Archiwum z miesiąca: Sierpień, 2009

Tak kończy się lato…

30.08.2009

 

Za każdym razem noce robią się ciemne całkiem niepostrzeżenie. Jakiegoś wieczora w sierpniu wychodzi się na dwór i nagle wszystko jest czarne jak smoła, wielka ciepła czarna cisza otacza dom. Jest nadal lato, ale już ono nie żyje, zatrzymało się nie więdnąc i jesień już stoi u progu.”

Tak kończy się lato, które mała Sophia i jej babka spędzają na swojej wyspie w Zatoce Fińskiej.

Są tam właściwie same, tata dziewczynki nad czymś pracuje, czasami przypływa ktoś w odwiedziny lub to one płyną do miasteczka po pocztę.

W książce Tove Jansson „Lato” nie ma wartkiej akcji, w płynącym wolno i melancholijnie czasie, na niewielkim kawałku lądu otoczonym morzem, spotykają się babka i wnuczka. To ich przestrzeń, ich wspólny czas.

Tove Jansson "Lato"

„Wszystko było w porządku a jednak zgaszone głęboką melancholią. Był to sierpień z upalnymi i ładnymi pogodami, ale cokolwiek się zdarzyło, dla babki był to tylko czas, który dokładał się do czasu, tak jak wszystko jest tylko marnością i ściganiem wiatru.”

Babce chciało się często spać, musiała zażywać tabletki na serce, chodziła o lasce i czasami musiała szukać wypadającej jej sztucznej szczęki. Twierdziła „że kiedy człowiek robi się taki stary, jest cała masa rzeczy, w których nie można już brać udziału…” a jednak jak zauważyła Sophia nie było to prawdą. Babka „brała udział cały czas. Robiły dokładnie to samo”. Razem skradały się, chowały w krzakach, szukały wyrzuconych przez morze skarbów, włamywały się do domku sąsiednich letników. Inicjatorem wszelkich akcji była babcia, która na dodatek gorszyła często bojaźliwą Sophię swoim prowokacyjnym zachowaniem i używaniem przekleństw.

Tylko na nocleg w namiocie babka nie mogła już się zdecydować, choć „była w młodości komendantką harcerek i to w gruncie rzeczy było jej zasługą, że młodym dziewczętom pozwalano w owym czasie zostać harcerkami…”

„– Masz opowiedzieć, jak to jest być harcerzem i o wszystkim, co robiłyście – mówiła Sophia.

Bardzo dawno temu babka miała ochotę opowiadać o wszystkim, co robiły, ale akurat wtedy nikt o to nie pytał. A teraz ta ochota minęła.” Wielu rzeczy nie mogła już sobie przypomnieć, ale Sophia opowiadając o własnym noclegu w namiocie, pomogła jej przywołać przyjemne wspomnienia.

Babka umiała się bawić, cenić życie i niezależność, i w mądry sposób uczyła tego wnuczkę.

Czytając tę książkę zastanawiałam się czy babka i dziewczynka nie spotkały się na wyspie gdzieś poza czasem, będąc tak naprawdę tą samą osobą. Nie wiedziałam tylko czy samotne wakacje są udziałem dziecka, które rozmyśla o ważnych sprawach wyobrażając sobie posiadanie niezwykłej babci, czy też staruszka wraca we wspomnieniach do swojego dzieciństwa.

Cieszę się, że właśnie teraz, pod koniec lata, przeczytałam tę niezwykle melancholijną, ale też pełną humoru opowieść autorki cyklu o Muminkach.

 

W minionym tygodniu właśnie kolejny raz znalazłyśmy się “W Dolinie Muminków.” Czytaną przez Krzysztofa Kowalewskiego książkę, słuchałyśmy w czasie jazdy autem.

U naszych ulubionych trolli też nastał właśnie koniec sierpnia: “Nocami hukały sowy, a nietoperze krążyły bezszelestnie nad domem (…). W powietrzu było oczekiwanie i smutek, a księżyc wschodził wielki i złoty. Muminek zawsze najbardziej lubił ostatnie tygodnie lata, ale nigdy dokładnie nie wiedział dlaczego.”

Nasz ogród

Mama Muminka z okazji odnalezienia swojej torebki urządziła – kończące lato – przyjęcie.

My postanowiłyśmy wobec tego również miło zakończyć nasze wakacje. Zaczęłyśmy od przyrządzenia na śniadanie naleśników, choć zdecydowanie nie tak wielu jak Mama Muminka, która z powodu licznych gości rozrabiała ciasto naleśnikowe w wannie.

„Potem nikt już nie był w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko o wielkim festynie sierpniowym.” Festyn był akurat organizowany w firmie w której pracuję:)

festyn kończący lato

Po powrocie do domu, podobnie jak Muminki, pozapalałyśmy w ogrodzie lampki i latarenki.

„…iskrzyło od robaczków świętojańskich, a lampiony na drzewach, podobne do wielkich błyszczących owoców, kołysał nocny wietrzyk.”

Sierpniowa noc w ogrodzie

latarenka

Nie mamy niestety w ogrodzie robaczków świętojańskich, wieczór umilały nam za to świerszcze. Nie musiałyśmy wcale tak jak Tatuś Muminka „wynosić do ogrodu radia, nastawiając muzykę taneczną z zagranicy.” Świerszczyk grał tak głośno, że i na naszym tarasie, jak w Dolinie Muminków „zakipiało od tańca, podskoków tupania, wywijasów i trzepotu skrzydeł.” Dzięki blaskowi ognia, taniec „świerszczyka” można było oglądać w formie teatru cieni na ścianie naszego domu.

Taniec świerszczyka

“Teraz już chłodna jesień wkroczy do Doliny Muminków. Bo inaczej jakże mogłaby znowu przyjść wiosna?”


Dla mamy
: Tove Jansson „Lato”, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 1984

Dla dzieci: Tove Jansson „W Dolinie Muminków”, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2007


Artystyczne półkolonie w “Księdzeręce”

28.08.2009

 

Bardzo lubimy spędzać czas w poznańskiej KSIĘDZERĘCE. To bardzo ciekawe, pomysłowo zagospodarowane miejsce z sympatycznymi i pełnymi entuzjazmu gospodyniami, które stale zaskakują nowymi propozycjami na niekonwencjonalne warsztaty edukacyjne.

Spot i Księgaręka

W tym tygodniu dziewczynki spędzały tam ostatnie wakacyjne dni na Artystycznych Półkoloniach.

Półkolonie w Księdzeręce

Każdego popołudnia, wracając do domu, z wielkim entuzjazmem opowiadały mi o spędzonym dniu, pełnym miłych chwil i atrakcyjnych zajęć, w których sama chętnie wzięłabym udział:)

Były więc gry, zabawa i gonitwy w ogródku, smaczne posiłki, czas na odpoczynek przy ciekawych książkach i relaksacyjnej gimnastyce.

Każdego dnia dzieci poznawały inny taniec i słuchały opowieści o kulturze z której się wywodzi. W domu dziewczynki prezentowały mi układy taneczne z Bollywood i Afryki, flamenco, hip-hop i balet.

tańce

Bardzo angażowały się też w warsztaty plastyczno-teatralne, na których ze zwykłych przedmiotów tworzyły pomysłowe dzieła sztuki służące dodatkowo zabawie: aparaty fotograficzne, motyle, kukiełki, które zagrały później w przedstawieniu.

kartonowe aparaty fotograficzne 

Bardzo ciekawe były zajęcia fotograficzne, podczas których dzieci dowiedziały się jak utrwala się obraz, poprzez doświadczenia z użyciem starego aparatu i wywoływaniem zdjęć. Efektem są piękne, czarno-białe pamiątkowe fotografie.

Dziewczynki poznały też sporo nowych słówek francuskich podczas codziennych lekcji językowych, na których dziewięcioro dzieci podzielonych było na dwie grupy wiekowe.

Po całym tygodniu, trudno nam było opuścić gościnne progi Księgiręki i centrum SPOT, w którym się mieści. Dzisiejsze popołudnie spędziliśmy więc jeszcze w restauracyjnym ogródku gdzie zaaranżowano plażę z leżakami, koszami plażowymi i dużą trampoliną, nieopodal której znajduje się też wejście do roślinnego, wyciętego w chaszczach tunelu.

Wakacyjna Księgaręka

We wrześniu rozpoczyna się nowy warsztatowy sezon w „Księdzeręce” i dziewczynki już namawiają mnie na kolejne zajęcia:)

Weekendowe żeglowanie

27.08.2009

 

Na żaglówkę zaprosili nas znajomi, prowadzący na Jeziorze Kierskim w Poznaniu, szkółkę dla dzieci uczących pływać się na małych „Optymistach”.

żaglówki na Jeziorze Kierskim 

Podczas każdych zajęć, dwoje dorosłych ma pod opieką ok. 6 małych żeglarzy, którzy niezmordowanie uczą się opanowywać ster, żagiel, dobijanie do brzegu i żeglarskie węzły.

żeglarski węzeł

Dziewczynki podziwiały ich umiejętności, ale największe wrażenie zrobiła na nas dziesięcioletnia córka naszych znajomych, z powodzeniem sterująca już całkiem dużym jachtem, którym pływaliśmy wespół z instruktorami szkółki po, bądź co bądź, wymagającym jeziorze.

żeglujemy

na jachcie

W czasie jazdy autem, słuchamy akurat czytanej przez Krzysztofa Kowalewskiego książki „W Dolinie Muminków”, w której nasi ulubieńcy pływają po morzu swoją łodzią żaglową, o nazwie odpowiadającej temu, co spotyka ich na każdej stronie powieści – „Przygoda”.

 

 

Dla nas żeglowanie po spokojnych wodach Jeziora Kierskiego, też było bardzo miłą przygodą:)

Rodzicom małych mieszkańców Poznania, którzy chcieliby by ich pociechy uczyły się żeglowania w bezpiecznej i przyjaznej dzieciom szkółce, prześlemy dane kontaktowe mailowo.

Ahoj!

żaglówka

Muzeum Przyrodnicze w Jeziorach

25.08.2009

 

Kiedy mama spędzała piękny, letni dzień w biurze, jej córki pojechały wraz ze swoją ciocią, na jedną z ostatnich wakacyjnych wycieczek. Mamie pozostało tylko obejrzeć zdjęcia i przeczytać relację:

W bliskim sąsiedztwie mojego domu rozciąga się Wielkopolski Park Narodowy. Już w 1922 roku wybitny biolog i botanik Uniwersytetu Poznańskiego, prof. Adam Wodziczko, wystąpił o utworzenie parku narodowego wokół Osowej Góry, jednak ostatecznie powstał on dopiero w 1957 roku. Na terenie parku, w 1941 roku, został wybudowany pałac, który był rezydencją Arthura Greisera, namiestnika Rzeszy w kraju Warty, wsławionego brutalną germanizacją i eksterminacją Polaków. Obecnie w pałacu mieści się dyrekcja Wielkopolskiego Parku Narodowego oraz Muzeum Przyrodnicze. Właśnie do niego wybrałyśmy się z dziewczynkami w czasie jednego z upalnych dni wakacji.

Muzeum Przyrodnicze w Jeziorach

W pierwszej sali naszą uwagę zwrócił wielki kominek, który ozdobiony był kafelkami z niemieckimi nazwami wielkopolskich miejscowości. Większość tych nazw, razem ze starszą z dziewczynek, rozszyfrowałyśmy (np. Schrimm = Śrem, Jarotschin = Jarocin). Znalazłyśmy też kafelek z rysunkiem wyspy zamkowej, którą później zobaczyłyśmy „na żywo”.

kominek w "Greiserówce"

W muzeum podziwiałyśmy scenki z życia zwierząt, które spotkać można w WPN. Również kolekcje ptaków i owadów wprawiły nas w zachwyt. Znalazłyśmy chyba wszystkie gatunki ptaków i motyli, które wcześniej spotykałyśmy w pobliżu naszych domów, wspomnę tu choćby dzięcioła zielonego, szczygła, kopciuszka czy bażanta, a z motyli pazia królowej, różne rusałki, karłątki, czerwończyki i modraszki.

zwierzaki

 

ptaki

dziupla dzięcioła

Dziewczynki zainteresowały się także interaktywnym przewodnikiem po muzeum, a ściślej rzecz biorąc grami, w jakie można z nim zagrać:)

gra w muzeum

wygrają prawdziwki czy muchomory?

Po wyjściu z budynku muzeum udałyśmy się na parking i już chciałyśmy odjeżdżać, gdy naszą uwagę zwróciły tablice ze zwierzętami i tajemniczy znak sowy.

za znakiem sowy...

Ruszyłyśmy wzdłuż strzałek i okazało się, że jest to ścieżka dydaktyczna z elementami sportowymi. Była tam ścieżka ze zróżnicowaną fakturą (piasek, szyszki, kamienie, kasztany, drewno), którą należało przejść boso…

tor przejścia "na bosaka"

…był tor do skoku w dal, plansze z rebusami przyczepione do „ławek szkolnych” i oczywiście tablice z informacjami o różnych atrakcjach przyrodniczych. Niedaleko tablicy informującej o bobrach, znalazłyśmy pień nadgryziony przez te zwierzęta.

niespodzianki ścieżki edukacyjnej

Na chwilę odpoczynku zatrzymałyśmy się na małym drewnianym pomoście z widokiem na Jezioro Góreckie i Wyspę Zamkową. Niestety, nie udało nam się dostrzec ruin zamku, najlepiej to robić od późnej jesieni do wczesnej wiosny, gdy nie zasłaniają ich liście drzew. Zamek zbudował w 1825 roku Tytus Działyński w prezencie ślubnym dla swojej siostry Klaudyny z Działyńskich Potockiej, później służył jako kwatera wojskom powstańczym.

O zamku 

Przeczytałyśmy w przewodniku, że zamek na wyspie nawiedza duch Stanisława Górki, który w XVI wieku był wojewodą poznańskim, a człowiekiem złym i niegodziwym. Jego corocznej wizycie na wyspie towarzyszą grzmoty i krakanie kruków. Niektórzy twierdzą, że duch Stanisława Górki pojawia się pod postacią ogromnego psa, biegnącego wzdłuż brzegów jeziora.

Wyspa Zamkowa

Po odpoczynku wspięłyśmy się stromą ścieżką prowadzącą na parking…

mała wspinaczka

… a tu znowu zobaczyłyśmy dziwne ślady. Okazało się, że są to ślady lisa, dzika i jelenia, biegnące wydeptanymi przez nie ścieżkami, raz po raz krzyżujące się wzajemnie.

ślady

Idzie rak nieborak

24.08.2009

 

Kiedy w zeszłym roku spędzaliśmy letnie wakacje w Szwecji, trwały tam wielkie przygotowania do sezonu rakowego. W każdym większym sklepie, wyeksponowane było stoisko ze sprzętem do połowu raków, specjalnymi naczyniami do ich przygotowywania i podawania,  sztućcami, talerzami i serwetkami z okazjonalnym motywem.

Święto Raków w Szwecji

hd

 

Okazuje się, że tradycyjne szwedzkie Kräftskiva bywa obchodzone również w Polsce. Moja siostra zabrała na nie dziewczynki:


Gdy czytałam pierwszy raz „Dzieci z Bullerbyn”, a potem gdy wielokrotnie do nich wracałam, zawsze fascynował mnie fragment o wyprawie na raki, która zwiastowała koniec wakacji.

"Łowimy raki" fragment "Dzieci z Bullerbyn" 

Choć w staropolskiej kuchni często podawano potrawy z raków, obecnie nie jest to u nas popularne danie. Wpływ na to ma z pewnością fakt, że coraz trudniej spotkać w Polsce czyste jeziora, a rodzime gatunki raków, jak szlachetny i błotny, zastępowane są pospolitymi gatunkami północnoamerykańskimi.

W Szwecji wody są mniej zanieczyszczone, a tym samym raki są ich liczniejszymi mieszkańcami. Sposób podawania i ich smak stara się ostatnio przybliżyć duży sklep z artykułami wyposażenia wnętrz. Akcja pod hasłem „Kräftskiva czyli Święto Raków” zwabiła mnie i dziewczynki do sklepowej restauracji.

Jeszcze nigdy nie jadłyśmy raków, więc byłyśmy ciekawe, jak smakują. Młodsza z dziewczynek nie odważyła się spróbować, ale zaciekawił ją pancerzyk stawonoga, jego wyraźnie widoczne oczy, czułki i odnóża, a w szczególności szczypce. Starsza zjadła kawałek i stwierdziła, że w smaku przypomina krewetki, które bardzo lubi. Mnie również smakowały, choć wolałabym jeść je na ciepło.

raki w Ikei

Po zaspokojeniu głodu poszłyśmy zobaczyć nowy plac zabaw dla dzieci. To miejsce to Czarodziejski Las w Smålandii.

Smalandia w Ikei

Wchodzi się do niego przez ogromny koszyk z jagodami, a basen z piłeczkami do zabawy to też jagody z wielką łopatką służącą do wspinaczki.

Ikea w Poznaniu

Między wielkimi brzozami rozpostarta jest pajęcza sieć ze schwytanymi muchami, po której można chodzić, jest wielki chodak, w którym można się schować, szklany tunel, kącik domowy, można też porysować lub poczytać. Dziecko na pewno zgubi tu nadmiar energii, a rodzice będą mogli w spokoju zrobić zakupy.

Szwecja i raki