Archiwum kategorii 'Dzieci w różnych krajach i kulturach'

Afrykańskie ciasto na cześć poznańskiego podróżnika

04.06.2010

 

Kiedy rozpoczynałam lekturę książki „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”, zastanawiałam się kim naprawdę był ten szalony Poznaniak, który jako pierwszy w świecie, samotnie przemierzył Afrykę – z północy na południe i z powrotem. Tę niezwykłą historię z lat trzydziestych przypomniał Łukasz Wierzbicki, który przeczesując archiwa, zebrał listy i zdjęcia Kazimierza Nowaka z afrykańskiej, pięcioletniej wyprawy. Początkowo, ten skromny podróżnik, który na rowerze, pieszo, konno i łodzią przebył 40 tys. km, wydawał mi się po prostu bardzo nierozważny. Zostawił na przeszło pięć lat swoją żonę z małymi dziećmi i podążył drogą, która codziennie mogła doprowadzić go do śmierci. Z niebezpieczeństwami stykał się stale, ale spotkał też swoje marzenia i poczuł, że żyje w jedyny możliwy dla siebie sposób – co nie przydarza się przecież zbyt często. Fascynował go świat i lubił spotkania z ludźmi, ale uciekał od tych, których pochłonęła żądza zdobywania, wykorzystywania i otaczania się powierzchownym blichtrem. Wolał spotkać dzikie zwierzęta niż stykać się na co dzień z brutalną walką o przetrwanie jaka rozgrywa się w pozornie cywilizowanym świecie białych ludzi. Swoje marzenia starał się też połączyć z zapewnieniem bytu rodzinie. W podróż wyruszył kiedy w czasach kryzysu gospodarczego stracił pracę. Dokumentując wyprawę, publikując relacje starał się zarabiać.

1

Czytałam więc książkę zafascynowana Afryką, wymiarem wyprawy ale i niezwykle ciekawym człowiekiem. Ucieszyłam się kiedy znalazłam również dziecięcą wersję tej książki. „Afrykę Kazika” czytałam więc równocześnie dzieciom.

Kazimierz Nowak dla dzieci

Krótkie rozdziały, które opisują najciekawsze dla małych czytelników przygody, zachęcają do rozmów o Afryce, otwierania atlasu i albumów. Z „dorosłej” wersji książki doczytałam też dziewczynkom kilka innych informacji. Bardzo spodobała im się np. historia o nadawaniu imion w jednym z afrykańskich plemion:

 

„Szilluk zmienia swe imię dwa razy. Pierwsze imię pojawia się przypadkiem, zwyczaj bowiem nakazuje, by przyjaciółka matki wyszła na wieś rozpytać o nowiny, przede wszystkim zaś o imię obcego, który w ostatnim czasie do wioski zawitał. Imię to przekazuje matce i takie imię nadane zostaje niemowlęciu. Tak na przykład spotkałem imiona Padle, Efendi, Monsignore, Automobil, a nawet mojego imiennika Casimiro, który przyszedł na świat w dniu, kiedy ja pojawiłem się wśród Szylluków!

Drugie imię przybiera Szilluk już z własnej woli w dzień tańca wojennego, dokumentując nim osiągnięcie godności wojownika. Rzadko następuje druga zmiana imienia, mianowicie tylko w wypadku, jeśli król powołuje daną osobę na jakiś urząd.”

 

Spodobała nam się też opowieść o śniegu w Afryce, po który Kazik, wiedziony tęsknotą wspinał się na Ruwenzori w Górach Księżycowych.

W planach miałyśmy upieczenie ciasta, a afrykańska historia zainspirowała nas do wykonania czekoladowego wypieku, zadedykowanemu poznańskiemu podróżnikowi.

Przepis – podobny do klasycznego „Murzynka” – pochodzi z książki „Cecylka Knedelek i fabryka czekolady” i jest na tyle prosty, że moja pomoc ograniczyła się do nadzorowania procesu rozpuszczania czekolady.

Przepis na czekoladowe kostki

Z mieszaniem, ubijaniem i pieczeniem ciasta, dziewczynki poradziły sobie same.

Pieczenie ciasta

Na końcu wierzch czarnego jak Afryka ciasta, został pokryty białymi płatkami cukrowego śniegu.

Ciasto na cześć Kazimierza Nowaka

Kazimierz Nowak „Rowerem i pieszo przez czarny ląd” Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931–1936

Łukasz Wierzbicki „Afryka Kazika”, Warszawa 2008

/

Glad Pask!

01.04.2010

 

„Opowiem teraz o ostatniej Wielkanocy w Bullerbyn. (…)

W Wielki Czwartek przebraliśmy się wszyscy jak zwykle w ten dzień za Baby Jagi. Chłopcy też. Włożyłam kraciastą chustkę Agdy, pasiasty fartuch i długą czarną spódnicę. Wzięłam też z pieca chlebowego długi pogrzebacz, by mieć na czym jechać. Lasse jechał na wielkiej miotle podwórzowej. Pojechałam konno do Zagrody Północnej i zawiozłam listy z życzeniami świątecznymi do Britty i Anny.

– Wesołych Świąt życzy stara czarownica. Teraz jadę na Łysą Górę – napisałam w liście.”

Lisa z Bullerbyn

Dziś w całej Szwecji zaroiło się od mniejszych i większych czarownic, a na ulicach zrobiło się od razu bardziej kolorowo.

szwedzkie czarownice

Szwecja - Wielki Czwartek

Szwedzkie wazony pełne są dziś brzozowych gałązek. Ich pierwsze zielone listki mają zachęcić wiosnę do szybszego przybycia, są też symbolem odradzającego się życia. Niegdyś, w Wielki Piątek pełniły też rolę rózg, którymi bito domowników na pamiątkę biczowania Chrystusa. Podobne rózgi były zresztą w użyciu również w polskich domach. Moje córki za każdym razem, z przejęciem słuchają opowieści dziadka o tym jak w wielkopiątkowy poranek, jego mama wpadała do sypialni z rózgą i słowami „za boże rany!” na ustach.

W Szwecji kwitnące brzozowe gałązki ozdabiane są głównie kolorowymi piórkami, w Polsce – pisankami i wstążeczkami.

W naszym brzozowym bukiecie rozgościło się gniazdko z kurczaczkami i wielkanocne ozdoby zrobione przez dziewczynki.

 

Życzymy Wesołych Świąt Wielkanocnych! Glad Pask!

Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!

Dzieciństwo w starożytnej Grecji

13.03.2010

 

Historia o Filemonie i Baucis przeniosła nas na jakiś czas do starożytnej Grecji. Dziewczynki całkiem sporo już o niej wiedzą, zwłaszcza starsza – po tegorocznych lekcjach historii w szkole i ostatniej lekturze „Przygód Odyseusza”.

Młodszą interesowało najbardziej codzienne życie greckich dzieci i jej starsza siostra opowiedziała jej o spartańskich niemowlętach zrzucanych ze skały.

To chyba najbardziej znany wątek związany z życiem w Sparcie – jednym z głównych polis greckich.

Podstawowym źródłem wiedzy o wychowaniu w Sparcie jest „Żywot Likurga” Plutarcha. Pochodzi on z I/II w. n.e., a źródła pierwotne z których korzystał Plutarch, w większości nie zachowały się. Właśnie Plutarch pisał, że o życiu dziecka w Sparcie decydowali najstarsi mężczyźni, a słabe i chore dzieci nie były raczej strącane w przepaść lecz porzucane w górach. Rodzina nie mogła w żaden sposób ich uratować.

 

W trochę lepszej sytuacji były niemowlęta z innych greckich państwmiast. Po narodzinach były przez matkę prezentowane ojcu. Jeśli ten wątpił w swoje ojcostwo lub jeśli dziecko było upośledzone, jak również było kolejną w rodzinie dziewczynką, także je porzucano. Często jednak w specjalnym miejscu, gdzie mogło zostać zabrane przez innych obywateli i wychowane na niewolnika. Stosowną ilustrację znalazłyśmy w bardzo ciekawej książce dla dzieci „Świat starożytny”.

Porzucanie dzieci w starożytnej Grecji

Tam również poczytałyśmy o greckim dzieciństwie:

„Siódmego dnia po narodzinach dziecka, drzwi frontowe domu dekorowano girlandami z gałęzi oliwki, kiedy przyszedł na świat chłopiec lub z wełny, gdy urodziła się dziewczynka. Rodzina składała ofiarę bogom i wydawano ucztę dla krewnych.”

Podczas tej uroczystości obnoszono dziecko wokół ogniska i nadawano mu imię.

Dzieciństwo w starożytnej Grecji

Jako piastunki do dzieci, zatrudniano często w Atenach Spartanki, które słynęły z dobrego zdrowia i umiejętnych, chociaż surowych metod wychowawczych, wg których same zostały przecież wychowane.

Odpowiedzialność za losy spartańskiego dziecka po ukończeniu szóstego roku życia przejmowało państwo, a celem wychowania było ukształtowanie nieustraszonego żołnierza. Mężczyźni większość czasu spędzali od dziecka we własnym gronie, a styl ich życia powodował zanik wszelkich indywidualnych cech i uzdolnień. Najważniejszymi przedmiotami edukacji były ćwiczenia atletyczne, taniec i posługiwanie się bronią, a muzyki i poezji uczono w tylko w niewielkim stopniu.

Wychowanie w starożytnej Sparcie

źródło: miesięcznik “Kumpel” 4/2008

 

Dzieci hartowano poprzez chodzenie boso i prawie nago, rzadką kąpiel, spanie na własnoręcznie zebranej trzcinie. Wyżywienie było niewystarczające, zachęcano więc chłopców do kradzieży żywności w okolicznych gospodarstwach podległych chłopów. Raz w roku odbywały się zawody, w czasie których chłopcy byli bici. Sprawdzano, który wytrzyma najdłużej bez krzyku.

O wartości życia dziewczynki stanowiła jej przydatność do rodzenia silnych i zdrowych dzieci.

Dziewczynki w starożytnej Sparcie

W edukacji ateńskiej również przykładano wielką wagę do tężyzny fizycznej, która powinna jednak łączyć się w dużym stopniu z umiejętnością gry na instrumentach, recytowania poezji i sztuką przemawiania. Do szkoły uczęszczali oczywiście tylko chłopcy, a dziewczynki uczone były w domu przez matki.

Szkoda, że niemożliwe jest już bliższe poznanie tego odległego świata.

Zabawy w starożytnej Grecji

 

S. Peach, A. Miliard „Grecy” w: „Szkolny przewodnik – starożytny świat”, Wydawnictwo RTW, Warszawa 1998

/

Jak zbudować igloo

19.02.2010

 

Ilość śniegu, który przysypał w tym roku nasz ogród, wystarczyłaby pewnie na zbudowanie solidnej osady igloo dla gromadki Innuitów. Nie znamy niestety jednak żadnego, który pokazałby nam jak się takie igloo buduje. Odważyliśmy się więc tylko na wykopanie śniegowego tunelu na tarasie, którym można przedostać się z domu do ogrodu.

Śniegowy tunel w naszym ogrodzie

Z naszej budowli byliśmy bardzo dumni, ale tylko do czasu, kiedy zobaczyliśmy zdjęcia z lodowo–śniegowych hoteli, których sporo powstaje w Finlandii, Szwecji czy Kanadzie. Ciekawe czy Innuitom spodobałby się nocleg w takim pokoiku?

Lodowy hotel

Icehotel, Sweden

 

Moich wątpliwości co do szansy na zbudowanie przez nas igloo, nie podzielała jednak zupełnie moja młodsza córka. Kiedy w zeszłym tygodniu odbierałam ją ze szkoły, pokazała mi z dumą zaczątki białej budowli na szkolnym placu zabaw. Byłam naprawdę zdumiona, bo zerówkowicze ułożyli całkiem już spory, okrągły cokół z kawałków zbitego śniegu. Córka oczekiwała teraz mojej rady, co do dalszych kroków budowy i co najważniejsze, sposobu ułożenia dachu. Rozmawiałyśmy o tym w drodze do domu mojej przyjaciółki, której siedmioletnia córeczka, wraz ze swoim dziadkiem, zbudowała w ogródku wspaniałe igloo. Zupełnie się go tam nie spodziewałyśmy!

Igloo w ogródku

Może w przyszłym roku również odważymy się spróbować? Na razie gromadzimy wiedzę teoretyczną i szukamy dalszych inspiracji:)

Pomocnym może okazać się, choćby taki filmik.

 

Dziewczynki i chłopcy z Afganistanu

01.01.2010

 

Akcja w dwóch powieściach Hosseiniego, które przeczytałam w czasie ostatnich kilku dni, dzieje się na przestrzeni wielu lat tragicznej historii Afganistanu.

Tysiąc wspaniałych słońc i Chłopiec z latawcem

Życie głównych bohaterów nie koncentruje się na współczesnych im przeżyciach. Powraca do arkadyjskich, ale też traumatycznych wspomnień własnej i rodzinnej przeszłości oraz przechodzi w tęskne marzenia o lepszej przyszłości.

Mariam, Lajla, Amir, Hassan są dziećmi o różnej historii. Ich dzieciństwo tkwi w nich przez całe życie. Pamięć szczęścia bądź cierpienia, którego wtedy zaznali naznacza ich czyny w dorosłym życiu. Na własne dzieci przenoszą i siłę i balast. Dzięki nim podejmują się też walczyć z własnymi słabościami, samotnością, zniewoleniem, ograniczeniami kultury.

kadr z filmu "Chłopiec z latawcem"

 Walczą o własną godność, ale również dosłownie – o życie. W czasie wojen, fanatycznych prześladowań religijnych czy niewolą i męską dominacją w rodzinie.

Powieści Hosseiniego nie są dla mnie literacko idealne, czasami drażnią formą, dość topornie zarysowanymi zwrotami akcji, niezręcznymi dialogami.

Nie zmienia to jednak faktu, że są całkowicie pochłaniającą lekturą od której trudno się oderwać, mówiącą o ważnych, wciąż nierozwiązanych niestety problemach politycznych i ciągle aktualnych rozterkach ludzkich.

Mnie skłoniły do głębszych poszukiwań źródeł tragicznej historii Afganistanu i do kolejnej zadumy nad kulturową odmiennością, ale i moralnym uniwersalizmem ludzkich losów.

 

Khaled Hosseini „Tysiąc wspaniałych słońc”, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2009

Khaled Hosseini „Chłopiec z latawcem”, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2008

 

Trailer filmu “Chłopiec z latawcem”