Archiwum kategorii 'Podróże z dziećmi'

Morawy z prysznicem

28.07.2010

 

Tajemnicze zamczyska, urokliwe miasteczka, wino, słońce i chłodne jaskinie.

To wszystko znaleźliśmy na Morawach.

 

Wraz z naszym wyjazdem na wakacje, zaczęły się ogromne upały. W Międzygórzu, gdzie zaplanowaliśmy pierwszy nocleg, z trudem wspięliśmy się – krótkim przecież odcinkiem szlaku – do górskiego Ogrodu Bajek, a później do wodospadu Wilczki.

W Czechach sporo zwiedzaliśmy, więc zbawienne w czasie tropikalnych upałów okazały się jaskinie Morawskiego Krasu z temperaturą wynoszącą ok. 9 st. C i hotelowy basen pod koniec upalnego dnia. Odwiedziliśmy również otwarte kąpielisko termalne w Austrii, gdzie szukaliśmy wytchnienia po zwiedzaniu uroczego granicznego miasteczka Mikulov. Dziewczynki z niecierpliwością wypatrywały również fontann, których mnóstwo można znaleźć na miejskich rynkach, skwerach i zamkowych dziedzińcach. Niektóre z nich – czasami bardzo nowoczesne w formie – umożliwiały ochłodę w rozpryskującej się wodzie.

 

Naprawdę schłodził nas jednak – dopiero pod koniec naszej podróży – prawdziwy deszczowy „prysznic” trwający prawie dwa dni. W deszczu zwiedzaliśmy Jesenik – uzdrowisko słynne z wodolecznictwa, którego prekursorem był, żyjący na początku XIX wieku – Vincent Priessnitz – wynalazca prysznica:)

Medalion z wizerunkiem Priessnitz’a znany nam jest z poznańskiego pomnika Hygiei, bogini wody. Pomnik wraz ze studzienką ufundował znany poznański filantrop – Edward hr. Raczyński – w podziękowaniu za uzdrowienie syna. Jemu też mieszkańcy Poznania zawdzięczają budowę pierwszych wodociągów, do czego pośrednio przyczynił się zapewne i Vincent Priessnitz.

 

Zdjęć będzie tym razem więcej, ale też sporo czasu nie było nas na blogu:)

 

Zamek w Litomyślu z niezwykłym sgraffito…

Litomyśl

…tak było w jaskiniach Morawskiego Krasu. Wokół skał latało mnóstwo kolorowych motyli. Znaleźliśmy ich nazwę – to Oblaczek Granatek.

Morawski Kras i Oblaczek Granatek

W jaskini Punkevi płynęliśmy podziemną rzeką, a największe wrażenie zrobiła chyba na nas tajemnicza przepaść Macocha i ta straszna wiedźma:)

Wiedźma z jaskini

Mikulov

Mikulov

…pola słoneczników…

Morawskie słoneczniki

…baseny oraz fontanna w Brnie. Po Brnie – dla uniknięcia skwaru – spacerowaliśmy późnym wieczorem. To bardzo piękne miasto i – co ważne! – pełne fontann:)

Baseny i fontanna w Brnie

Na zamku w Valticach

Valtice

Tu dziewczynki podlewają rośliny w przepięknym zamkowym ogrodzie ziołowym…

Ogród ziołowy w Valticach

…wino…

Morawskie wino

Zamek w Lednicach

Lednice

Austerlitz

Austerlitz

Fontanna w Austerlitz

Takie drzewo dziewczynki chciałyby mieć w ogrodzie:)

Drzewo w Austerlitz

…lwica w zoo w Hodoninie też była chyba zmęczona upałem…

zoo Hodonin

Kromieryż

Kromieryż

Zamek Pernstejn

Pernstejn

Ruchomy mechanizm zegara w Ołomuńcu. Pochód świętych zastąpiono po wojnie pochodem proletariatu:)

Zegar w Ołomuńcu

Jedna z fontann Ołomuńca…

Fontanna w Ołomuńcu

W Jeseniku, przed sanatorium Priessnitza stały niezwykle atrakcyjne dla dzieci (pewnie dla kuracjuszy również) obrotowe ławki i ciekawa fontanna w kształcie wanny…

Priessnitz w Jeseniku

A tu jeszcze trochę fontann:)

Prysznic Priessnitz'a

Fontanna w Jeseniku

Czeskie fontanny

Ostatnie wakacyjne chwile znów upłynęły nam w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie nocowaliśmy w uroczym pensjonacie niedaleko Międzylesia

Kotlina Kłodzka

Do Poznania wracaliśmy przez Wrocław, pokazaliśmy więc dzieciom Panoramę Racławicką…

Panorama Racławicka

…i znaleźliśmy parę wrocławskich krasnoludków. Zakupiliśmy też specjalną mapę z krasnoludkowym szlakiem, bo Wrocław mamy zamiar zwiedzić dokładniej jesienią.

Wrocławskie krasnoludki

 

/

Rowerowe wakacje z dziećmi

04.07.2010

 

Moje pierwsze rowerowe wspomnienia wiążą się z wiklinowym fotelikiem mocowanym z przodu ogromnego, czarnego roweru babci. Podobny fotelik montowano również na rowerze dziadka. Siedząc w nich, tyłem do kierunku jazdy, a przodem do rodziców – jeździłyśmy z siostrą na jeżyny do pobliskiego lasu. Nikt nie słyszał wtedy o kaskach, bezpiecznych zapięciach i drogach rowerowych, z których mogą korzystać już nasze dzieci.

 

Na pierwszą, dłuższą rowerową wyprawę zabraliśmy naszą najstarszą córkę gdy miała 15 miesięcy. Wakacje spędziliśmy wtedy na Kaszubach, jeżdżąc codziennie rowerami po leśnych i polnych drogach. Pokonywane odcinki nie były bardzo długie bo nasze dziecko po jakimś czasie po prostu zasypiało w foteliku. Wtedy zazwyczaj zatrzymywaliśmy się, rozkładaliśmy koc, poduszkę dla dziecka i książki dla siebie:)

 

W następnym roku, jeździliśmy już po świetnie przygotowanych drogach rowerowych na duńskiej wyspie Bornholm. Nie brakuje tam atrakcji dla rodziców i dla dzieci, a na dłuższy odpoczynek można zjechać na plażę.

Polecam takie wakacje wszystkim rodzicom ruchliwych – rocznych i dwuletnich –maluchów:)

Na rowerze z dzieckiem

Nasza młodsza córka miała okazję zakosztować większego komfortu jazdy – w doczepianej do roweru przyczepce. Jej starsza siostra towarzyszyła nam już na własnym rowerze. W ten sposób jeździliśmy trochę po Szwecji.

Na rowerach w Szwecji

W zeszłym roku nasza sześciolatka nauczyła się jeździć sama. Wiosną udoskonaliła hamowanie i jeździmy już na krótkie wycieczki po okolicy.

Na rowerach

W tym roku nie zabieramy rowerów na wakacje, ale planujemy już nową wyprawę na kolejny sezon. Może znowu Dania, może Holandia?

A może napiszecie do nas, jeżeli spędziliście gdzieś z dziećmi ciekawe rowerowe wakacje?

/

Wycieczka do leśnego arboretum

03.05.2010

 

Na pierwszą tegoroczną majówkę wybraliśmy się do pobliskiej Puszczy Zielonki. Postanowiliśmy odwiedzić trochę zapomniany leśny ogród botaniczny należący do Poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego.

Jak wyjaśniliśmy dzieciom, w arboretum gromadzi się i chroni ciekawe gatunki drzew i krzewów. Mieliśmy zamiar je obejrzeć i poszukać przyrodniczych ciekawostek.

Aroretum leśne w Zielonce

Założony w latach siedemdziesiątych park nie zadziwia jednak bogactwem roślin, a zwłaszcza ich opisem. O roślinach nie dowiemy się nic ponadto jaką nazwę noszą, jeśli oczywiście uda nam się odnaleźć odpowiednią tabliczkę.

Wśród zgromadzonych w ogrodzie roślin wypatrywaliśmy więc raczej tych, które już znamy, a dzieci odgadywały ich nazwy.

Zielonka - ogród dendrologiczny

Podobały nam się skrzynki lęgowe dla leśnych ptaków. Nie wiem natomiast czy mają one szansę zostać zasiedlone. Jako potencjalny mieszkaniec zastanawiałabym się raczej czy to lokum – pamiętające pewnie jeszcze czasy założycieli arboretum– ma szansę nie rozpaść się przez kolejny sezon lęgowy.

leśna skrzynka lęgowa

 

Kto chce tu zamieszkać?

„Zapuszczenie” ogrodu ma oczywiście swoje dobre strony bo nie spotkaliśmy tu innych spacerowiczów. Całość parkowego założenia jest również atrakcyjne dzięki pagórkowatemu ukształtowaniu terenu, obecności małego jeziorka, a zwłaszcza drewnianego mostka, z którego można wypatrywać kryjących się pod wodą ryb, a może i nawet innych nieznanych stworzeń.

Ciekawe było też pokonywanie przeszkód na drodze i odczytywanie tabliczek z nazwami parkowych alejek. Noszą one nazwiska uniwersyteckich profesorów więc ich odczytanie stało się prawdziwym wyzwaniem dla uczennicy zerówki;)

ścieżki arboretum w Zielonce

Prawdziwi odkrywcy przyrody znajdą tu również inne interesujące zajęcia: poszukiwanie kaczora na drugim brzegu jeziora…

Gdzie jest kaczor?

…obserwacja wiosennej trzciny…

Młoda trzcina

…czy rozwiązanie zagadki splątanych gałęzi. Do jakiej rośliny należą? Do pnączy przy trejażu czy do rosnącego obok drzewa?

plątanina gałęzi w arboretum

W pobliżu parku znaleźliśmy też zniszczoną tabliczkę wskazującą na istnienie tu ścieżki przyrodniczej. Niestety brakowało odpowiedniego opisu i dalszych tabliczek.

fragment ścieżki przyrodniczej w Zielonce

Z arboretum nie wolno niczego zabierać, rozstaliśmy się więc z szyszką, która towarzyszyła nam w drodze i udaliśmy się na plac zabaw zbudowany na pobliskim polu piknikowym.

Zielonka - arboretum leśne

W Krakowie

23.04.2010

 

Kiedy ostatni raz zwiedzałam Kraków, na wawelskim dziedzińcu kwitły akurat magnolie. Taką właśnie magnolię zauważyliśmy też w czasie telewizyjnej relacji z pogrzebu pary prezydenckiej.

Magnolia w Krakowie

Mój starsza córka od razu rozpoznała kwitnący krzew bo kilka chwil wcześniej oglądałyśmy zdjęcia z naszego pobytu w Krakowie. Byłyśmy tam 5 lat temu, bez najmłodszego członka naszej rodziny i bez taty dziewczynek.

W zwiedzaniu pomagał nam świetny, książkowy przewodnik dla dzieci, z mnóstwem ilustracji i opowiadanych przez krakowskiego skrzata legend.

Kraków - przewodnik dla dzieci

Czytałyśmy je odpoczywając na Rynku, dziedzińcu wawelskim, nad Wisłą i na Plantach.

Wawel

Teraz przyszedł czas na wspomnienia i odświeżenie wiadomości o Krakowie, więc znów wróciłyśmy – tym razem w towarzystwie mojej młodszej córki – do lektury książki, przeplatanej oglądaniem zdjęć.

o Wawelu

Z pobytu na Wawelu, najbardziej w pamięci mojej córki, utkwiły łóżka w których spało się na siedząco, kominki, w których rozpalało się ogień od strony krużganków…

Kominek na Wawelu

…oraz – rzecz jasna – smocza jama okrążona smokami.

Smok Wawelski

Smoki Wawelskie

Wspominałyśmy krakowskie gołębie, gwiaździste sklepienie w kościele Mariackim, legendarny nóż w Sukiennicach i mima na Rynku. Najlepiej zapamiętaną atrakcją okazał się być jednak pan grający na kieliszkach wypełnionych wodą;)

W Krakowie

Krakowskie atrakcje

Odświeżając wiadomości o Krakowie, rozwiązywałyśmy też krzyżówki zamieszczone w książce…

Krzyżówka o Krakowie

…a potem przez jakiś czas poszukiwałyśmy w domu kieszonkowej układanki ze smokiem, która wiernie towarzyszyła nam podczas zwiedzania Krakowa, a która zawieruszyła się gdzieś niestety.

„Nic straconego, odkupimy ją przecież w Krakowie” – stwierdziła moja młodsza córka, która już szykuje się do wyjazdu i domaga się jak najszybszego powtórzenia naszej wycieczki, tym razem koniecznie w jej towarzystwie.

 

Ewa Stadmüller, Anna Chachulska „Kraków i okolice”, Wydawnictwo Skrzat, Kraków 2004

/

Nasze zimowe wakacje na nartach

15.01.2010

 

W zeszłym roku jeździliśmy na nartach we włoskim Livigno. Tym razem nie pojechaliśmy w Alpy. Tam gdzie spędziliśmy nasze zimowe wakacje było jednak również mnóstwo śniegu i wysokie góry.

Zima i góry

w górach

Jeździliśmy na nartach…

narty z dziećmi

…ale i kąpaliśmy się w basenach. Największą atrakcją było przepłynięcie ciemną jaskinią do gorącego źródła na wolnym powietrzu. Woda parowała, a my pluskaliśmy się oglądając góry, i ratownika w puchowej kurtce na ośnieżonym brzegu.

gorące źródła i regionalne przysmaki

Na stoku zajadaliśmy się miejscowymi, nabiałowymi przysmakami z grilla, szybko niestety uzupełniając utracone kalorie.

Jechaliśmy saniami, które ciągnął koń z dzwoneczkami przy uprzęży i spotkaliśmy Koziołka Matołka.

Koziołek Matołek

Dziewczynki wzięły również udział w warsztatach malowania na szkle, czego efektem są przywiezione z gór obrazki.

Malowanie na szkle

Obrazek na szkle1

Obrazek na szkle2

Nie jest chyba trudno zgadnąć w jakich górach byliśmy?

Wśród osób, które podadzą w komentarzu ich nazwę, wylosujemy – w piątek 22 styczniadwie foremki do ciastek: Tatusia Muminka i Włóczykija.

Komentarze można wpisywać do czwartku, 21 stycznia.

Śnieg w górach

 

22.01.2010

Tak, byliśmy w Tatrach. W Gliczarowie Górnym, Bukowinie Tatrzańskiej i jeden dzień w Zakopanem:)

 

Foremki zostały wylosowane:

 

Tatuś Muminka – dla kanga_i_roo

Włóczykij – dla tlingity

Proszę Was o przesłanie adresów na maila: pikinini@pikinini.pl

Odwiedziliśmy Warszawę

10.11.2009

 

Planowałam wycieczkę pociągiem. Tak podróżowała ostatnio do Warszawy moja starsza córka, która ze swoja klasą wybrała się na przedstawienie teatralne. Okazało się jednak, że w Warszawie spędzimy kilka dni, po części służbowo, dlatego zapakowaliśmy jednak bagaże i dzieci do auta.

Auto

Moja młodsza córka była najpierw trochę rozczarowana tym faktem, a pierwsze wrażenia z przejazdu przez miasto, również nie były pozytywne. Jak twierdziła, inaczej wyobrażała sobie stolicę Polski. No cóż, miałam okazję by porozmawiać z dziećmi o tym jak bardzo zburzona była Warszawa i jak bardzo miało to wpływ na jej obecny wygląd.

Widok zburzonej Warszawy

W czasie naszego pobytu wielokrotnie miałyśmy okazję wrócić do tego wątku i porozmawiać o historii. W Warszawie, w różnych miejscach przypomina się o jej krwawych dziejach. Znaleźć można opisy, wyeksponowane pamiątki i fotografie.

Ślady getta

Odwiedziliśmy Muzeum Powstania Warszawskiego…

Muzeum Powstania Warszawskiego

W muzeum znalazłyśmy pierwowzór „Superfarmera” – jednej z naszych ulubionych gier. To oczywiście „Hodowla zwierzątek”, wymyślona w 1943 roku przez warszawskiego profesora matematyki Karola Borsuka, której sprzedaż była sposobem dla jego rodziny na utrzymanie się w czasie okupacji. Większość egzemplarzy spłonęła wraz z miastem w czasie Powstania, ale jeden na szczęście zachował się poza Warszawą.

Gra "Hodowla zwierzątek"

W muzeum kupiłyśmy też okolicznościową puszkę z cukierkami, która towarzyszyła nam w dalszych wędrówkach.

Puszka z cukierkami

Zapaliłyśmy znicze na powązkowskim cmentarzu wojskowym…

Cmentarz wojskowy na Powązkach

Byłyśmy przy Grobie Nieznanego Żołnierza, w Zamku Królewskim i dużo spacerowałyśmy ulicami…

spacer po Warszawie

Jedne z naszych ciekawszych odkryć to odbojniki w kształcie krasnali…

Krasnal - odbojnik

…i ekologiczny karmnik dla ptaków zrobiony z plastikowej butelki.

Ekologiczny karmnik dla ptaków

Było trochę zimno, trochę padało, ale rozgrzewaliśmy się w sympatycznych, warszawskich restauracjach. Sił musiało również wystarczyć na przejażdżkę metrem…

Warszawa

…i wjazd na trzydzieste piętro Pałacu Kultury.

Pałac Kultury

widok z Pałacu Kultury

Przy okazji odwiedziliśmy mieszczące się w Pałacu, Muzeum Ewolucji z wystawą dinozaurów i wypchanymi zwierzętami.

Dinozaury w Pałacu Kultury

Dzieciom bardzo podobało się również w Zachęcie…

Zachęta

Młodsza córka ostatecznie polubiła Warszawę po wizycie u swojej kuzynki, szczęśliwej właścicielki czarnego labradora o imieniu Benia. Pies podbił jej serce całkowicie, ale niestety nie mogliśmy go zabrać do Poznania. Musi wystarczyć powieszony na drzwiach pokoju portret.

Benia

Z dzieckiem w Hamburgu

02.10.2009

 

Okres kiedy pracowałam w Hamburgu, nie był łatwy dla moich dzieci. Nie widywały mamy przez trzy dni w tygodniu i bardzo tęskniły. Kiedy więc tylko mogłam, starałam się zabrać starszą córkę ze sobą. Hamburg jest pięknym i obfitującym w atrakcje miastem, ale pewnie niewiele osób wybrałoby go na wakacyjne wojaże. Tymczasem mając okazję pokazać go córce, sama odkrywałam jak miło, zabawnie i ciekawie można spędzać tu z dziećmi czas.

Atrakcyjna była już sama podróż samolotem i pobyt w – przerobionym ze starej gazowni – hotelu…

podróż do Hamburga

…a nawet nieuniknione siedzenie z mamą – przez jakiś czas – w biurze. W czasie jednego ze spotkań służbowych, moja córka zajmowała się rysowaniem, wycinaniem, nawlekaniem koralików i zjadaniem wszystkich ciasteczek z talerzyków:)

Później jednak miałyśmy już czas tylko dla siebie. Spacerowałyśmy po mieście, zabierając też czasami synka mojego kolegi z pracy.

Najpiękniejsze jest chyba nadbrzeże z zachowanymi tu starymi magazynami, Krameramtswohnungen – domki wybudowane dla kupieckich wdów…

uliczki Hamburga

…i okolice kościoła św. Michała, na którego wieżę oczywiście wspięliśmy się by podziwiać panoramę.

St Michaelis Hamburg

Słoneczny dzień warto spędzić w prześlicznym – opisanym już przeze mnie na blogu – ogrodzie zoologicznym, a kiedy pada – w świecie kolejek i miniaturowych miasteczek Wunderland lub w ciekawych, a znacznie mniej zatłoczonych: Muzeum Antropologicznym z naturalnym modelem maoryskiej chaty czy w Muzeum Komunikacji. Tu dzieci mogą wypróbować mnóstwo starych urządzeń, pisać gęsim piórem czy pobawić się pocztą pneumatyczną.

Miniatur Wunderland i Muzeum Komunikacji w Hamburgu

W Hamburgu bardzo często pada. To specyficzny, nieznany mi wcześniej deszcz. Porównałabym go do intensywnego prysznica, który nigdy nie jest przelotnym opadem, ale trwa w swojej jednostajnej sile wiele godzin. Można wtedy zwiedzać miasto zza szyb jednego z wielu wycieczkowych autobusów.

Znacznie przyjemniej jednak jest w pogodne dni, kiedy można popływać stateczkiem po miejskich kanałach lub po porcie, w którym cumują statki handlowe z całego świata i ogromne statki pasażerskie.

Bardzo lubiłyśmy spędzać czas nad położonym w centrum miasta jeziorem Alster lub w wielkim miejskim parku Planten un Blomen. Często biegałam w nim co rano, podziwiając piękne kwiaty, egzotyczne rośliny i harmonijną kompozycję. Dzieci natomiast zachwycone były licznymi placami zabaw i armatkami wodnymi:)

Palnten un Blomen Hamburg

Udało nam się dotrzeć nawet, do trochę dalej położonych atrakcji – skansenu Kiekeberg i parku dzikich zwierząt Schwarze Berge, gdzie najwięcej czasu spędziłyśmy przy dokarmianiu, niezapomnianych, świnek wietnamskich.

skansen i park dzikich zwierząt pod Hamburgiem

Cieszę się, że mogłyśmy w ten sposób wykorzystać – tak trudny dla naszej rodziny – czas.

Muzeum Przyrodnicze w Jeziorach

25.08.2009

 

Kiedy mama spędzała piękny, letni dzień w biurze, jej córki pojechały wraz ze swoją ciocią, na jedną z ostatnich wakacyjnych wycieczek. Mamie pozostało tylko obejrzeć zdjęcia i przeczytać relację:

W bliskim sąsiedztwie mojego domu rozciąga się Wielkopolski Park Narodowy. Już w 1922 roku wybitny biolog i botanik Uniwersytetu Poznańskiego, prof. Adam Wodziczko, wystąpił o utworzenie parku narodowego wokół Osowej Góry, jednak ostatecznie powstał on dopiero w 1957 roku. Na terenie parku, w 1941 roku, został wybudowany pałac, który był rezydencją Arthura Greisera, namiestnika Rzeszy w kraju Warty, wsławionego brutalną germanizacją i eksterminacją Polaków. Obecnie w pałacu mieści się dyrekcja Wielkopolskiego Parku Narodowego oraz Muzeum Przyrodnicze. Właśnie do niego wybrałyśmy się z dziewczynkami w czasie jednego z upalnych dni wakacji.

Muzeum Przyrodnicze w Jeziorach

W pierwszej sali naszą uwagę zwrócił wielki kominek, który ozdobiony był kafelkami z niemieckimi nazwami wielkopolskich miejscowości. Większość tych nazw, razem ze starszą z dziewczynek, rozszyfrowałyśmy (np. Schrimm = Śrem, Jarotschin = Jarocin). Znalazłyśmy też kafelek z rysunkiem wyspy zamkowej, którą później zobaczyłyśmy „na żywo”.

kominek w "Greiserówce"

W muzeum podziwiałyśmy scenki z życia zwierząt, które spotkać można w WPN. Również kolekcje ptaków i owadów wprawiły nas w zachwyt. Znalazłyśmy chyba wszystkie gatunki ptaków i motyli, które wcześniej spotykałyśmy w pobliżu naszych domów, wspomnę tu choćby dzięcioła zielonego, szczygła, kopciuszka czy bażanta, a z motyli pazia królowej, różne rusałki, karłątki, czerwończyki i modraszki.

zwierzaki

 

ptaki

dziupla dzięcioła

Dziewczynki zainteresowały się także interaktywnym przewodnikiem po muzeum, a ściślej rzecz biorąc grami, w jakie można z nim zagrać:)

gra w muzeum

wygrają prawdziwki czy muchomory?

Po wyjściu z budynku muzeum udałyśmy się na parking i już chciałyśmy odjeżdżać, gdy naszą uwagę zwróciły tablice ze zwierzętami i tajemniczy znak sowy.

za znakiem sowy...

Ruszyłyśmy wzdłuż strzałek i okazało się, że jest to ścieżka dydaktyczna z elementami sportowymi. Była tam ścieżka ze zróżnicowaną fakturą (piasek, szyszki, kamienie, kasztany, drewno), którą należało przejść boso…

tor przejścia "na bosaka"

…był tor do skoku w dal, plansze z rebusami przyczepione do „ławek szkolnych” i oczywiście tablice z informacjami o różnych atrakcjach przyrodniczych. Niedaleko tablicy informującej o bobrach, znalazłyśmy pień nadgryziony przez te zwierzęta.

niespodzianki ścieżki edukacyjnej

Na chwilę odpoczynku zatrzymałyśmy się na małym drewnianym pomoście z widokiem na Jezioro Góreckie i Wyspę Zamkową. Niestety, nie udało nam się dostrzec ruin zamku, najlepiej to robić od późnej jesieni do wczesnej wiosny, gdy nie zasłaniają ich liście drzew. Zamek zbudował w 1825 roku Tytus Działyński w prezencie ślubnym dla swojej siostry Klaudyny z Działyńskich Potockiej, później służył jako kwatera wojskom powstańczym.

O zamku 

Przeczytałyśmy w przewodniku, że zamek na wyspie nawiedza duch Stanisława Górki, który w XVI wieku był wojewodą poznańskim, a człowiekiem złym i niegodziwym. Jego corocznej wizycie na wyspie towarzyszą grzmoty i krakanie kruków. Niektórzy twierdzą, że duch Stanisława Górki pojawia się pod postacią ogromnego psa, biegnącego wzdłuż brzegów jeziora.

Wyspa Zamkowa

Po odpoczynku wspięłyśmy się stromą ścieżką prowadzącą na parking…

mała wspinaczka

… a tu znowu zobaczyłyśmy dziwne ślady. Okazało się, że są to ślady lisa, dzika i jelenia, biegnące wydeptanymi przez nie ścieżkami, raz po raz krzyżujące się wzajemnie.

ślady

Idzie rak nieborak

24.08.2009

 

Kiedy w zeszłym roku spędzaliśmy letnie wakacje w Szwecji, trwały tam wielkie przygotowania do sezonu rakowego. W każdym większym sklepie, wyeksponowane było stoisko ze sprzętem do połowu raków, specjalnymi naczyniami do ich przygotowywania i podawania,  sztućcami, talerzami i serwetkami z okazjonalnym motywem.

Święto Raków w Szwecji

hd

 

Okazuje się, że tradycyjne szwedzkie Kräftskiva bywa obchodzone również w Polsce. Moja siostra zabrała na nie dziewczynki:


Gdy czytałam pierwszy raz „Dzieci z Bullerbyn”, a potem gdy wielokrotnie do nich wracałam, zawsze fascynował mnie fragment o wyprawie na raki, która zwiastowała koniec wakacji.

"Łowimy raki" fragment "Dzieci z Bullerbyn" 

Choć w staropolskiej kuchni często podawano potrawy z raków, obecnie nie jest to u nas popularne danie. Wpływ na to ma z pewnością fakt, że coraz trudniej spotkać w Polsce czyste jeziora, a rodzime gatunki raków, jak szlachetny i błotny, zastępowane są pospolitymi gatunkami północnoamerykańskimi.

W Szwecji wody są mniej zanieczyszczone, a tym samym raki są ich liczniejszymi mieszkańcami. Sposób podawania i ich smak stara się ostatnio przybliżyć duży sklep z artykułami wyposażenia wnętrz. Akcja pod hasłem „Kräftskiva czyli Święto Raków” zwabiła mnie i dziewczynki do sklepowej restauracji.

Jeszcze nigdy nie jadłyśmy raków, więc byłyśmy ciekawe, jak smakują. Młodsza z dziewczynek nie odważyła się spróbować, ale zaciekawił ją pancerzyk stawonoga, jego wyraźnie widoczne oczy, czułki i odnóża, a w szczególności szczypce. Starsza zjadła kawałek i stwierdziła, że w smaku przypomina krewetki, które bardzo lubi. Mnie również smakowały, choć wolałabym jeść je na ciepło.

raki w Ikei

Po zaspokojeniu głodu poszłyśmy zobaczyć nowy plac zabaw dla dzieci. To miejsce to Czarodziejski Las w Smålandii.

Smalandia w Ikei

Wchodzi się do niego przez ogromny koszyk z jagodami, a basen z piłeczkami do zabawy to też jagody z wielką łopatką służącą do wspinaczki.

Ikea w Poznaniu

Między wielkimi brzozami rozpostarta jest pajęcza sieć ze schwytanymi muchami, po której można chodzić, jest wielki chodak, w którym można się schować, szklany tunel, kącik domowy, można też porysować lub poczytać. Dziecko na pewno zgubi tu nadmiar energii, a rodzice będą mogli w spokoju zrobić zakupy.

Szwecja i raki

Rogalińskie spacery

16.08.2009

 

 Dziewczynki spędzają teraz wakacje w domu mojej siostry. Mają tam własny pokój z naszymi starymi zabawkami, kota, skaczą na trampolinie, pomagają cioci w zaprawach i jeżdżą na krótkie wycieczki. Moja siostra przesłała mi właśnie relację z ich wyprawy do pobliskiego Rogalina:

 

15 sierpnia, w kościele katolickim, świętowane jest Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, zwane także Świętem Matki Bożej Zielnej. Dzień wcześniej, razem z dziewczynkami, wybrałyśmy się na spacer na pobliskie łąki. Zerwałyśmy zboża, zioła i kwiaty, z których zrobiłyśmy dwa bukiety. Znalazły się tam kłosy żyta i owsa, nawłoć, krwawnik pospolity, „czarcie żebro” i inne. Pobłogosławione wiązanki zawiesiłyśmy w widocznym miejscu w domu, by mieć pewność, że lecznicza moc bukietu będzie długo działała.

zioła 

By poświęcić zioła, pojechałyśmy do pobliskiego Rogalina, gdzie w dawnej kaplicy dworskiej znajduje się XIX-wieczny kościół p.w. św. Marcelina – papieża i męczennika ściętego za wiarę. Budowla jest wzorowana na świątyni rzymskiej Maison Carrée z Nimes we Francji. Napis DIVO MARCELLINO na frontonie kaplicy został umieszczony na cześć Marcelego Lubomirskiego, kuzyna hr. Edwarda Raczyńskiego – fundatora świątyni. W mauzoleum znajdującym się pod budowlą są trzy sarkofagi, w których pochowani są: Prezydent RP na Uchodźstwie hr. Edward Raczyński (prawnuk fundatora) oraz Konstancja i Roger Raczyńscy. Na ścianach mauzoleum znajdują się także tablice nagrobne, m.in. tablica, za którą spoczywa serce hr. Edwarda Raczyńskiego, budowniczego kaplicy.

kaplica w Rogalinie

Nie omieszkałyśmy pospacerować również po rozległym przypałacowym parku. Wieloletnie dęby Lech, Czech i Rus oraz dąb Edwarda budziły podziw obwodem pni. Znalazłyśmy też informację, że gościł tu Henryk Sienkiewicz tworząc swe dzieło „Rodzina Połanieckich”. Raczyńscy przyjmowali także m. in. Adama Mickiewicza, Leona Wyczółkowskiego, Jacka Malczewskiego, Wojciecha Kossaka czy Ignacego Paderewskiego.

park w Rogalinie 

Zachwycił nas ogród w stylu francusko – holenderskim, gdzie stożkowe tuje przypominały nam wielkie czapki skrzatów, a błądząc w korytarzach z przyciętych grabów zastanawiałyśmy się, czy znajdziemy kiedyś wyjście. Wspięłyśmy się na sztucznie usypany kopiec Parnas, skąd widać było posągi greckich bogów umieszczone w różnych częściach ogrodu.

rzeźba w Rogalinie

Wychodząc z terenu pałacowego żegnały nas ciemne bluszcze, wspinające się po wysokich drzewach i ścielące się zwartym dywanem pod uroczym mostkiem, a także mech na dachach dawnych czworaków. Z pewnością jeszcze tu wrócimy, bo niedługo ma być udostępniony do zwiedzania również pałac, będący od wielu lat w remoncie.

Rogalin