Archiwum z miesiąca: Marzec, 2010

Jak bawiły się polskie dzieci w XVIII wieku

27.03.2010

 

Dla moich dzieci, jedną z ulubionych części opowieści z cyklu „Opowiedz nam jak byłaś mała, mamo…” jest wspominanie moich starych zabawek. Niektóre z nich przetrwały i były jeszcze używane przez dziewczynki na różnych etapach ich życia. Te, których już nie ma obrosły mityczną aurą magicznych przedmiotów.

Pamiętam, że z podobną ciekawością lubiłam słuchać opowiadań moich rodziców i cioci o ich zabawkach. Wydawało mi się wtedy, że musiały być niesamowicie piękne i niezwykłe, zwłaszcza te sprzed wojny, o których opowiadała ciocia. Myślę, że i wcześniej dzieci też rozmawiały ze swoimi rodzicami o ich zabawach, które często powtarzały się od wieków w niewiele zmienionej formie, a tradycyjne zabawki też niewiele się czasami zmieniały.

 

O tym czym bawiły się dzieci w XVIII wieku nie dowiemy się już raczej z przekazów ustnych. Pozostały na szczęście wspomnienia i stare ryciny. To właśnie na ich podstawie Katarzyna Kabacińska napisała książkę „Zabawy i zabawki dziecięce w osiemnastowiecznej Polsce”.

Katarzyna Kabacińska "Zabawy i zabawki dziecięce w osiemnastowiecznej Polsce"

Po jej przeczytaniu nie sposób oprzeć się refleksji nad kulturową ciągłością i ponadczasową rolą zabawy. Podstawowy kanon zabawek powstał zasadniczo już w średniowieczu, a kolejne epoki tylko go powielały dodając charakterystyczne dla danego okresu formy. Jednak istnieją również zabawy odnoszące się do realnych sytuacji życia i one właśnie są w pewnym sensie zawsze typowe dla danego czasu.

Jak bawiły się polskie dzieci w XVIII wieku, przeczytamy w książce. Niemowlętom śpiewano, kołysano je, starszym trochę dzieciom recytowano różne rymowanki połączone czasem z zabawami ruchowymi, klaskaniem czy wyliczaniem.

Oto przykłady takich wyliczanek. Czy nie brzmią czasami znajomo?

 

„Koci koci łapki,

Pojedziem do babki.

Da nam babka kaszki

A dziadek okraski”

 

„To tu kokoszka jagiełki warzyła,

W dziobek się sparzyła,

Temu dała, temu dała,

I het poleciała,

Do rzeczki

Po czerwone dla Ignalka (Zosi etc…;) trzewiczki.”

 

Jeszcze starsze dzieci bawiły się bąkiem, puszczały latawce, grały w bierki, jeździły na łyżwach, bawiły się w chowanego. Inne popularne zabawy to ślepa babka, toczenie obręczy, huśtawka, jazda na drewnianym koniku, ale też śpiew, muzyka, rysowanie, opowiadanie bajek i zabawy naśladujące rzeczywistość: musztra, wesele, taniec, a nawet udział w nabożeństwach czy pogrzebach. Dzieci bawiły się bardzo często na powietrzu nawlekając na źdźbła trawy jagody, kwiatki, plotąc wianki czy strugając fujarki.

 Chodowiecki "Zabawy dziecięce" 1785

Chodowiecki “Zabawy dziecięce” 1785

 

Ciekawe wspomnienia można przeczytać w przytoczonych w książce fragmentach pamiętników. Henrietta z Działyńskich Błędowska w taki np. sposób przekazuje swojej córce wiadomości o jej prababce, wydanej za mąż w wieku dziesięciu lat za Augusta Działyńskiego: „Nieraz szukano pani wodziny, którą znajdywano z dziećmi na ulicy, górki z piasku sypiącą.”

 

Sporo miejsca w książce poświęcono również bardzo różnorodnym zabawom uczniowskim i zabawom związanym ze świętami.

Musimy też pamiętać o tym, że w źródłach pisanych pozostawiono głównie wspomnienia zabaw dzieci z wyższych stanów społecznych. Zabawy dzieci wiejskich, na które zarówno one same, jak i ich opiekunowie nie mieli dużo czasu, były wzorowane na obserwowanych czynnościach dorosłych. Maluchy, pasąc bydło, biegały po polach i łąkach, ciesząc się dużą swobodą. Same wykonywały najprostsze zabawki. Podobnie, niestety, przedstawiała się sytuacja dzieci biedoty miejskiej. Ich najczęstszą rozrywką był udział w różnego rodzaju przedstawieniach ulicznych.

Książka to pełne kompendium wiedzy o oświeceniowych zabawach w Polsce i bardzo ciekawy zbiór wspomnień.

 

Katarzyna Kabacińska „Zabawy i zabawki dziecięce w osiemnastowiecznej Polsce”, Wydawnictwo Poznańskie 2007

/

Serwisy dla lalek

19.03.2010

 

Kiedy ten śliczny włóczkowy serwis dla lalek dotarł do naszego sklepu, dziewczynki oniemiały z zachwytu.

Włóczkowy serwis do herbaty

Starsza od razu zapragnęła nauczyć się szydełkować:)

Choć w czasach licealnych, wydziergałam na drutach sporą ilość swetrów o skomplikowanych wzorach, to z szydełkiem nie miałam okazji się zaprzyjaźnić, a jedynym moim dziełem pozostała lekko ściągnięta okrągła serwetka, wykonana na szkolnych zajęciach praktyczno–technicznych. Nie pomyślałabym wtedy, że na szydełku można zrobić takie cudeńka.

 

W dzieciństwie miałyśmy z siostrą dwa serwisy lalkowe. Jeden z nich plastikowy, przetrwał nasze zabawy i służy do dziś naszym starym zabawkom:)

Stary serwis dla lalek z plastiku

Drugi, porcelanowy, przeżył wiele naszych kulinarnych eksperymentów. Sok z ogórków rozlewany z dzbanka do małych filiżanek był przepyszny. Przegryzałyśmy go kolorowymi cukierkami układanymi w miniaturowej miseczce. Z całego kompletu, odziedziczonego już zresztą w zdekompletowanej lekko formie po naszych kuzynkach, ostały się zaledwie cztery sztuki miniaturowej porcelany, którą teraz przechowuję już na najwyższej półce kredensu.

Porcelanowy serwis dla lalek

Miniaturowe serwisy, służyły kiedyś młodym dziewczętom – podobnie jak domki dla lalek – do nauki gospodarowania i opanowania dobrych manier. Od XVIII wieku zaczęto produkować je jako zabawki dla dzieci z bogatych domów. Dziś stanowią często atrakcyjny przedmiot zainteresowania dla kolekcjonerów. Trudno się dziwić, bo niektóre z nich są naprawdę piękne. Ciekawe ja smakowałby pity z nich sok z ogórków;)

Serwisy dla lalek

źródła zdjęć: welovepolishpottery, theteasmith, oldworldpottery, oneinchworld

/

Dzieciństwo w starożytnej Grecji

13.03.2010

 

Historia o Filemonie i Baucis przeniosła nas na jakiś czas do starożytnej Grecji. Dziewczynki całkiem sporo już o niej wiedzą, zwłaszcza starsza – po tegorocznych lekcjach historii w szkole i ostatniej lekturze „Przygód Odyseusza”.

Młodszą interesowało najbardziej codzienne życie greckich dzieci i jej starsza siostra opowiedziała jej o spartańskich niemowlętach zrzucanych ze skały.

To chyba najbardziej znany wątek związany z życiem w Sparcie – jednym z głównych polis greckich.

Podstawowym źródłem wiedzy o wychowaniu w Sparcie jest „Żywot Likurga” Plutarcha. Pochodzi on z I/II w. n.e., a źródła pierwotne z których korzystał Plutarch, w większości nie zachowały się. Właśnie Plutarch pisał, że o życiu dziecka w Sparcie decydowali najstarsi mężczyźni, a słabe i chore dzieci nie były raczej strącane w przepaść lecz porzucane w górach. Rodzina nie mogła w żaden sposób ich uratować.

 

W trochę lepszej sytuacji były niemowlęta z innych greckich państwmiast. Po narodzinach były przez matkę prezentowane ojcu. Jeśli ten wątpił w swoje ojcostwo lub jeśli dziecko było upośledzone, jak również było kolejną w rodzinie dziewczynką, także je porzucano. Często jednak w specjalnym miejscu, gdzie mogło zostać zabrane przez innych obywateli i wychowane na niewolnika. Stosowną ilustrację znalazłyśmy w bardzo ciekawej książce dla dzieci „Świat starożytny”.

Porzucanie dzieci w starożytnej Grecji

Tam również poczytałyśmy o greckim dzieciństwie:

„Siódmego dnia po narodzinach dziecka, drzwi frontowe domu dekorowano girlandami z gałęzi oliwki, kiedy przyszedł na świat chłopiec lub z wełny, gdy urodziła się dziewczynka. Rodzina składała ofiarę bogom i wydawano ucztę dla krewnych.”

Podczas tej uroczystości obnoszono dziecko wokół ogniska i nadawano mu imię.

Dzieciństwo w starożytnej Grecji

Jako piastunki do dzieci, zatrudniano często w Atenach Spartanki, które słynęły z dobrego zdrowia i umiejętnych, chociaż surowych metod wychowawczych, wg których same zostały przecież wychowane.

Odpowiedzialność za losy spartańskiego dziecka po ukończeniu szóstego roku życia przejmowało państwo, a celem wychowania było ukształtowanie nieustraszonego żołnierza. Mężczyźni większość czasu spędzali od dziecka we własnym gronie, a styl ich życia powodował zanik wszelkich indywidualnych cech i uzdolnień. Najważniejszymi przedmiotami edukacji były ćwiczenia atletyczne, taniec i posługiwanie się bronią, a muzyki i poezji uczono w tylko w niewielkim stopniu.

Wychowanie w starożytnej Sparcie

źródło: miesięcznik “Kumpel” 4/2008

 

Dzieci hartowano poprzez chodzenie boso i prawie nago, rzadką kąpiel, spanie na własnoręcznie zebranej trzcinie. Wyżywienie było niewystarczające, zachęcano więc chłopców do kradzieży żywności w okolicznych gospodarstwach podległych chłopów. Raz w roku odbywały się zawody, w czasie których chłopcy byli bici. Sprawdzano, który wytrzyma najdłużej bez krzyku.

O wartości życia dziewczynki stanowiła jej przydatność do rodzenia silnych i zdrowych dzieci.

Dziewczynki w starożytnej Sparcie

W edukacji ateńskiej również przykładano wielką wagę do tężyzny fizycznej, która powinna jednak łączyć się w dużym stopniu z umiejętnością gry na instrumentach, recytowania poezji i sztuką przemawiania. Do szkoły uczęszczali oczywiście tylko chłopcy, a dziewczynki uczone były w domu przez matki.

Szkoda, że niemożliwe jest już bliższe poznanie tego odległego świata.

Zabawy w starożytnej Grecji

 

S. Peach, A. Miliard „Grecy” w: „Szkolny przewodnik – starożytny świat”, Wydawnictwo RTW, Warszawa 1998

/

Zupa jarzynowa Baucis (i Filemona)

07.03.2010

 

„Baucis nie była żadną boginią, tylko skromną staruszką żyjącą wraz ze swym mężem–staruszkiem o imieniu Filemon w chatce za miastem, na wzgórzu.”

 

– tak zaczyna się rozdział poświęcony gotowaniu zupy jarzynowej, w jednej z naszych ulubionych książek dla Dzieci Kulinarnych – „Całuski Pani Darling”. Uwielbiam gawędy pani Małgorzaty Musierowicz, więc znów oddaję jej głos:

 

„Któregoś późnego wieczoru do drzwi ich chatki zapukali dwaj nieznani wędrowcy. (…) Filemon i Baucis nie uchybili świętemu prawu gościnności i zaprosili nieznajomych do wnętrza. Jak się okazało, wędrowcy obeszli przedtem całe miasto, prosząc o nocleg, i wszędzie zamykano im drzwi pod nosem. Staruszkowie, nie zważając na późną porę, rozniecili ogień i usadowili przybyszów za stołem.”

 

Przybyszami okazali się być greccy bogowie – Zeus i Hermes, którzy ze smakiem spożyli zupę ugotowaną z warzyw z ogródka, a w trakcie jedzenia zamienili zastawę glinianą na złotą i pomnożyli potrawy. Rozpoznani przez staruszków, którzy chcieli zabić nawet na cześć gości swą jedyną gęś, bogowie odwdzięczyli się w specyficzny sposób. Niegościnne miasto zostało zatopione, mieszkańcy zamienieni w żaby, a w ogródku Baucis i Filemona pojawiła się wspaniała świątynia, w której staruszkowie pełnili służbę kapłańską do czasu swej wspólnej śmierci, kiedy to przemienili się w zrośnięte korzeniami drzewa.

 

Mityczna historia spotkała się z zainteresowaniem dziewczynek, choć młodsza wyraziła powątpiewanie czy postawienie świątyni w ogrodzie jest właściwą zapłatą za gościnność: „Mamo, chciałabyś takie coś?” – zapytała;)

Przedstawienia tej mitologicznej sceny podjęło się wielu malarzy. Obejrzałyśmy obrazy Elsheimera, Rubensa, Rembrandta i Ryckaerta

Filemon i Baucis w malarstwie

…a potem przystąpiłyśmy do ugotowania zupy jarzynowej. Pani Małgorzata Musierowicz zachęca by „wyobraźnia Dziecka ruszyła do akcji i Dziecko spróbowało odgadnąć, co też za jarzynki wchodziły w skład owego dania. Czy ziemniaki były znane w Grecji starożytnej? Oj, nie (przywędrowały dużo później z Ameryki). A włoszczyzna? Być może. A groch i fasola? Na pewno. Cebula? Także. Zioła? Ależ oczywiście. Pomidory? Nie. Soczewica? Tak…”

I tak możemy sprawdzać „starożytność” kolejnych warzyw, ale w zupie nie zaszkodzi przecież wykorzystać i innych. Skład naszej zupy był o tej porze roku oparty na mrożonkach, do których dodałyśmy ziemniaki, czosnek, ser i przyprawy.

co można dodać do zupy jarzynowej

Zawsze możemy też liczyć na świeżą pietruszkę z naszego ogródka ziołowego i kiełki. Pietruszka rośnie nawet zimą i z powodzeniem odkopujemy ją spod śniegu…

Marcowa pietruszka z naszego ogrodu

…a kiełki hodujemy w domu…

hodujemy kiełki

Same już nie wiemy czy przyjemniejsze było poczytanie o zupie, jej gotowanie…

Gotowanie zupy jarzynowej

…czy wspólne jedzenie…

Zupa jarzynowa Baucis i Filemona

A najfajniejsze w przepisie Baucis jest to, że można zupę ugotować całkowicie po swojemu, a nawet zawsze w inny sposób i z innym zestawem warzyw, co wraz z nadchodzącą wiosną, będziemy mieli szansę stosować. Niezmienne pozostanie już zapewne to, że teraz każdą ugotowaną przez siebie zupę jarzynową, dziewczynki będą nazywały zupą Baucis.

/

Patyczaki w towarzystwie Wielkiej Niedźwiedzicy

03.03.2010

 

W pokoju, który jako dziecko dzieliłam z siostrą, stało ogromne radio, włączane zazwyczaj o 6 rano, godzinie naszej pobudki. Schowana pod ciepłą kołdrą, zastanawiałam się kto w Polsce wyskakuje właśnie z łóżka, by otworzyć okno i raźno gimnastykować się wg wskazówek rześkiego spikera.

Wolałam wieczorny Supełek, którego słuchałam raczej tylko w chorobie, gdy nie mogłam biegać po podwórku. Otaczałam się lalkami, ssałam chlorochinaldin na ból gardła i stwierdzałam, że chorowanie nie jest wcale takie złe. Najokropniejsze z tabletek można było niepostrzeżenie wrzucić za tapczan, a na stoliku, oprócz stosu książek, leżały też płyty z bajkami: Kopciuszkiem, Śpiącą Królewną, Jasiem i Małgosią, Ali Babą.

stare płyty winylowe dla dzieci

Płyty odtwarzałyśmy na adapterze, który znajdował się pod unoszoną pokrywą radia.

Plejada najlepszych polskich aktorów pomagała mi przenosić się w wyobraźni do dalekich, baśniowych krain, gdzie rzewny śpiew Kopciuszka i Czerwonego Kapturka nierozerwalnie łączył się z trzaskami i szumami odtwarzanej płyty.

Płyty odtwarzałam też jeszcze niedawno na znacznie nowszym już gramofonie, ale trzaski zagłuszały najstraszliwsze nawet pokrzykiwania zbójców.

Moje córki również uwielbiają te muzyczne słuchowiska, wznowione na szczęście na płytach CD przez wydawnictwo Bajki–Grajki. Płyty stają się wręcz niezastąpione w czasie choroby czy przymusowego unieruchomienia na kanapie, którego od kilku dni doświadcza właśnie moja młodsza córka. Szyta niedawno noga, może goić się spokojnie, gdy jej właścicielka przenosi się myślami do indiańskiej krainy prerii. Płyta z historią „Wielkiej Niedźwiedzicy” została właśnie odtworzona po raz trzeci, mimo, że kuszą jeszcze kolejne okładki z zapowiedzią niezwykłych historii.

Wielka Niedźwiedzica - legenda indiańska

Kilka dni temu przybyły do naszego sklepu Pikinini, kartony z kilkudziesięcioma tytułami bajek muzycznych.

 

Słuchanie płyt umila nam też prace plastyczne. W czasie rekonwalesnecji powstały m.in. wyszyta fastrygą myszka i fantastyczne patyczaki.

Patyczak w wykonaniu zespołu Pikinini

Koniec lutego to czas kiedy przycina się drzewa. W naszym ogrodzie, były to stare śliwy, które dostarczyły nam mnóstwo gałęzi – budulca potrzebnego do wykonania stworków. Pomysł zaczerpnęłyśmy ze starego numeru „Misia”:

Jak zrobić patyczaki1

Jak zrobić patyczaki2

A na wygląd kolejnych patyczaków, wpływa również – jak zauważyłam – tematyka muzycznych bajek, słuchanych w czasie twórczej pracy:–)

/