książka kucharska dla dzieci”, Wydawnictwo Jedność, 2007

Paleontologia dla dzieci

22.05.2009

 

Nie ma chyba dziecka, które nie chciałoby odkopać kiedyś w pobliskiej piaskownicy szkieletu dinozaura. Wszystkie chyba wierzą, że jest to możliwe.

Moje córki spotkały już w swoim życiu kilka dinozaurów. Najczęściej czytamy o nich w książkach, ale zdarzyło nam się też już „ćwiczyć wydobywanie” szkieletu z gipsowego „zestawu małego paleontologa”.

Znacznie rzadziej niż dinozaura, można za to chyba spotkać prawdziwego paleontologa. Taką okazję mieli jednak mali studenci naszego poznańskiego Uniwersytetu Dziecięcego.


„Wędrówka do przeszłości, czyli nie tylko o dinozaurach” – to tytuł wykładu dr Błażeja Berkowskiego, który przybył ubrany w strój i kapelusz prawdziwego badacza skamieniałości.

"Moja pierwsza encyklopedia" Larousse 

“Moja pierwsza encyklopedia” Larousse


 

Opowiedział dzieciom kim jest paleontolog, jakich narzędzi używa i jakie rodzaje skamieniałości bada, prezentując przy tym ciekawe, obrazujące wszystko slajdy. Nam najbardziej podobał się ten, wyjaśniający w jaki sposób szczątki zwierząt znajdowane są w głębokich warstwach ziemi, a także przedstawienie historii Ziemi jako ogromnej książki grubej (długiej) na 250 km, z której każda kartka to 1 rok.

Dr Berkowski zachęcał też dzieci do bliższego poznania Silezaura, polskiego dinozaura niedawno znalezionego w Krasiejowie. Musimy wybrać się do niego z wizytą, a także do położonego bliżej nas, Parku Dinozaurów w wielkopolskim Rogowie.

 

Po powrocie do domu, sięgnęliśmy po albumy ze zdjęciami z naszej podróży po Wielkiej Brytanii. Jeden dzień spędziliśmy wtedy w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie, w którym aż tłoczno od wszelkiego rodzaju skamieniałości i dinozaurów.

"Moja pierwsza encyklopedia" Larousse (2)

“Moja pierwsza encyklopedia” Larousse


Jeden dzień to stanowczo za mało na wszystkie zgromadzone tam dziwy i atrakcje, więc już wychodząc z muzeum bardzo chcieliśmy tam wrócić. Teraz domaga się też tego nasza młodsza córka, której nie było wtedy jeszcze na świecie, a która z zazdrością wysłuchuje relacji starszej siostry o przerażającym, zrekonstruowanym T-rexie, gnieździe dinozaurów…

Gniazdo dinozaurów w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie

…i największej zapamiętanej atrakcji: ciastku w kształcie dinozaura zjedzonym w muzealnej restauracji.

Foremka do wykrawania ciasteczkowych dinozaurów pojawi się więc pewnie wkrótce w naszym domu i w sklepie, i może uda nam się upiec słodkie gady podobne do tych na zdjęciu.

Ciasteczkowe dinozaury

Sprinklesandjimmies


Tymczasem zostałam zaproszona na ciasteczko z dinozaura do naszej piaskownicy:)

Ciasteczko-dinozaur

 


Zagraj z dinozaurami:
gry

Ślimak, ślimak pokaż rogi…

18.05.2009

 

Posiadacze ogródków nie cieszą się zazwyczaj z wizyt, obgryzających liście, ślimaków. Tak więc dwaj przedstawiciele tych sympatycznych zwierzaków, sunący niedawno przez naszą działkę, musieli zdziwić się niemało entuzjastycznym powitaniem jakie ich tu spotkało.

Ślimak 

Dostali się co prawda natychmiast do niewoli, ale myślę, że całkiem komfortowo spędzili u nas kilka dni. Moja młodsza córka przygotowała dla nich dwa wiaderka, wyłożone trawą i kwiatkami.

Hodowla ślimaków

Ślimaki polewane były wodą by nie wyschły, wyprowadzane na spacer…

Na spacerze

…zapraszane na smakołyki…

Śniadanko dla ślimaków 

…i namawiane do rozmnożenia się. Otrzymały imiona: Sara i Piotruś oraz wspólną sypialnię w jednym z wiaderek. Na noc wiaderko przykryte było sitkiem obciążonym kamieniem.

Sara czy Piotruś? 

Pamiętam, że kiedy jako dziecko przyniosłam z działki do domu moją ślimakową hodowlę, musiałam później długo poszukiwać moich ulubieńców w różnych kątach pokoju. Sarze i Piotrusiowi nie udało się jednak uciec, a może całkiem przyjemnie było im pod takimi opiekuńczymi skrzydłami?

Okazały się być bardzo towarzyskie i każdorazowo po tradycyjnej zachęcie: „Ślimak, ślimak pokaż rogi..” wychylały się ze skorupek. Wobec ich ewidentnej pojętności, postanowiłyśmy wypróbować znalezione w naszej domowej bibliotece, propozycje eksperymentów z udziałem ślimaków.

Ślimakowe eksperymenty 

Ten z zastosowaniem żyletki wydał się nam mimo wszystko zbyt drastyczny. Zaserwowałyśmy za to ślimakom pachnącą bananową skórkę.

Ślimaki zjadają banana 

Jakiś czas delektowały się nią, po czym pozostawione same, zaczęły próbować ucieczki. Trzeba przyznać, że choć konsekwentnie, to jednak z pewnym ociąganiem.

Nadszedł więc czas by spróbować namówić ich małą opiekunkę do zwrócenia im wolności. W końcu para uroczycie została przeniesiona na sąsiednią działkę porośniętą chaszczami, gdzie wg przekonania mojej córki urodzą im się wkrótce małe ślimaczki. Powodzenia Saro i Piotrusiu!

Znów ślimak