25 listopada to Dzień Pluszowego Misia. Z tej okazji zespół Bajecznej Fabryki przygotował misiowy konkurs.

Dziewczynki – aktywne ilustratorki powstających w fabryce bajek – od rana zaczęły przygotowywać swoje prace, które wezmą udział w losowaniu nagrody, jaką jest oczywiście pluszowy miś.
Starsza wyhaftowała obrazek…

…a młodsza posłużyła się różnymi technikami, tworząc dzieła bliższe raczej współczesnej sztuce awangardowej niż klasycznym pierwowzorom;)


Co ciekawe, moje córki najgorętszym uczuciem darzą zupełnie inne, niezastąpione latami pluszaki: krecika i królika.
Jednak kiedy dziewczynki nocują u swojej cioci, towarzyszem ich snu jest wtedy pluszowy miś – wierny, wieloletni towarzysz mojej siostry. Piotruś (to jego imię) ma wyhaftowane na uszach inicjały swojej pani. Tak oznaczyła go nasza mama, gdy moja siedmioletnia siostra wyjeżdżała wraz z misiem na dwumiesięczny pobyt w sanatorium.


Mój miś miał na imię Kubuś. Został kupiony przez mamę podczas jednego z pierwszych spacerów z wózkiem w którym leżałam. Niestety jego los nie był tak szczęśliwy jak Piotrusia. Któregoś dnia zapomniałam zabrać go z domu babci, pozostawiając przy piecu w którym palił się ogień. Babcia widząc wymizerowaną już, przybrudzoną zabawkę, użyła jej niestety do ogrzania domu. Fakt ten był długo przede mną tajony, ale po latach odkryłam niestety straszną prawdę.
Nie pamiętam już jak wyglądał Kubuś, ale kiedy w Edynburgu w Museum of Childhood zobaczyłam misia z 1906 roku, wydawało mi się że mój stary przyjaciel był podobny właśnie do niego:)

Pluszowe misie spotkałam też w przedszkolu. Nie sądzę by któryś z nich jeszcze istniał. Ciężko pracowały, targane za uszy przez rzesze dzieci. Były całkiem duże i towarzyszyły nam zawsze w czasie grupowych zdjęć. Z jednym z nich, czuję szczególną więź. Podobnie jak ja musiał założyć na głowę żołnierską czapkę;)
