Listy z Bułgarii
26.02.2011
Kiedy pierwszy raz usłyszałam o Bułgarii, pomyślałam, że leży w Afryce. Miałam wtedy kilka lat i rodzicom udało się wykupić zakładowe wczasy w tym kraju, ale pojechać mogli tylko z jednym dzieckiem. W podróż wyruszyła moja siostra, a ja spędziłam całkiem miły czas z ciocią i kuzynami. Rodzice przywieźli mi dużą, piękną lalkę kupioną w Rumunii, dokąd również udało im się wtedy dojechać.
Jakiś czas później udało nam się już pojechać całą rodziną. Już sama kilkudniowa podróż pociągiem była dla mnie i siostry bardzo ciekawa. W przedziale z piętrowymi kuszetkami bawiłyśmy się – chyba większość czasu – w małpy. Nie nudziłyśmy się, choć zastanawiam się jak te zabawy znosili wszyscy nasi współpasażerowie;)
Pamiętam też perony z żołnierzami radzieckimi, pola słoneczników i bose, rumuńskie dzieci biegnące za naszym pociągiem, z którego ludzie rzucali im cukierki.
Naszą wakacyjną kwaterą był prywatny dom niedaleko Warny, gdzie mieszkały będące w naszym wieku córki właścicieli. Szybko się z nimi zaprzyjaźniłyśmy i przez kilka lat wymieniałyśmy pisane po rosyjsku listy. Niedawno wyciągnęłam je z pudełka i pokazałam moim córkom. Koperty pełne były przesyłanych nam papierków po bułgarskich cukierkach, gum do żucia, obrazków ze zwierzątkami i innych dziecięcych skarbów. Dziewczynki były zachwycone tym odkryciem i chciały wiedzieć co my wysyłałyśmy do Bułgarii. Niestety, już zupełnie tego nie pamiętam:(
Opowiedziałam im za to o tym, co zapamiętałam z tych wakacji – o dużych meduzach, które znajdowałyśmy w morzu, pierwszej wizycie w cerkwi, w mauzoleum Władysława Warneńczyka, o suszonym koniku morskim przywiezionym na pamiątkę.
Obejrzałyśmy też zdjęcia, na których – sfotografowane z fontanną i osiołkiem – nosimy z siostrą takie same, uszyte przez mamę, krótkie spodenki w kwiatki i białe sukienki.
Cieszę się, że miałam okazję wrócić pamięcią do tych słonecznych dni:)
/











design by artflash
27.02.2011 @ 21:35
Ty chociaż znałaś osobiście adresatkę swoich listów .
Ja korespondowałam z dziewczyną ze Związku Radzieckiego , mieszkała u podnóża gór Ural w mieście o nazwie Perm . Nie mam już listów od niej , ale pamiętam jej twarz na zdjęciach , wysyłałyśmy sobie głównie pocztówki , zdjęcia artystów , papierki po batonach i czekoladzie , czasem jakieś małe maskotki , pamiętam ,że zawsze prosiła o przysłanie gumy do żucia koniecznie balonowej .
Chciałam dodać ,że adresy do korespondencji dostawaliśmy od nauczycielki j.rosyjskiego , a efektem korespondowania była lepsza ocena z rosyjskiego .
Pozdrawiam Yrsa
27.02.2011 @ 22:21
Wspaniałe wspomnienie i cudowna pamiątka. Na pewno wielka radość dziewczynek. Ja mam niewiele jakichkolwiek pamiątek z dzieciństwa. Mam zdjęcia i to są moje skarby. Za to po moich synkach zbieram wszystko aż za dużo. Piękne zdjęcia. Miło powspominać. Pozdrawiam serdecznie!
01.03.2011 @ 10:42
Pięknie przywołujesz wspomniania. Odbyliśmy rodzinnie podobną podróż. Do dziś pamiętam umorusane rumuńskie dzieci biegnące po wzdłuż torów po kamiennych nasypach i proszące o gumę do żucia. Natomiast z samej Bułgarii pamiętam ogromne muszle, które szumiały po przyłożeniu do ucha, czarny piasek nad morzem i białe prześcieradła zabierane na plażę zamiast koca (piasek był zbyt gorący). I jeszcze mam w pamięci wielosmakowe oranżady serwowane w małych budkach na ulicy. U nas były wtedy może dwie do wyboru, a tam tyle egotycznych smaków! Nad morzem jedliśmy też często małe smażone rybki, serwowane jak frytki. To były czasy:))
01.03.2011 @ 19:44
Yrso.
Ciekawe czy te nasze koleżanki tez nas pamiętają…
Coś w tych gumach do żucia i papierkach po czekoladkach było pociągającego:)
Izo.
Dobrze, że zbierasz dla synków ich pamiątki. Na pewno kiedyś z przyjemnością je razem obejrzycie.
Agnieszko.
Dziękuję za przypomnienie tylu rzeczy, które opuściłam w tym wpisie. Muszle i białe prześcieradła – no jasne, że pamiętam!
Pozdrawiam Was serdecznie.
02.03.2011 @ 01:28
Cudowne wspomnienia. Ja co prawda korespondowałam z Hannah z Lodynu, a listy sczezły ;-), ale Bułgaria stanowi światły punkt w pamięci mojego męża: jeździli tam prawie w każde wakacje lat 70. Wspomnienia wiecznie żywe znad socjalistycznego lazurowego wybrzeża. :-) Po rosyjsku korespondowałam za to z własną babcią, ale pisałam zawsze to samo, bo mi się nie chciał – ‘ja zdarowa kak karowa’.
02.03.2011 @ 21:00
Zorro.
Międzynarodowe korespondowanie było kiedyś dość popularne i chyba już – w dobie internetu – nie do powtórzenia.
A Twoja babcia musiała mieć chyba mocne nerwy i spore poczucie humoru;)
02.03.2011 @ 23:15
Bo ja wiem? Umarła zanim zdążyłam się domyślić.