Archiwum kategorii 'Dziecięca twórczość'

Poznańskie koziołki

08.08.2010

 

„To nie jest bajeczka, możecie mi wierzyć

Dwa małe koziołki mieszkają na wieży.

Kiedy miejski zegar wybije dwunastą,

wychodzą na balkon popatrzeć na miasto.

Tupią kopytkami, kiwają główkami

pocieszne koziołki.

Znaleźć je nie sztuka.

Jest takie miasto nad Wartą

tam koziołków szukaj.”

 

Ten wierszyk był jednym z całego repertuaru artystycznych utworów o Poznaniu i koziołkach, które recytowałam z zapałem, będąc dawno temu dumnym poznańskim przedszkolakiem. Wierszyk został zarejestrowany przez moich rodziców na taśmie szpulowego magnetofonu i czasami słuchamy w domu tych starych recytacji.

Myślę, że Poznaniacy znają jeszcze różne inne koziołkowe piosenki i wiersze, bo trykające się na ratuszowej wieży zwierzątka towarzyszą naszej edukacji przez wiele lat.

Poznańskie koziołki

Oprócz wycieczek przedszkolnych, chodziliśmy również oglądać koziołki z wszystkimi odwiedzającymi naszą rodzinę gośćmi, opowiadając im wcześniej o historii i legendzie powstania ratuszowego zegara.

Legenda mówi, że kiedy w roku 1551, z okazji uroczystego odsłonięcia nowego zegara przygotowywano w ratuszu wielką ucztę, kuchcik spalił na rożnie sarni udziec.

W wielkim strachu przed srogą karą, wybiegł na rynek w poszukiwaniu mięsa. Spostrzegłszy dwa koziołki, uprowadził je z zamiarem upieczenia. Dwóm rogatym zwierzakom udało się uciec, a zgromadzeni goście mieli okazję ujrzeć je trykające się na wieży ratusza. To wydarzenie wzbudziło taką ogólną wesołość, że Rada Miejska postanowiła zamówić u twórcy zegara, mistrza Wolffa, figurki koziołków napędzane zegarowym mechanizmem.

 

W swoich zbiorach znalazłam też ciekawy wierszyk własnego autorstwa, napisany w wieku 8 lat. Na tym przykładzie, widać jak silny wpływ wywarł na mnie wcześniej przyswojony artystyczny repertuar;)

wiersz o poznańskich koziołkach

Kiedy pokazałam wierszyk dziewczynkom, młodsza postanowiła również stworzyć własne poetyckie dzieło o koziołkach…

Krótki wiersz o poznańskich koziołkach

Wierszyk został dedykowany żywym koziołkom, spotkanym niedawno na wakacyjnym szlaku, które były – wg jej słów – „jakieś takie grzeczniejsze od tych z ratusza”.

Koziołek nr 1

Koziołek nr 2

O koziołkach przypomniałyśmy sobie również ostatnio na ołomuńskim rynku, gdzie oglądaliśmy napędzany zegarem pochód czeskiego proletariatu, którym zastąpiono wcześniejszy pochód świętych. Poznańskie koziołki nie wzbudzały na szczęście negatywnych skojarzeń wśród komunistycznych notabli i przetrwały – choć już w kolejnej zrekonstruowanej formie – dziejowe zawirowania.

Chodzimy czasami je odwiedzać.

O 12-stej przed ratuszem

Lubię przyglądać się turystom, którzy oglądają je po raz pierwszy, a dziewczynki wypatrują na koziołkach nowych kubraczków. Okazuje się bowiem, że koziołki choć z długą historią, potrafią przystosować się do aktualnych mód i bieżących wydarzeń.

W czasie Wielkanocy, występowały przebrane za baranki…

Poznańskie koziołki jako baranki

…a niedawno prezentowały też gustowne, okolicznościowe pelerynki związane z Euro 2012:)

Poznańskie koziołki i Euro 2012

Koziołki wzbudzają powszechną sympatię, ale pogłaskać ich się oczywiście nie da. Pewnie dlatego na pobliskim Placu Kolegiackim, stanęła kilka lat temu rzeźba koziołków.

Koziołki na Placu Kolegiackim w Poznaniu

Do rytuału już należy pozowanie do zdjęcia na grzbiecie jednego ze zwierzaków, tarmoszenie i głaskanie ich – nie tylko jak zauważyłam przez najmłodszych sympatyków:)

Te koziołki też bywają czasami odziane. W takich ubrankach widziano je zimą:)

Koziołki w zimowej szacie

zagadka o koziołkach

 

/

Na koloniach

10.07.2010

 

„Gdybym miał gitarę…” to piosenka śpiewana chyba na wszystkich koloniach i obozach. Znalazłam ją w śpiewniku mojej starszej córki, która właśnie wróciła z kolejnej w swoim życiu kolonii.

Na koloniach

Znalazłam też kilka innych znajomych piosenek, ale i utwory Myslovitz, Szymona Wydry, Moniki Brodki, których nie śpiewaliśmy oczywiście za moich kolonijnych czasów. Wszystkich piosenek uczy się teraz z zapałem młodsza siostra naszej kolonistki, która już zaczęła przygotowywać się, a nawet pakować do swojego pierwszego wyjazdu. Ma on nastąpić co prawda dopiero w przyszłe wakacje, ale warto być już przygotowanym;)

Codziennie oglądamy też zdjęcia z kolonii, co zabrało nam już dobre kilka godzin. Zdjęć – zapisanych na 3 płytach – jest chyba z 1000, a każde wzbogacone zostaje podczas pokazu stosownym komentarzem. Zdjęcia przywiezione zostały również w aparacie fotograficznym córki, a jest ich również sporo, bo tematem przewodnim tych artystycznych kolonii, były – oprócz tańca i technik plastycznych – warsztaty fotograficzne. Jak zauważyłam, najchętniej fotografowanym obiektem były zwierzęta zamieszkujące pobliskie jezioro i pensjonatowe podwórko, w tym kilka miejscowych psów.

 

Nasi rodzice nie byli chyba poinformowani o naszych wyjazdach w tak szczegółowy sposób. Z drugiej strony, kolonie były kiedyś znacznie dłuższe, a rodzice odwiedzali nas zawsze w jedną z niedziel. Dziewczynki bardzo chętnie słuchają naszych wspomnień. Porównujemy listy, śpiewniki i zdjęcia.

Mój mąż, mimo wielokrotnego pobytu na koloniach, zachował jedynie jako pamiątkę odznakę z napisem „Dziecko Neptuna”, która to pozostała mu po obozie żeglarskim.

Natomiast w moich zbiorach, kryje się trochę więcej kolonijnych skarbów. Mam zdjęcia zrobione podczas odwiedzin rodziców, w czasie moich pierwszych kolonii w Złotowie. Miałam wtedy 8 lat i pisałam mnóstwo listów w kopertach zaadresowanych wcześniej przez mamę. Niektóre z nich jeszcze znalazłam. Pokazałam też dziewczynkom okraszoną pamiątkowymi podpisami kolonijną chustę i pamiętnik pisany podczas któregoś z kolejnych wyjazdów.

Dawno temu na koloniach

Kolonie mojej córki przypominały trochę te na które ja jeździłam, były jednak zdecydowanie bardziej kameralne, a dzieci miały więcej ciekawych zajęć. Oprócz porannej gimnastyki, zbierania jagód…

Na jagody

…gry w „dwa ognie”, ogniska, wycieczek, kąpieli w jeziorze i konkursów na piaskową rzeźbę…

Krab z piasku

…uczyły się fotografowania, szydełkowania, decoupage’u…

Butelki

…oraz wypiekania i malowania ślicznych aniołków z masy solnej.

Aniołki z masy solnej

Chciałabym znów pojechać na kolonie:)

Na szczęście czas wakacji nastał właśnie dla całej naszej rodziny i jutro wyruszamy w podróż!

Mam nadzieję, że będzie ciekawie, a wakacje udane, czego i Wam życzę:)

/

Budujemy domki dla lalek

09.06.2010

 

Moja starsza córka chciałaby zostać projektantem wnętrz. Dlatego bardzo zainteresowało ją – zorganizowane przez Księgirękę – „Wielkie Projektowanie”. Na warsztatach, których tematem było rozwiązywanie przestrzeni i funkcji we wnętrzach, dzieci otrzymały białe makiety, które wypełniły konstruowanymi mebelkami, wyklejanymi tapetami i układanymi z drewnianych klepek podłogami.

Warsztaty projektowania wnętrz

Projekt domku dla lalek_1

Projekt domku dla lalek_2

Domki, które powstały, bardzo spodobały się mojej młodszej córce, która z racji wieku nie brała udziału w warsztatach. Postanowiłyśmy więc urządzić sobie podobne projektowanie w domu.

 

Wcześniej czytałyśmy też pełną inspirujących pomysłów, książkę „D.E.S.I.G.N”. Dziewczynki przeglądają ją wielokrotnie nie mogąc nadziwić się znajdywanym tam ciekawostkom przestrzennym i niesamowitym sprzętom. Mi najbardziej podoba się praktyczny i bardzo pożyteczny społecznie, projekt laptopa dla dzieci z najbiedniejszych krajów świata.

Yves Behar

Projekt laptopa dla dzieci

Na zabawę w budowanie domków poświęciłyśmy prawie cały dzień. Rozpoczęłyśmy od wyprawy do marketu budowlanego gdzie można za darmo zaopatrzyć się w trzydziestocentymetrowe próbki tapet. Kupiłyśmy tylko mocny klej, małe kawałki materiału na zasłonki i taśmy z koralikami.

Wnętrza powstały ze sklejonych ze sobą kartonów po butach. Tapetowałyśmy je, układałyśmy wykładziny podłogowe i wymyślałyśmy meble. Kanapy powstały z plastikowego pudełka po ptasim mleczku, poduszki dziewczynki uszyły samodzielnie.

Nowe wnętrze dla lalek z kanapą

Fotel i stolik

Jeden z domków wyróżnia się obszernym tarasem. Jest tu nowoczesna rzeźba w kształcie jajka oraz basen dla foki i żaby…

Taras w domku dla lalek

….a także odważne w formie meble ogrodowe pod niedużym drzewkiem.

Plastikowe meble ogrodowe

Wnętrza utrzymane są w stylu afrykańskim…

Salon afrykański

…jest tu też obraz namalowany na kawałku małej deseczki…

obraz na desce

Salon został umeblowany moimi starymi mebelkami dla lalek, które jakby odmłodniały trochę w nowym wnętrzu:)

Mebelki dla lalek

Nowy salon dla lalek

A wszystkim przyszłym budowniczym lalkowych domków, którzy szukają inspiracji, polecam zajrzeć również do Pomyskowa, gdzie powstał wspaniały domek piętrowy.

/

Prezent imieninowy od starszej siostry

17.05.2010

 

Kolekcja pluszowych maskotek mojej młodszej córki znów się powiększyła. W sobotę otrzymała od starszej siostry uszytego przez nią samodzielnie słonika, który z drugiej strony – tam gdzie jest niebieski i nie ma ucha – jest mrówkojadem.

Słonik z filcu

Słonio–mrówkojad dołączył do swojego filcowego brata – pieska, uszytego już trochę wcześniej.

Słonio-mrówkojad z pieskiem i walizeczką do szycia

Oba zwierzątka powstały wg wykrojów i z materiałów dostępnych w walizeczce z przyborami do szycia, która jest ostatnio bardzo intensywnie wykorzystywana.

Maskotka wspierała oczywiście swoją panią w czasie rodzinnych rozgrywek w układaniu balansujących wież, które również były imieninowym prezentem.

Balansujące wieże i słonik

/

Patyczaki w towarzystwie Wielkiej Niedźwiedzicy

03.03.2010

 

W pokoju, który jako dziecko dzieliłam z siostrą, stało ogromne radio, włączane zazwyczaj o 6 rano, godzinie naszej pobudki. Schowana pod ciepłą kołdrą, zastanawiałam się kto w Polsce wyskakuje właśnie z łóżka, by otworzyć okno i raźno gimnastykować się wg wskazówek rześkiego spikera.

Wolałam wieczorny Supełek, którego słuchałam raczej tylko w chorobie, gdy nie mogłam biegać po podwórku. Otaczałam się lalkami, ssałam chlorochinaldin na ból gardła i stwierdzałam, że chorowanie nie jest wcale takie złe. Najokropniejsze z tabletek można było niepostrzeżenie wrzucić za tapczan, a na stoliku, oprócz stosu książek, leżały też płyty z bajkami: Kopciuszkiem, Śpiącą Królewną, Jasiem i Małgosią, Ali Babą.

stare płyty winylowe dla dzieci

Płyty odtwarzałyśmy na adapterze, który znajdował się pod unoszoną pokrywą radia.

Plejada najlepszych polskich aktorów pomagała mi przenosić się w wyobraźni do dalekich, baśniowych krain, gdzie rzewny śpiew Kopciuszka i Czerwonego Kapturka nierozerwalnie łączył się z trzaskami i szumami odtwarzanej płyty.

Płyty odtwarzałam też jeszcze niedawno na znacznie nowszym już gramofonie, ale trzaski zagłuszały najstraszliwsze nawet pokrzykiwania zbójców.

Moje córki również uwielbiają te muzyczne słuchowiska, wznowione na szczęście na płytach CD przez wydawnictwo Bajki–Grajki. Płyty stają się wręcz niezastąpione w czasie choroby czy przymusowego unieruchomienia na kanapie, którego od kilku dni doświadcza właśnie moja młodsza córka. Szyta niedawno noga, może goić się spokojnie, gdy jej właścicielka przenosi się myślami do indiańskiej krainy prerii. Płyta z historią „Wielkiej Niedźwiedzicy” została właśnie odtworzona po raz trzeci, mimo, że kuszą jeszcze kolejne okładki z zapowiedzią niezwykłych historii.

Wielka Niedźwiedzica - legenda indiańska

Kilka dni temu przybyły do naszego sklepu Pikinini, kartony z kilkudziesięcioma tytułami bajek muzycznych.

 

Słuchanie płyt umila nam też prace plastyczne. W czasie rekonwalesnecji powstały m.in. wyszyta fastrygą myszka i fantastyczne patyczaki.

Patyczak w wykonaniu zespołu Pikinini

Koniec lutego to czas kiedy przycina się drzewa. W naszym ogrodzie, były to stare śliwy, które dostarczyły nam mnóstwo gałęzi – budulca potrzebnego do wykonania stworków. Pomysł zaczerpnęłyśmy ze starego numeru „Misia”:

Jak zrobić patyczaki1

Jak zrobić patyczaki2

A na wygląd kolejnych patyczaków, wpływa również – jak zauważyłam – tematyka muzycznych bajek, słuchanych w czasie twórczej pracy:–)

/

Serwetka na urodziny…

26.02.2010

 

… uszyta samodzielnie przez naszą sześciolatkę, dla babci i dziadka.

Dobór materiałów, wycinanie, nawlekanie igły i szycie…

Szycie serwetki

Kilka dni samodzielnej, wytężonej pracy i oto jaki efekt:)

Serwetka w pełnej krasie

Dzień z “Majster Klepką”

03.12.2009

 

„Majster Klepka” to nowy, rodzinny kwartalnik z wycinankami-sklejankami. W niedzielę byłyśmy w Księdzeręce, na warsztatach promujących pierwszy numer.

Dzieci otrzymały arkusze kartonu w narysowaną wycinanką, którą ozdobiły rysunkami i naklejkami.

a

Przy wycinaniu poszczególnych części pomagałam młodszej córce. Razem też złożyłyśmy kartonowego ludka. Podczas składania i sklejania, naśladowałyśmy pracę mojej starszej córki, która swojego „Henia” złożyła nadzwyczaj sprawnie. Ludzik młodszej też otrzymał to samo imię, przy czym dodatkowo został ozdobiony napisem „BAL”, które to słowo – w ramach intensywnie ostatnio ćwiczonych przez naszą sześciolatkę umiejętności czytania – zostało zauważone w drodze do Księgiręki. Jedna z poznańskich restauracji reklamowała już bal sylwestrowy:)

Henio i bal

Kartonowe Henie przyjechały do naszego domu wraz pierwszym numerem „Majster Klepki”. Moja młodsza córka ubrała swojego Henia w lalczyne ubranka i położyła do kartonowego łóżeczka. Ludzik okazał się być – na szczęście – solidnie sklejony i złożony. W tym czasie starsza córka kończyła już prawie składanie „majsterklepkowej” wycinanki sklepu mięsnego pani Leokadii i Mieczysława Golonko, o wdzięcznej nazwie PPHU „Mięso Drób Wędliny”.

sklep Mieso Drób Wędliny

Widok tego kartonowego sklepu nastroił mnie wspomnieniowo i podczas układania papierowych plasterków wędlin na ladzie chłodniczej, opowiedziałam dziewczynkom o sklepach mięsnych mojego dzieciństwa, kartkach, pustych półkach i książkach przeczytanych podczas długich godzin spędzonych w kolejkach. Dziewczynki od razu nabrały ochoty na kanapki z szynką:)

„Majster Klepkę” polecamy!

Pluszowy miś

21.11.2009

 

25 listopada to Dzień Pluszowego Misia. Z tej okazji zespół Bajecznej Fabryki przygotował misiowy konkurs.

baner

Dziewczynki – aktywne ilustratorki powstających w fabryce bajek – od rana zaczęły przygotowywać swoje prace, które wezmą udział w losowaniu nagrody, jaką jest oczywiście pluszowy miś.

Starsza wyhaftowała obrazek…

haft z pluszowym misiem

…a młodsza posłużyła się różnymi technikami, tworząc dzieła bliższe raczej współczesnej sztuce awangardowej niż klasycznym pierwowzorom;)

miś z plasteliny

 

misie

Co ciekawe, moje córki najgorętszym uczuciem darzą zupełnie inne, niezastąpione latami pluszaki: krecika i królika.

Jednak kiedy dziewczynki nocują u swojej cioci, towarzyszem ich snu jest wtedy pluszowy miś – wierny, wieloletni towarzysz mojej siostry. Piotruś (to jego imię) ma wyhaftowane na uszach inicjały swojej pani. Tak oznaczyła go nasza mama, gdy moja siedmioletnia siostra wyjeżdżała wraz z misiem na dwumiesięczny pobyt w sanatorium.

Piotruś

Piotruś z kotem

Mój miś miał na imię Kubuś. Został kupiony przez mamę podczas jednego z pierwszych spacerów z wózkiem w którym leżałam. Niestety jego los nie był tak szczęśliwy jak Piotrusia. Któregoś dnia zapomniałam zabrać go z domu babci, pozostawiając przy piecu w którym palił się ogień. Babcia widząc wymizerowaną już, przybrudzoną zabawkę, użyła jej niestety do ogrzania domu. Fakt ten był długo przede mną tajony, ale po latach odkryłam niestety straszną prawdę.

 

Nie pamiętam już jak wyglądał Kubuś, ale kiedy w Edynburgu w Museum of Childhood zobaczyłam misia z 1906 roku, wydawało mi się że mój stary przyjaciel był podobny właśnie do niego:)

Miś z 1906 roku - Museum of Childhood w Edynburgu

Pluszowe misie spotkałam też w przedszkolu. Nie sądzę by któryś z nich jeszcze istniał. Ciężko pracowały, targane za uszy przez rzesze dzieci. Były całkiem duże i towarzyszyły nam zawsze w czasie grupowych zdjęć. Z jednym z nich, czuję szczególną więź. Podobnie jak ja musiał założyć na głowę żołnierską czapkę;)

Miś w przedszkolu

Co może zaciekawić książkowego mola…

19.11.2009

 

Bardzo przyjemne jest czekanie na książkę. Lubię patrzeć na swój stosik lektur przygotowany do czytania, przeglądać listę książek, które chciałabym przeczytać, umawiać się z panią bibliotekarką na odłożenie nowości.

Lubię czekać na książki, które mają zostać wydane. O niektórych opowiadam dzieciom i wtedy razem cieszymy się kiedy w końcu trafią do naszego domu.

Wielką radość sprawiły nam ostatnio „D.O.M.E.K.” – niesamowicie interesująca również dla dorosłych, książka o współczesnej architekturze; nowe książki z przepisami Cecylki Knedelek i zabawna, nowa historia o Emilu. Z niecierpliwością czekamy na mającą się wkrótce ukazać książkę z nowymi przygodami jednej z naszych ulubionych postaci literackich – niepokornej Mamy Mu.

Książkowe nowości

Miło mi również poinformować o kolejnym etapie, w który wkroczyła, promowana również przez nas, akcja Wydawnictwa Dwie Siostry i Allegro „Ulubiona książka z dzieciństwa”. Spośród pięciu wybranych już tytułów, należy zagłosować na jeden, który ma ogromną szansę zostać ponownie wydany w serii Mistrzowie Ilustracji.

Ulubiona książka z dzieciństwa

Popieramy również inicjatywę Wydawnictwa Bajkopisarze.pl, które na swojej stronie ogłosiło, związany z adwentowym oczekiwaniem, konkurs na DOBRE POSTANOWIENIE.

Warto zapoznać się z zasadami konkursu na stronie wydawnictwa i wysłać dziecięce postanowienie w formie rysunku lub opisu. To szansa na wygranie zestawu do wykonania kalendarza adwentowego, zawierającego opowiadanie, kalendarz i naklejki z ikonkami dobrych postanowień, ale także okazja do porozmawiania o prawdziwym sensie świątecznych przygotowań.

konkurs Dobre Postanowienie

Wydawnicze inicjatywy pojawiają się ostatnio i w naszym domu. Moja młodsza córka, pragnąca zostać w przyszłości przyrodnikiem-pisarzem, tworzy kolejne książeczki o przygodach Ali i jej zwierzątek – asa, pająka i osy;)

Starsza – zainspirowana zabawnym nieporadnikiem opisującym do czego NIE należy używać młotka

Nieporadnik Młotek

Jak nie używać młotka

…opracowała równie poważny poradnik o tym do czego NIE należy używać gazety.

Nieporadnik Gazeta

wstęp do Nieporadnika

Do czego nie służy gazeta

Wydawnictwu Czerwony Konik polecamy przyjrzeć się tej pozycji przy wydaniach kolejnych tomów z „nieporadnikowej” serii;)

Przygoda na tratwie

22.10.2009

 

Jedną z opowiadanych w mojej rodzinie anegdot z dzieciństwa mojego dziadka, jest historia o tym jak – w towarzystwie bardziej łobuzerskiej części swojego licznego rodzeństwa – wypłynął na jezioro sadowiąc się w środku domowej balii.

Przeżycie prawdziwej morskiej przygody jest pewnie marzeniem wielu dzieci. Zastanawiam się czy dziadkowa balia była namiastką statku pirackiego czy może tratwą rozbitków poszukujących bezludnej wyspy.

Moim dzieciom nie przychodzą na szczęście do głowy podobne pomysły. Może dlatego, że nie mamy już w domu drewnianej balii, a może dlatego że w morskich rozbitków można pobawić się też w inny sposób.

W pełnej ciekawych pomysłów książce „Wynalazki, które zmieniły świat”, znalazłyśmy sposób na zbudowanie modelu tratwy.

Jak zbudować tratwę 

W jej konstruowaniu pomagał nam też siedmioletni synek mojej przyjaciółki, który gościł u nas przez cały ostatni weekend.

W książce znajdziemy też – ciekawą dla starszych dzieci – odpowiedź na pytanie dlaczego statki utrzymują się na wodzie, co to jest pływalność i gęstość.

Dlaczego przedmioty utrzymują się na wodzie

Zbudowaną tratwę postanowiliśmy od razu wypróbować…

Nasza tratwa

Autorzy książki proponują eksperyment z przewożeniem na tratwie różnych ładunków. Jednak przygody, które miały miejsce w naszej misce wody, odznaczały się znacznie większą dynamiką. Mroziły po prostu krew w żyłach. Tratwa okrążona była przez krokodyle, a rozbitkowie usiłowali w różny sposób przedostać się z niej na bezludną wyspę.

Przygody na tratwie

Tratwa zbudowana była z suchego drewna, nasiąkała więc trochę wodą i jej pasażerowie musieli cały czas walczyć z wodnym żywiołem, odpychani od wyspy przez bezlitosnych piratów i podgryzani przez krokodyle. Tratwa jednak nie zatonęła. Może dlatego, że  pod koniec zabawy, w misce nie było już prawie wcale wody?