Narty w Bukowinie Tatrzańskiej
03.03.2012
W zeszłym roku nie jeździliśmy na nartach, ale tej zimy zatęskniliśmy za górami i pojechaliśmy do- ulubionej przez nas -- Bukowiny.
Jeździliśmy w -- świetnie zorganizowanej pod każdym względem -- stacji narciarskiej na Wierchu Rusińskim. Rozalka po raz pierwszy spróbowała również jazdy na snowboardzie, co bardzo jej się spodobało! Pozdrawiamy niezmordowanych, przemiłych instruktorów z Rusińskiego:)
Na poniższym filmiku udało mi się zarejestrować jeden z pierwszych deskowych zjazdów Rozalki…
…a tu możecie zobaczyć Zosię…
Po nartach raczyliśmy się zupą i oscypkami z grilla w karczmie na stoku i jechaliśmy popływać w ciepłych wodach term w Bukowinie. Najprzyjemniejsze było pływanie w basenach zewnętrznych, których pilnowali ubrani w grube kurtki ratownicy. Jeden z nich wymościł sobie lokum z krzesełkiem, w śnieżnej zaspie na brzegu basenu!
Mieszkaliśmy w centrum miasteczka u gościnnych Górali. Polecamy pyszne jedzonko Gospodyni i wygodne pokoje. Chętnie podzielimy się (mailowo) adresem.
Przed domem, dzieci bawiły się w śniegu. Z tej zaspy trudno było Zosię wywabić;)
Wieczory spędzaliśmy ze znajomymi, którzy wraz z nami wybrali się do Bukowiny. Słuchaliśmy opowieści gospodarzy o życiu w górach i o sławnej niedźwiedzicy Magdzie…
…przy góralskiej muzyce popijaliśmy grzane wino w karczmie, a raz wybraliśmy się na przedstawienie teatru amatorskiego w miejscowym, historycznym Domu Ludowym. Okazuje się, że gwarę góralską wcale niełatwo jest zrozumieć.
Innego wieczoru, w karczmie „Pod Stancyjom” dzieci malowały obrazki na szkle…
Ostatniego dnia pojechaliśmy do Zakopanego…
Na Krupówkach nie spotkaliśmy już „białego niedźwiedzia”, zastąpił go lekko przybrudzony, żółty Kubuś Puchatek i inni kreskówkowi, pluszowi przebierańcy;)
Zupełnie przypadkowo trafiliśmy do ciekawej karczmy „Obrochtówka”, o której historii dzień wcześniej czytaliśmy w „Tygodniku Podhalańskim”…
Zajrzeliśmy też do niepozornie prezentującego się Muzeum Tatrzańskiego Parku Narodowego, gdzie -- jak się okazało -- ciekawie spędzaliśmy dużo czasu. Wyświetlano tu kilka dokumentalnych filmów o Tatrach – m.in. o wyławianiu monet wrzucanych do Morskiego Oka, o kulturowym wypasie owiec i o niedźwiedziach…
Ciekawostką w zbiorach muzeum jest kolczasta obroża dla psów, mająca je chronić przed atakiem wilków.
Naszym ostatnim podhalańskim przystankiem była karczma „Wilczy Głód” przy „zakopiance”. Będąc w tej okolicy, wypatrujcie powiewających na sznurze wypranych koszul, reklamujących oberżę:)


















design by artflash
16.03.2012 @ 10:18
Witam. My też mieliśmy przyjemność odwiedzić “Obrochtówkę” – nawet spędziliśmy tam kilka dni któregoś pięknego maja. Bardzo przyjemne miejsce! Dzięki za przypomnienie :-)