Archiwum z miesiąca: Wrzesień, 2010

Dzieciństwo w Kraju Warty

25.09.2010

 

We wrześniu 1939 roku, polskie drogi zapełniły się uciekającą na wschód ludnością cywilną. Wędrowali z całym możliwym do zabrania dobytkiem, małymi dziećmi i zwierzętami. Po ataku sowieckim i kapitulacji Warszawy, wracali w pośpiechu do swych domów, w tłumie bombardowanym przez niemieckich lotników.

Ucieczka ludności cywilnej - wrzesień 1939

Pamiętam rodzinne opowieści z tego czasu. Jedna z moich babć była właśnie w ciąży, druga urodziła w wynajętej dorożce moją ciocię – starszą siostrę mamy.

Obie uciekały z zajmowanego już przez Niemców Poznania.

 

Taką też opowieścią rozpoczyna się przeczytana właśnie przeze mnie książka Wandy Wasik „Dzieciństwo w Kraju Warty”.

Wanda Wasik - Dzieciństwo w Kraju Warty

 

Kraj Warty – Okręg Rzeszy Warthegau został utworzony przez Niemców na dość dużym obszarze wokół Poznania i został objęty planem całkowitej germanizacji. Polaków wysiedlano, a ich domy i mieszkania zajmowane były przez sprowadzaną tu ze Wschodu ludność pochodzenia niemieckiego.

Namiestnikiem tego terytorium został urodzony w Polsce i mówiący bardzo dobrze po polsku – Arthur Greiser, który politykę germanizacji realizował również poprzez powszechne odbieranie polskim rodzicom „czystych rasowo” dzieci.

Arthur Greiser w Poznaniu

Wszystkie te zjawiska zostały opisane w książce Wandy Wasik, która – z perspektywy kilkuletniej dziewczynki – ogląda wojenną rzeczywistość. Wyjątkowość tej relacji polega na ujęciu wszystkich najważniejszych wydarzeń oczami dziecka żyjącego na prowincji, poza ich prawdziwym epicentrum. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystko jest jak najbardziej prawdziwe i bliskie.

Rodzina Wandy Wasik przed wojną

Dziewięcioletnia Wandzia ucieka z rodzicami i rodzeństwem w kierunku Warszawy, gubi się w czasie ostrzałów. Później wracają wszyscy do obrabowanego już domu, w którym udzielają również schronienia wielkiej liczbie znajomych ludzi. Wszyscy przymierają głodem, a dzieci pracują ponad swe wątłe siły. Wandzia doświadcza badania na „czystość rasy”, dokarmia potajemnie „swojego” Żyda, niańczy - przez dwanaście godzin dziennie – małą niemiecką dziewczynkę.

Wojna cały czas otacza dzieci, jest ich życiem. W ich domu kwaterują żołnierze niemieccy i rosyjscy, nieopodal pracują żydowscy więźniowie, a w pobliskim Kinderheimie germanizowane są odebrane Polakom dzieci. Choć pierwszym widzianym przez dziewczynkę trupem jest dopiero koń zabity w czasie zdobywania przez Rosjan Poznania – groza wojny i śmierci jest jednak stale obecna.

 

Jednocześnie jednak, okupacyjny czas wspominany jest w tych opowieściach z niezwykłym ciepłem, a Wandzia cieszy się ważnymi z perspektywy dziecka rzeczami – znalezieniem w czasie tułaczki przepięknej lalki, nauką w niemieckiej szkole, śpiewaniem niemieckich piosenek, dorastaniem swej małej podopiecznej, wyprawami z innymi dziećmi do lasu…

W czasie jednej z takich eskapad, dzieci spotykają polującego właśnie Arthura Greisera, który całkiem serdecznie rozmawia z nimi, nieświadomymi czającego się wokół niebezpieczeństwa.

 

W książce znajduje się też kilka odrębnych opowiadań związanych z historią małej Wandzi, ale opisujących losy związanych z nią ludzi z ich perspektywy. Jest to więc historia przypadkowego macierzyństwa Niemki, której dzieckiem przyszło się dziewczynce opiekować, opowieść o sąsiadce rodzącej dziecko radzieckiemu żołnierzowi,  a także o małym chłopcu przeżywającym bombardowanie w Poznaniu.

 

Książka jest dla mnie szczególnie interesująca również dlatego, że jej mała bohaterka żyła w Kobylnicy, wsi oddalonej o kilkanaście kilometrów od Poznania, niedaleko której teraz mieszkamy. Na kobylnickiej stacji kolejowej, odkryliśmy właśnie niedawno pamiątkową tablicę poświęconą pracującym tu Żydom i codziennie przejeżdżam drogami, które były miejscem opisywanych wydarzeń.

 

Książkę poleciła mi moja swarzędzka sąsiadka – Ania z Fiorello, której serdecznie dziękuję:)

 

Wanda Wasik  „Dzieciństwo w Kraju Warty”, Wydawnictwo Bonami 2008

/

Jesienna wycieczka rowerowa i ciasto dyniowe

19.09.2010

 

Kiedy na naszej działce wyrosły dorodne maślaki i kozaki, nie było już wątpliwości, że nadeszła jesień. Grzyby zostały szybko zebrane do – znanego już czytelnikom blogu – lekko krzywego, uplecionego przeze mnie koszyczka:) Jak widać, trzyma się on dzielnie i przydaje się w obejściu;)

Na grzybach:)

Po kilku dniach deszczy, zrobiło się wczoraj słonecznie i dość ciepło, postanowiliśmy więc wybrać się na rowerową wycieczkę w poszukiwaniu jeszcze innych śladów jesieni. Nasza najmłodsza rowerzystka radzi już sobie świetnie z jazdą, więc na przejażdżkę wybraliśmy dłuższą niż zazwyczaj trasę, w kierunku najbliższej nam stacji kolejowej.

Rowerami pod wiatr

Pierwszym zwiastunem jesieni okazały się pracujące na polach traktory…

Traktory na polach

Znaleźliśmy też owoce czarnego bzu, głogu i jarzębiny, złote liście na klonach, astry i jabłka na drzewach w przydomowych ogródkach…

Jesienne owoce

…a potem dojechaliśmy do zamkniętego przejazdu kolejowego. Przy nim dziewczynki zagrały w swoją ulubioną okolicznościową zgadywankę – z której strony przyjedzie pociąg. Czy z lewej towarowy czy z prawej osobowy:)

Przed szlabanem kolejowym

Jadąc wzdłuż torów kolejowych, natknęliśmy się na miejsce składowania i przeładunku kontenerów. Przyznam się, że tak ciekawego piktogramu – jak ten z leżącą na grzbiecie rybą;) – jeszcze nie widziałam!

Piktogramy na kontenerach

Wreszcie dotarliśmy na maleńki dworzec kolejowy w Kobylnicy…

Dworzec kolejowy w Kobylnicy

… i tu znaleźliśmy kolejną lokalną ciekawostkę. Tablicę upamiętniającą istnienie w tym miejscu, obozu pracy dla miejscowych Żydów.

Żydzi w Kobylnicy

Wracaliśmy, walcząc z silnym wiatrem hulającym wśród pól i obawiałam się przez chwilę czy nasza siedmiolatka nie zostanie zdmuchnięta z drogi;) Na szczęście dotarła do domu o własnych siłach. Być może więc już niedługo wyruszymy jeszcze dalej, a w przyszłym roku nawet na szkolną wycieczkę rowerową!

 

W domu czekał na nas – upieczony jeszcze rano – jesienny! placek dyniowy. Przepis na niego zaczerpnęłyśmy z blogu Lawendowy Dom.

Pieczenie placka dyniowego

Placek jest pyszny, niezbyt słodki, pachnący gałką muszkatołową i jesienią. W sam raz na wzmocnienie po pieszych i rowerowych wędrówkach:)

Placek dyniowy

Ośmiornice w kinie

16.09.2010

 

To był całkiem przyjemny sobotni poranek:)

Bardzo lubiane przeze mnie – poznańskie Kino Muza – organizuje cyklicznie sobotnie zajęcia dla dzieci, na których spotykają się one z filmem, książką i aktywnie rozwijają tę kulturalną pożywkę na tematycznych warsztatach.

Choć takie zajęcia przeznaczone są raczej dla młodszych dzieci, zabrałam też moją starszą córkę by towarzyszyła siostrze w czasie kinowego seansu. Poza tym, promowana na zajęciach książka Wydawnictwa Zakamarki „Tstatsiki i Tata Poławiacz Ośmiornic” napisana jest już jednak dla starszych dzieci.

Po wysłuchaniu fragmentów książki, w której główny bohater spędza czas nurkując i łowiąc ośmiornice, dzieci obejrzały kilka polskich filmów animowanych inspirowanych tematyką morską:)

Poranki w kinie Muza

Później maluchy wzięły udział w bardzo emocjonującej zabawie kolorową chustą, która udawała falujące morze…

Zabawa falującą chustą

A prawdziwym hitem – dla wszystkich! –okazało się wspólne tworzenie ośmiornic.

Polecam by spróbować zrobić takie – samodzielnie w domu.

Potrzebne będą: kolorowe włóczki, baloniki, gumki recepturki, klej, papier kolorowy i nożyczki.

Jak zrobić ośmiornicę

Na początek należy zebrać i zgrabnie związać włóczkę w formę wiszących sznurków i nadmuchać balonik by stał się niedużą główką ośmiornicy (zadanie dla rodzica). Później na główkę trzeba nasadzić włóczkowe sznurki i ściągnąć je pod balonikiem gumką. Z wiszących frędzelków zaplatamy macki, a ośmiornicy przyklejamy jeszcze oczy wycięte z papieru i w ten sam sposób kształtujemy mimikę twarzy;)

Powstaną wspaniałe morskie stwory!

Włóczkowe ośmiornice

A na koniec, przyłączając się do blogowej zabawy, do której zaprosiła mnie be.el z Półeczki z książkami, wymieniam 10 rzeczy, które lubię:

CZYTAĆ, podróżować, zajadać lody Palermo i szynkę parmeńską z melonem, ale też na szczęście! – pływać, grać w tenisa, jeździć na rowerze, pracować w ogródku, i jeszcze… patrzeć na ogień, słuchać muzyki…oj jest już chyba dziesiątka, a mogłabym wymieniać dłużej. Lubię ogólnie życie:)

 

Już chyba na wszystkich blogach odpowiadano na te pytania, ale jeśli ktoś chciałby się przyłączyć do zabawy to zapraszam:)

/

W poszukiwaniu formy idealnej

10.09.2010

 

…czyli nasze kolejne spotkanie z design’em.

Pamiętacie nasze projektowe doświadczenie z budową domków dla lalek? Jedną z inspiracji do tej zabawy była lektura książki Wydawnictwa Dwie Siostry „D.E.S.I.G.N.”

Niedawno wybrałyśmy się na warsztatowe spotkanie z panią Ewą Solarz – autorką książki – zorganizowane w poznańskim Muzeum Narodowym.

W muzeum przygotowano niewielką ekspozycję przedmiotów codziennego użytku, więc dzieci miały okazję zobaczyć kilka ciekawostek opisanych w książce i kilka które się tam nie znalazły, ale o których opowiedziała im pani Solarz.

Warsztaty design'u w poznańskim Muzeum Narodowym

Przyjrzeliśmy się więc bliżej m.in. wazonowi Savoy, dmuchanemu stołkowi, dzbankom, armaturze łazienkowej, otwieraczom do butelek i drewnianemu królikowi do bujania zaprojektowanemu dla Ikei.

Drewniany królik Ikea i Wojtkiewicz

Ten eksponat zainteresował nas szczególnie bo został ustawiony tuż obok znanego nam już  obrazu Wojtkiewicza „Baśń zimowa”.

Czyżby to nasz polski malarz zainspirował twórców tej szwedzkiej zabawki?:)

 

Na zakończenie dzieci zaprojektowały na kartkach własne dzieła, które później zaprezentowały. Szkoda, że nie zabrałyśmy naszych kartonowych domków:)

Warsztaty postanowiłyśmy – naszym zwyczajem – kontynuować w domu, gdzie bardziej szczegółowej analizie poddałyśmy widziany na wystawie wazon Alvara Aalto;)

Alvar Aalto, Savoy

Ten przedmiot to niekoniecznie wazon, a jego twórca projektując go myślał podobno o spodniach Eskimoski, fińskich fiordach i kałuży. Z tych trzech rzeczy, najbliżej naszego domu można znaleźć kałuże, a że właśnie od kilku dni padało, postanowiliśmy poszukać kałużowego kształtu, najbardziej zbliżonego do sławnego designerskiego dzieła.

Czy to w Finlandii występują kałuże innego typu, czy to właściwość naszych błotnistych okolicznych dróg jest specyficzna – kształtu Savoy’a nie mogliśmy znaleźć:)

W poszukiwaniu właściwej kałuży

Każde poszukiwania mają jednak tę wspaniałą właściwość, że można również odkryć rzeczy całkiem inne i niespodziewane.

My znaleźliśmy przepyszne – dojrzałe już – mirabelki przydrożne, zapomniane kłosy zboża na jesiennym ściernisku, ślady ptaków…

Na jesiennym spacerze

…świeże ślady żerujących na polach saren i dzików, piękny widok na nasze rozlewiska, uratowaliśmy tonącego w wodzie ślimaka…

Gruszczyńskie odkrycia

…i znaleźliśmy w końcu kałużę najbardziej przypominającą dzieło pana Aalto.

Widzicie podobieństwo?

Kałuża jak sławny wazon

/

Pokażcie swoje stare zabawki –KONKURS (ciąg dalszy)

01.09.2010

 

Wielu z nas wciąż pamięta zabawki, które towarzyszyły nam w okresie naszego dzieciństwa i były nam najbliższe. Czasami ukrywamy je na dnie szafy, czasem szczególnie ciekawy egzemplarz zamienia się w nieszablonową dekoracje mieszkania, a czasem pamięć o nich trwa jedynie w naszych wspomnieniach.

 

Te najbardziej solidne zabawki mamy szansę ofiarować młodszym dzieciom i w ten sposób przekazywać historię naszej rodziny kolejnym pokoleniom. Dzieci, które otrzymują starą zabawkę, zazwyczaj doceniają jej znaczenie dla ofiarodawcy i uczą się doceniania rzeczy ważnych. Taki emocjonalny podarunek, stwarza okazję do rozmowy o historii rodziny, kraju, o obyczajach w dawnych czasach i innych kulturach.

 

Stara zabawka może posiadać wartość nie tylko emocjonalną i edukacyjną, ale także ekologiczną. Uczy dziecka tego, że stare przedmioty nie muszą być zbędne, że każda z nich niosąc swoją historię może być przez nas powtórnie wykorzystana. Bawiąc się starą, dobrej jakości zabawką, dzieci naturalnie uczą się znaczenia ekologicznej idei wielorazowości, ograniczania konsumpcji oraz nie stosowania przedmiotów jednorazowych.

 

O tym jak wykorzystać stare zabawki, możecie przeczytać w artykule napisanym dla portalu dziecisawazne.pl

 

Portal objął także patronat nad naszym konkursem, a my rozszerzyliśmy jego ramy czasowe i pulę nagród, które można wygrać.

KONKURS stare zabawki

Na Wasze zdjęcia czekamy więc do 30 września. Zgłoszenia prosimy przesyłać na adres: pikinini@pikinini.pl

 

Na zwycięzców czekają nagrody ufundowane przez sklep Pikinini.pl

 

Miejsce IDrewniana eko gra Recykling

 

Miejsce IIDrewniane skaczące żabki

 

Miejsce IIISkrzyneczka Farma

 

Dodatkowa nagroda specjalnaPuszka na herbatę z Małą Mi

 

Wszystkie przesłane zdjęcia uczestników konkursu, można oglądać na Facebook’u i naszej nowej stronie ze zdjęciową kolekcją starych zabawek:

STARE ZABAWKI

 

ZAPRASZAMY:)

/