Archiwum kategorii 'Dzieci gotują'

Salmon in pastry i chipsy pietruszkowe

06.03.2011

 

Jednym z najłatwiejszych i najprzyjemniejszych sposobów na przyswajanie obcego języka, jest chyba gotowanie wg obcojęzycznych przepisów – takich jak te z książki kucharskiej Annabel Karmel. Dziewczynki miały okazję dowiedzieć się czym różni się 1 tsp od 1 tbsp, a ja – co oznacza słowo „parsnip”. W praktyce trudno chyba znaleźć pasternaka w polskich warzywniakach, dlatego zamiast z niego, zrobiłyśmy pyszne chipsy z pieruszki!

Przepis na chipsy z pietruszki

Chipsy z pietruszki

Na obiad nie było zwykłego łososia, ale salmon in pastry w kształcie zgrabnie uformowanej rybki:)

Przepis na łososia w cieście

Wystarczą filety z łososia, ciasto francuskie, szpinak (my zamieniłyśmy go na rukolę), cebulka, parmezan, ser ricotta, jajko, przyprawy i niewielkie zdolności rzeźbiarskie;)

Salmon in pastry

Have fun cooking!

/

Krasnoludkowe racuchy

14.01.2011

 

Kiedy Królewna Śnieżka nie była już niefrasobliwą królewną zajadającą się łakomie zatrutymi jabłkami, lecz stateczną królową z zamkiem i mężem, lubiła oczywiście nadal swoje krasnoludki i odwiedzała je w ich leśnej chatce. O tym czym częstowały ją jej mali przyjaciele, dowiedziałyśmy się z książki kucharskiej ze sporą ilością bajkowych i czasami zaskakujących przepisów. Przepis na racuchy Siedmiu Krasnoludków zaskoczył nas swoistą nutką czarnego humoru. Czyżby zatrute jabłko nie wywołało trwałego urazu królewny do tych owoców i wszelkich potraw jabłkowych? Oj te małe krasnoludki były chyba jednak trochę złośliwe! A może smażąc królowej Śnieżce racuchy z jabłkami, próbowały przełamać jej niechęć, pewnego rodzaju terapią szokową?

Przepis na racuchy

Nie jestem niestety królewną, ani królową z zamkiem, a zamiast siedmiu, czekają zawsze na mnie w domu dwa krasnoludki. I to one właśnie przygotowały te wspaniałe, pachnące racuchy. Jak dobrze jest mieć w domu takich pomocników:)

Racuchy

Sernik z aligatora i ropucha w dziurze

23.10.2010

 

Książka Pauliny Wierzby „Co jedzą ludzie?” pojawiła się w naszym domu już kilka tygodni temu, ale wciąż cieszy się niesłabnącym czytelniczym powodzeniem.

Co jedzą ludzie?

Wolimy nie czytać jej jednak przed porą jakiegokolwiek posiłku, choć staramy się być oczywiście wolni od stereotypowych poglądów na kulturę;) Wciąż pamiętam – czytany już dość dawno w książce „Dzieje smaku” – wywód Ludwika Stommy o tym, że skład naszego codziennego menu jest kwestią zupełnie przypadkową, zależną jedynie od społecznej umowy, warunków życia i czasu w którym się urodziliśmy.

Lektura „Co jedzą ludzie?” może rzeczywiście przekonać do tej teorii.

 

Czy żyjąc w Afryce jedlibyśmy pędraki, mrówki i tarantule, a mieszkając w Nowym Orleanie zajadalibyśmy się sernikiem z dodatkiem mięsa aligatora?

Paulina Wierzba "Co jedzą ludzie?"

Niedawno czytałyśmy przecież historię afrykańskiej podróży Kazimierza Nowaka, który też smakował różnych niesamowitych potraw. Robi tak wielu podróżników. Ja również jadłam haggis na szkockiej farmie, ślimaki we Francji i mięso kangura w pewnej restauracji. Jednocześnie mieszkając w Polsce nie wzięłabym do ust flaków, kaszanki czy czerniny.

Flaki

Czytamy więc książkę i dużo rozmawiamy, o innych krajach, o tym czy ludzie są dziwni czy nie, dlaczego niektórzy ryzykują życiem jedząc trującą japońską rybę, a inni są tak biedni, że pieką – wcale nie dla zabawy – ciasteczka z błota.

 

Opis potraw, zwyczajów jedzeniowych i historii niektórych dań jest fascynujący. Zachęca do poszukiwań, choć chyba trudno byłoby skusić jakiegokolwiek czytelnika do kulinarnych prób inspirowanych tą lekturą. Zamiast tego, spróbowałyśmy z dziewczynkami przypomnieć sobie potrawy, które wcale nie wydają nam się obrzydliwe, mają natomiast cokolwiek dziwacznie brzmiące nazwy. Poznaniacy znają na pewno „ślepe ryby” czy „parzybrodę”, a wszyscy inni „gołąbki” i „ptasie mleczko”, które to dania nie są wcale tym na co wskazuje ich nazwa.

 

Podobnie ma się sprawa z tradycyjną angielską zapiekanką o jakże zachęcającej nazwie – Toad in the holeRopucha w dziurze.

Tę właśnie potrawę postanowiłyśmy zrobić dziś na kolację.

Wykorzystałyśmy kilka parówek i ciasto naleśnikowe (puddingowe) złożone z 2 jajek, kubka mąki, łyżki stopionego masła, wody i przypraw ziołowych. Parówki zostały podsmażone i ułożone w cieście, wylanym wcześniej do żaroodpornego naczynia. Całość zapiekała się ok. 15 minut i została podana w towarzystwie keczupu i surówki.

Ropucha w dziurze

Jak na nasze rodzinne przyzwyczajenia, zapiekanka jest jednak daniem dość ciężkim, mimo to zjedzonym z apetytem. Najbardziej cieszyło jednak dziewczynki wypowiadanie nazwy potrawy, zwłaszcza kiedy zapraszały na degustację swojego lekko zaskoczonego tatę:)

/

Ciasto pod kasztanowcem

17.10.2010

 

Wg rad Cecylki Knedelek – aby spełniło się sekretne życzenie – wystarczy pomyśleć je w czasie jedzenia czekoladowego ciasta, siedząc jesienią pod kasztanowcem.

Dziewczynki postanowiły wprowadzić w życie pomysł Cecylki, wobec czego sobotni poranek zaczął się pieczeniem odpowiedniego ciasta…

Przepis na czekoladowe ciasto Cecylki

Przepis na nie był – jak zwykle – prosty, a sam proces twórczy również przyjemny. Tym bardziej, że oprócz czynności operacyjnych związanych z ubijaniem białka, mieszaniem i wylizywaniem ciasta, trzeba było jeszcze obmyślić odpowiednie życzenie!

Pieczenie ciasta czekoladowego w Pikinini

Po południu pojechałyśmy do naszego ulubionego swarzędzkiego parku, którym jest skansen pszczelarski. Uli tu już mało, w małym dworku mieści się hotelik i restauracja, a mieszkańcy pobliskich osiedli jakby zapomnieli o tym miejscu. A jest ono naprawdę urocze – po stawie pływają kaczki, są ławeczki, dwa mostki, mini zoo ze śmiesznymi zwierzakami. Za płotem znajduje się bardzo ruchliwa ulica, a tu jakby wszystko zatrzymało się w pędzie.

Skansen pszczelarski w Swarzędzu

Nikt tu właściwie nie spaceruje, za to pod naszym sekretnym kasztanowcem zawsze leży mnóstwo kasztanów:)

Kasztanowiec

Zbierałyśmy je oczywiście do naszego, sławnego już koszyczka uplecionego przeze mnie;) a który jak widać dzielnie znosi kolejne zbiory darów natury.

Kasztany leżały w trawie pośród kwitnących ciągle stokrotek, wokół rosły krzaki ze śnieguliczkami, świeciło wciąż ciepłe słonko, było bardzo, bardzo przyjemnie!

Kasztanowe zbiory w Swarzędzu

Usiadłyśmy na stojącej w pobliżu ławeczce, rozłożyłyśmy serwetki i z przyjemnością zjadłyśmy nasze ciasto, które na świeżym powietrzu i dodatkowo w towarzystwie unoszących się wokół nas dobrych życzeń;) smakowało podwójnie wybornie.

Czekoladowe ciasto pod kasztanem

Później poszłyśmy pod ogromny dąb nazbierać żołędzi. Zawsze kiedy patrzę na to drzewo, zastanawiam się kiedy nasze ogrodowe dąbki osiągną taki rozmiar i ogarnia mnie lekkie przerażenie. Pod dębem oprócz żołędzi znalazłyśmy też zziębniętego motyla. Ich letni czas niestety już się skończył.

W domu dziewczynki ulepiły plastelinowe żołędzie z prawdziwymi czapeczkami. Pomysł zaczerpnęłyśmy z niezastąpionego Pomyskowa:) i polecamy go jako prostą, pomysłową jesienną zabawę.

Dąb i plastelinowe żołędzie

/

Food design w Poznaniu

01.10.2010

 

Sztuka kreowania estetycznego czy niezwykłego posiłku i wykorzystywanie jedzenia w sztuce są praktykowane od wieków. Wspomnieć można choćby starożytne i magnackie uczty, malarskie martwe natury i obrazy Arcimboldiego.

„Food design” zanikł za to prawie zupełnie w okresie PRL–u – z wiadomych wszystkim względów reglamentacji wszelkiej żywności, a widok wiszącej na haku szynki stanowił już sam w sobie niezwykłe przeżycie estetyczne;)

Jednak nawet w tym ponurym okresie, „food design” był zapewne amatorsko praktykowany przez wszystkich zmartwionych rodziców niejadków. Każde dziecko wie przecież, że kanapka w kształcie muchomorka czy motylka jest znacznie pyszniejsza niż zwykły chleb z szynką i pomidorem.

Food design - przykłady

źródła: flickr, tokyomango

 

My na przykład też wolimy kanapki Muminkowe od takich zwyczajnych;)

 

Tak więc kiedy usłyszałyśmy o specjalnych – poświęconych „Food design” –warsztatach nie mogłyśmy nie wziąć w nich udziału!

Spotkanie rozpoczęło się rozmową o jedzeniu, możliwościach jego wykorzystania i podania, o tym jak kolory wpływają na emocje i samopoczucie.

Warsztaty Food Design w Poznaniu

Hasła, związane z nimi, dzieci przyporządkowywały do kolorów, a do nich z kolei produkty żywnościowe, które apetycznie piętrzyły się do tej pory na stołach.

Kolory i emocje

Wreszcie przyszedł czas na tworzenie własnych kompozycji, które pasowałyby do jednego z trzech przydzielonych poszczególnym dzieciom posiłków – śniadania, obiadu i kolacji. Mali „food designerzy” musieli wziąć również pod uwagę odmienne dla każdej pory dnia potrzeby, którym posiłek powinien sprostać – np. dostarczenie energii czy wyciszenie.

Kompozycje warsztatowe

Potem wszystko można było zjeść:):)

Jakie pyszne warsztaty!

Warsztaty zostały zorganizowane przez Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego, w ramach obchodów Światowych Dni Innowacji.

/