Archiwum kategorii 'Dzieci gotują'

Kąpiel pianek marshmallow w babcinych filiżankach

22.01.2012

 

Zainspirowana wpisem Ani o opiece nad jej babcinymi serwisami kawowymi, postanowiłam odkurzyć nasze stare filiżanki i opowiedzieć o nich dziewczynkom. Niektóre tworzą jeszcze komplet z podstawkiem i talerzykiem deserowym, inne dawno straciły już swych serwisowych towarzyszy. Obejrzałyśmy sygnatury fabryk, w których je wyprodukowano i zastanawialiśmy się od jak dawna mogą należeć do naszej rodziny. Wspominałyśmy moją babcię i babcię dziewczynek, wyobrażając je sobie przy eleganckim podwieczorku, a potem postanowiłyśmy urządzić podobny.

 

W filiżankach – zamiast kawy czy herbaty – podałyśmy gorącą czekoladę.

By ją przyrządzić, dziewczynki starły na małych tareczkach tabliczkę gorzkiej czekolady, którą następnie dodałyśmy do gotującego się mleka (pół litra). Dodałyśmy też trochę cynamonu i całość ubiłyśmy (po kolei) trzepaczką. Czekoladę rozlałyśmy do czterech filiżanek i w każdej umieściłyśmy po jednej piance marshmallow, która rozpuszczając się powoli, dodaje czekoladzie słodyczy.

Gorąca czekolada z pianką

Cała nasza rodzina wypiła ją później – w bardzo dystyngowany sposób;) – z wybranej przez siebie filiżanki. Myślę, że dla naszej rodzinnej porcelany było też niezwykłe przeżycie;)

Czekolada i porcelanowe filiżanki

Przepis pochodzi z książki Emilii Dziubak „Gratka dla małego niejadka”

/

Nadchodzą Święta:)

21.12.2011

 

Jak pewnie w wielu domach, z każdym dniem, coraz więcej u nas radości z nadchodzącego Bożego Narodzenia. Kiedy przychodziły kolejne zgłoszenia na Pikininowy konkurs na starą ozdobę świąteczną, czuliśmy się już trochę tak, jak w czasie ubierania choinki:)

 

Od prawie roku, dziewczynki uczestniczą w cyklu warsztatów rękodzielniczych w pracowni Sztuka Puka, gdzie wraz z panią Joanną Krzyżanek – autorką piszącą m.in. o Cecylce Knedelek – współtworzą nową książkę (tym razem o Joasi Naparstek, dziewczynce lubiącej szyć:) Z przyjemnością opiszę jeszcze te warsztaty, ale już dziś pokażę Wam, jakie piękne „gwiazdkowe” dzieła powstały na ostatnich dwóch zajęciach.

Jako prostą dekorację świątecznego stołu, polecamy spróbować zrobić polarową choinkę. Paski tego materiału wystarczy zwinąć tak jak na zdjęciach (kilka takich ruloników widać na zdjęciu obok bałwanów) i ozdobić przyklejając dowolne ozdoby (jak na jednym ze zdjęć).

Warsztaty z panią Joanną Krzyżanek

Joasia Naparstek

W domu, dziewczynki zrobiły kartki świąteczne

Domowe kartki świąteczne

…i oczywiście upiekły pierniczki. Jak i w zeszłym roku, część przeznaczona była na – organizowany w szkole – kiermasz charytatywny. Pierniczki polukrowaliśmy więc bardzo oszczędnie, by nie sklejały się w celofanowych paczuszkach. Mam nadzieję, że smakowały rodzinom które je zakupiły:)

Foremki i pierniki Muminki

My kupiłyśmy za to wyroby innych dzieci. Jedną z takich celofanowych paczuszek możecie zobaczyć na zdjęciu. Wiele złych rzeczy mówi się o polskiej szkole, ale w tej do której chodzi Zosia, dzieje się wiele dobrego, wbrew całej, złej organizacji oświaty. To na pewno zasługa zaangażowanych nauczycieli, którzy potrafią pozytywnie inspirować dzieci. Niektóre z nich, tak naprawdę tylko w szkole, mają szansę doświadczyć dobrych emocji, choćby przez pracę przy kiermaszu charytatywnym i przy dekorowaniu szkoły.

Szkoła nr 1 w Swarzędzu świątecznie:)

Dziś ucieszyłyśmy się jeszcze z innych pierniczków. Pani Lucyna przysłała zdjęcie wypieków, które wykonała z dziećmi – Milenką i Boryskiem – używając muminkowych foremek z Pikinini. Wyglądają bardzo smakowicie:)

Pierniczki Muminki

W niedzielę wybraliśmy się na pobliską plantację choinek i tego samego dnia, dziewczynki ubrały już drzewko. W tym roku obok starych, pamiątkowych ozdób i rękodzieła rodzinnego, zawisły nowe piękności. Tę mięciutką, kratkowaną gwiazdkę i sympatycznego bałwanka w czapce i kubraczku, podarowała Zosi i Rozalce – Ania z Fiorello.

Ozdoby choinkowe

Dziś kolejna radość. Spadł śnieg i Zosia ulepiła pierwszego w tym roku – jeszcze trochę nieśmiałego – bałwanka! A w adwentowym kalendarzu, czekają jeszcze tylko trzy postacie, które już wkrótce zamieszkają w szopce. Wśród nich ta najmniejsza, najważniejsza:)

Pierwszy śnieg i kalendarz adwentowy

Czekamy na czas wyciszenia, zatrzymania, refleksji i nadziei – na Boże Narodzenie:)

 

Życzymy Wam dobrych Świąt!

/

Tej jesieni pod kasztanowcem

30.10.2011

 

Czas biegnie szybko, wiele dzieje się w naszym życiu. Dziewczynki są teraz w dwóch różnych szkołach, bo Rozalka rozpoczęła już naukę w gimnazjum. Staramy się jednak, zapomnieć czasami o codziennych obowiązkach i złapać ostatnie jesienne promienie słońca, podczas weekendowych spacerów. Doroczną tradycją, stało się już chyba piknikowanie pod kasztanowcem, w starym, swarzędzkim skansenie pszczelarskim. Uli w nim jest jeszcze mniej niż w zeszłym roku, i spacerowiczów równie mało, za to mnóstwo kasztanów.

Skansen swarzędzki

To właśnie wśród nich, zajadając się w zeszłym roku, czekoladowym ciastem Cecylki Knedelek, wypowiadałyśmy w myślach swoje życzenia. Czy się spełniły?

Oczywiście, choć życzenia spełniają się zazwyczaj w troszkę innej formie niż byśmy tego oczekiwali:) Dziewczynki marzą o psie, którego z racji wielu obowiązków nie możemy posiadać. Na szczęście, na naszej ulicy zamieszkali sympatyczni sąsiedzi z wesołym Wisusem, który często nas odwiedza. Zostaje czasami u nas na kilka godzin, a jeszcze częściej dziewczynki wyprowadzają go na spacer.

Wisus

W tym roku, pod kasztanowiec zabrałyśmy inne ciasto, a w zasadzie słodki, cukiniowy chlebek z daktylami, na który przepis znalazłyśmy na tym blogu. Nasz wypiek nie był może tak foremny jak u autorki przepisu, ale Zosia większość prac przy nim wykonała – z wielką ochotą – sama! Odmierzała składniki, siekała daktyle i mieszała. Strasznie ucieszyłyśmy się, kiedy w cieście widać było kawałki cukinii.

Cukiniowy chlebek z daktylami

Spałaszowaliśmy je na ławce wśród kasztanów i białych stokrotek, wypowiadając nowe życzenia.

Ciasto pod kasztanem

Kwiatki również nam się przydały. Zebrałyśmy je by wykonać w domu szkolne doświadczenie z podręcznika do drugiej klasy…

Stokrotki wśród kasztanów

…a dodatkowo wykorzystałyśmy je do zrobienia obrazka, zamkniętego miedzy plastikowymi wieczkami od twarożku. Pomysł zaczerpnęłyśmy z bloga – A tak się bawimy.

Obrazek z kwiatkami

Teraz czekamy na spełnienie tegorocznych życzeń:)

/

Wokół Jeziora Swarzędzkiego z bułeczkami Kubusia Puchatka

27.05.2011

 

Udało nam się szczęśliwie wykorzystać zeszłotygodniowe słońce i wybrać się na piknikową przejażdżkę rowerową. Wbrew trudnym chwilom i rodzinnym zmianom, wymagającym sporo czasu i energii.

 

Nic chyba bardziej nie dodaje optymizmu, niż zapach pieczonego ciasta. Dzięki pomysłowi Izy z bloga Domowy Zakątek – postanowiłyśmy zabrać na planowaną rowerową wycieczkę, piknikową przekąskę i jednocześnie przyłączyć się do jej konkursowej zabawy.

Mamy małą książeczkę z przepisami inspirowanymi przygodami Kubusia Puchatka i to właśnie w niej znalazłyśmy bułeczki owsiano – rodzynkowe (w wersji angielskiej scones).

 

Do ich wykonania potrzebne są: 2 szklanki mąki (wzięłyśmy szklankę mąki pszennej i szklankę razowej), łyżeczka sody, trochę cynamonu, gałki muszkatołowej, soli, 3 łyżki cukru (polecamy brązowy), szklanka płatków owsianych, 18 dag masła, szklanka rodzynek i jogurtu, jajko.

 

W misce mieszamy mąkę, cukier, sodę, cynamon, sól i gałkę. Dodajemy miękkie masło i wszystko dobrze wyrabiamy. Później przychodzi kolej na wymieszany z żółtkiem jogurt i rodzynki. Ugniatanie ciasta to chyba najprzyjemniejszy moment pieczenia! Całość dzielimy na dwa okrągłe, spłaszczone placki, a każdy z nich na – jak tort – na sześć trójkątnych kawałków. Układamy je na blaszce, smarujemy białkiem i posypujemy jeszcze cukrem (u nas sypano całkiem szczodrze!)

Pozostaje tylko upiec całość w piekarniku (180 st., ok. 20 min.) i walczyć z łakomstwem do czasu wycieczki:)

Bułeczki owsiano-rodzynkowe Kubusia Puchatka

Ta, na którą się wybraliśmy, była pierwszym ważniejszym sprawdzianem rowerowych umiejętności Zosi. Niedawno oddano do użytku nową ścieżkę rowerową, łączącą nas z Jeziorem Swarzędzkim. Jeden z jego brzegów został również niedawno sympatycznie zagospodarowany. Trasę spacerowo–rowerową urozmaicono na całej długości elementami placu zabaw, a niedługo dodane zostaną tablice edukacyjne.

Wokół jeziora w Swarzędzu

Ścieżka rowerowa w pewnym miejscu niestety się kończy, ale udało nam się bezpiecznie przejechać chodnikiem do miejsca, gdzie wzdłuż drugiego brzegu jeziora, biegnie lasem trasa rowerowa z Poznania.

Ścieżka rowerowa w Swarzędzu

Rowerzystka

Tam – na słonecznej polance – zjedliśmy wreszcie nasze owsiane bułeczki. Zastanawialiśmy się czy rzeczywiście Kubuś Puchatek mógłby upiec je samodzielnie i doszliśmy do wniosku, że musiała pomóc mu pewnie Kangurzyca:)

Mniam, mniam...

Leśną drogą dojechaliśmy do znanej nam już domowej okolicy, zatrzymując się tylko na krótko by podziwiać konie i napić się wody.

Konie

Cała wycieczka zajęła nam 2,5 godz., a nasza najmłodsza rowerzystka była bardzo dzielna! Niedługo więc pewnie wybierzemy się dalej, nad poznańską Maltę. Myślę, że sił dodały nam też nasze piknikowe bułeczki:)

/

Salmon in pastry i chipsy pietruszkowe

06.03.2011

 

Jednym z najłatwiejszych i najprzyjemniejszych sposobów na przyswajanie obcego języka, jest chyba gotowanie wg obcojęzycznych przepisów – takich jak te z książki kucharskiej Annabel Karmel. Dziewczynki miały okazję dowiedzieć się czym różni się 1 tsp od 1 tbsp, a ja – co oznacza słowo „parsnip”. W praktyce trudno chyba znaleźć pasternaka w polskich warzywniakach, dlatego zamiast z niego, zrobiłyśmy pyszne chipsy z pieruszki!

Przepis na chipsy z pietruszki

Chipsy z pietruszki

Na obiad nie było zwykłego łososia, ale salmon in pastry w kształcie zgrabnie uformowanej rybki:)

Przepis na łososia w cieście

Wystarczą filety z łososia, ciasto francuskie, szpinak (my zamieniłyśmy go na rukolę), cebulka, parmezan, ser ricotta, jajko, przyprawy i niewielkie zdolności rzeźbiarskie;)

Salmon in pastry

Have fun cooking!

/