Archiwum kategorii 'Podróże z dziećmi'

Nasze zimowe wakacje na nartach

15.01.2010

 

W zeszłym roku jeździliśmy na nartach we włoskim Livigno. Tym razem nie pojechaliśmy w Alpy. Tam gdzie spędziliśmy nasze zimowe wakacje było jednak również mnóstwo śniegu i wysokie góry.

Zima i góry

w górach

Jeździliśmy na nartach…

narty z dziećmi

…ale i kąpaliśmy się w basenach. Największą atrakcją było przepłynięcie ciemną jaskinią do gorącego źródła na wolnym powietrzu. Woda parowała, a my pluskaliśmy się oglądając góry, i ratownika w puchowej kurtce na ośnieżonym brzegu.

gorące źródła i regionalne przysmaki

Na stoku zajadaliśmy się miejscowymi, nabiałowymi przysmakami z grilla, szybko niestety uzupełniając utracone kalorie.

Jechaliśmy saniami, które ciągnął koń z dzwoneczkami przy uprzęży i spotkaliśmy Koziołka Matołka.

Koziołek Matołek

Dziewczynki wzięły również udział w warsztatach malowania na szkle, czego efektem są przywiezione z gór obrazki.

Malowanie na szkle

Obrazek na szkle1

Obrazek na szkle2

Nie jest chyba trudno zgadnąć w jakich górach byliśmy?

Wśród osób, które podadzą w komentarzu ich nazwę, wylosujemy – w piątek 22 styczniadwie foremki do ciastek: Tatusia Muminka i Włóczykija.

Komentarze można wpisywać do czwartku, 21 stycznia.

Śnieg w górach

 

22.01.2010

Tak, byliśmy w Tatrach. W Gliczarowie Górnym, Bukowinie Tatrzańskiej i jeden dzień w Zakopanem:)

 

Foremki zostały wylosowane:

 

Tatuś Muminka – dla kanga_i_roo

Włóczykij – dla tlingity

Proszę Was o przesłanie adresów na maila: pikinini@pikinini.pl

Odwiedziliśmy Warszawę

10.11.2009

 

Planowałam wycieczkę pociągiem. Tak podróżowała ostatnio do Warszawy moja starsza córka, która ze swoja klasą wybrała się na przedstawienie teatralne. Okazało się jednak, że w Warszawie spędzimy kilka dni, po części służbowo, dlatego zapakowaliśmy jednak bagaże i dzieci do auta.

Auto

Moja młodsza córka była najpierw trochę rozczarowana tym faktem, a pierwsze wrażenia z przejazdu przez miasto, również nie były pozytywne. Jak twierdziła, inaczej wyobrażała sobie stolicę Polski. No cóż, miałam okazję by porozmawiać z dziećmi o tym jak bardzo zburzona była Warszawa i jak bardzo miało to wpływ na jej obecny wygląd.

Widok zburzonej Warszawy

W czasie naszego pobytu wielokrotnie miałyśmy okazję wrócić do tego wątku i porozmawiać o historii. W Warszawie, w różnych miejscach przypomina się o jej krwawych dziejach. Znaleźć można opisy, wyeksponowane pamiątki i fotografie.

Ślady getta

Odwiedziliśmy Muzeum Powstania Warszawskiego…

Muzeum Powstania Warszawskiego

W muzeum znalazłyśmy pierwowzór „Superfarmera” – jednej z naszych ulubionych gier. To oczywiście „Hodowla zwierzątek”, wymyślona w 1943 roku przez warszawskiego profesora matematyki Karola Borsuka, której sprzedaż była sposobem dla jego rodziny na utrzymanie się w czasie okupacji. Większość egzemplarzy spłonęła wraz z miastem w czasie Powstania, ale jeden na szczęście zachował się poza Warszawą.

Gra "Hodowla zwierzątek"

W muzeum kupiłyśmy też okolicznościową puszkę z cukierkami, która towarzyszyła nam w dalszych wędrówkach.

Puszka z cukierkami

Zapaliłyśmy znicze na powązkowskim cmentarzu wojskowym…

Cmentarz wojskowy na Powązkach

Byłyśmy przy Grobie Nieznanego Żołnierza, w Zamku Królewskim i dużo spacerowałyśmy ulicami…

spacer po Warszawie

Jedne z naszych ciekawszych odkryć to odbojniki w kształcie krasnali…

Krasnal - odbojnik

…i ekologiczny karmnik dla ptaków zrobiony z plastikowej butelki.

Ekologiczny karmnik dla ptaków

Było trochę zimno, trochę padało, ale rozgrzewaliśmy się w sympatycznych, warszawskich restauracjach. Sił musiało również wystarczyć na przejażdżkę metrem…

Warszawa

…i wjazd na trzydzieste piętro Pałacu Kultury.

Pałac Kultury

widok z Pałacu Kultury

Przy okazji odwiedziliśmy mieszczące się w Pałacu, Muzeum Ewolucji z wystawą dinozaurów i wypchanymi zwierzętami.

Dinozaury w Pałacu Kultury

Dzieciom bardzo podobało się również w Zachęcie…

Zachęta

Młodsza córka ostatecznie polubiła Warszawę po wizycie u swojej kuzynki, szczęśliwej właścicielki czarnego labradora o imieniu Benia. Pies podbił jej serce całkowicie, ale niestety nie mogliśmy go zabrać do Poznania. Musi wystarczyć powieszony na drzwiach pokoju portret.

Benia

Z dzieckiem w Hamburgu

02.10.2009

 

Okres kiedy pracowałam w Hamburgu, nie był łatwy dla moich dzieci. Nie widywały mamy przez trzy dni w tygodniu i bardzo tęskniły. Kiedy więc tylko mogłam, starałam się zabrać starszą córkę ze sobą. Hamburg jest pięknym i obfitującym w atrakcje miastem, ale pewnie niewiele osób wybrałoby go na wakacyjne wojaże. Tymczasem mając okazję pokazać go córce, sama odkrywałam jak miło, zabawnie i ciekawie można spędzać tu z dziećmi czas.

Atrakcyjna była już sama podróż samolotem i pobyt w – przerobionym ze starej gazowni – hotelu…

podróż do Hamburga

…a nawet nieuniknione siedzenie z mamą – przez jakiś czas – w biurze. W czasie jednego ze spotkań służbowych, moja córka zajmowała się rysowaniem, wycinaniem, nawlekaniem koralików i zjadaniem wszystkich ciasteczek z talerzyków:)

Później jednak miałyśmy już czas tylko dla siebie. Spacerowałyśmy po mieście, zabierając też czasami synka mojego kolegi z pracy.

Najpiękniejsze jest chyba nadbrzeże z zachowanymi tu starymi magazynami, Krameramtswohnungen – domki wybudowane dla kupieckich wdów…

uliczki Hamburga

…i okolice kościoła św. Michała, na którego wieżę oczywiście wspięliśmy się by podziwiać panoramę.

St Michaelis Hamburg

Słoneczny dzień warto spędzić w prześlicznym – opisanym już przeze mnie na blogu – ogrodzie zoologicznym, a kiedy pada – w świecie kolejek i miniaturowych miasteczek Wunderland lub w ciekawych, a znacznie mniej zatłoczonych: Muzeum Antropologicznym z naturalnym modelem maoryskiej chaty czy w Muzeum Komunikacji. Tu dzieci mogą wypróbować mnóstwo starych urządzeń, pisać gęsim piórem czy pobawić się pocztą pneumatyczną.

Miniatur Wunderland i Muzeum Komunikacji w Hamburgu

W Hamburgu bardzo często pada. To specyficzny, nieznany mi wcześniej deszcz. Porównałabym go do intensywnego prysznica, który nigdy nie jest przelotnym opadem, ale trwa w swojej jednostajnej sile wiele godzin. Można wtedy zwiedzać miasto zza szyb jednego z wielu wycieczkowych autobusów.

Znacznie przyjemniej jednak jest w pogodne dni, kiedy można popływać stateczkiem po miejskich kanałach lub po porcie, w którym cumują statki handlowe z całego świata i ogromne statki pasażerskie.

Bardzo lubiłyśmy spędzać czas nad położonym w centrum miasta jeziorem Alster lub w wielkim miejskim parku Planten un Blomen. Często biegałam w nim co rano, podziwiając piękne kwiaty, egzotyczne rośliny i harmonijną kompozycję. Dzieci natomiast zachwycone były licznymi placami zabaw i armatkami wodnymi:)

Palnten un Blomen Hamburg

Udało nam się dotrzeć nawet, do trochę dalej położonych atrakcji – skansenu Kiekeberg i parku dzikich zwierząt Schwarze Berge, gdzie najwięcej czasu spędziłyśmy przy dokarmianiu, niezapomnianych, świnek wietnamskich.

skansen i park dzikich zwierząt pod Hamburgiem

Cieszę się, że mogłyśmy w ten sposób wykorzystać – tak trudny dla naszej rodziny – czas.

Muzeum Przyrodnicze w Jeziorach

25.08.2009

 

Kiedy mama spędzała piękny, letni dzień w biurze, jej córki pojechały wraz ze swoją ciocią, na jedną z ostatnich wakacyjnych wycieczek. Mamie pozostało tylko obejrzeć zdjęcia i przeczytać relację:

W bliskim sąsiedztwie mojego domu rozciąga się Wielkopolski Park Narodowy. Już w 1922 roku wybitny biolog i botanik Uniwersytetu Poznańskiego, prof. Adam Wodziczko, wystąpił o utworzenie parku narodowego wokół Osowej Góry, jednak ostatecznie powstał on dopiero w 1957 roku. Na terenie parku, w 1941 roku, został wybudowany pałac, który był rezydencją Arthura Greisera, namiestnika Rzeszy w kraju Warty, wsławionego brutalną germanizacją i eksterminacją Polaków. Obecnie w pałacu mieści się dyrekcja Wielkopolskiego Parku Narodowego oraz Muzeum Przyrodnicze. Właśnie do niego wybrałyśmy się z dziewczynkami w czasie jednego z upalnych dni wakacji.

Muzeum Przyrodnicze w Jeziorach

W pierwszej sali naszą uwagę zwrócił wielki kominek, który ozdobiony był kafelkami z niemieckimi nazwami wielkopolskich miejscowości. Większość tych nazw, razem ze starszą z dziewczynek, rozszyfrowałyśmy (np. Schrimm = Śrem, Jarotschin = Jarocin). Znalazłyśmy też kafelek z rysunkiem wyspy zamkowej, którą później zobaczyłyśmy „na żywo”.

kominek w "Greiserówce"

W muzeum podziwiałyśmy scenki z życia zwierząt, które spotkać można w WPN. Również kolekcje ptaków i owadów wprawiły nas w zachwyt. Znalazłyśmy chyba wszystkie gatunki ptaków i motyli, które wcześniej spotykałyśmy w pobliżu naszych domów, wspomnę tu choćby dzięcioła zielonego, szczygła, kopciuszka czy bażanta, a z motyli pazia królowej, różne rusałki, karłątki, czerwończyki i modraszki.

zwierzaki

 

ptaki

dziupla dzięcioła

Dziewczynki zainteresowały się także interaktywnym przewodnikiem po muzeum, a ściślej rzecz biorąc grami, w jakie można z nim zagrać:)

gra w muzeum

wygrają prawdziwki czy muchomory?

Po wyjściu z budynku muzeum udałyśmy się na parking i już chciałyśmy odjeżdżać, gdy naszą uwagę zwróciły tablice ze zwierzętami i tajemniczy znak sowy.

za znakiem sowy...

Ruszyłyśmy wzdłuż strzałek i okazało się, że jest to ścieżka dydaktyczna z elementami sportowymi. Była tam ścieżka ze zróżnicowaną fakturą (piasek, szyszki, kamienie, kasztany, drewno), którą należało przejść boso…

tor przejścia "na bosaka"

…był tor do skoku w dal, plansze z rebusami przyczepione do „ławek szkolnych” i oczywiście tablice z informacjami o różnych atrakcjach przyrodniczych. Niedaleko tablicy informującej o bobrach, znalazłyśmy pień nadgryziony przez te zwierzęta.

niespodzianki ścieżki edukacyjnej

Na chwilę odpoczynku zatrzymałyśmy się na małym drewnianym pomoście z widokiem na Jezioro Góreckie i Wyspę Zamkową. Niestety, nie udało nam się dostrzec ruin zamku, najlepiej to robić od późnej jesieni do wczesnej wiosny, gdy nie zasłaniają ich liście drzew. Zamek zbudował w 1825 roku Tytus Działyński w prezencie ślubnym dla swojej siostry Klaudyny z Działyńskich Potockiej, później służył jako kwatera wojskom powstańczym.

O zamku 

Przeczytałyśmy w przewodniku, że zamek na wyspie nawiedza duch Stanisława Górki, który w XVI wieku był wojewodą poznańskim, a człowiekiem złym i niegodziwym. Jego corocznej wizycie na wyspie towarzyszą grzmoty i krakanie kruków. Niektórzy twierdzą, że duch Stanisława Górki pojawia się pod postacią ogromnego psa, biegnącego wzdłuż brzegów jeziora.

Wyspa Zamkowa

Po odpoczynku wspięłyśmy się stromą ścieżką prowadzącą na parking…

mała wspinaczka

… a tu znowu zobaczyłyśmy dziwne ślady. Okazało się, że są to ślady lisa, dzika i jelenia, biegnące wydeptanymi przez nie ścieżkami, raz po raz krzyżujące się wzajemnie.

ślady

Idzie rak nieborak

24.08.2009

 

Kiedy w zeszłym roku spędzaliśmy letnie wakacje w Szwecji, trwały tam wielkie przygotowania do sezonu rakowego. W każdym większym sklepie, wyeksponowane było stoisko ze sprzętem do połowu raków, specjalnymi naczyniami do ich przygotowywania i podawania,  sztućcami, talerzami i serwetkami z okazjonalnym motywem.

Święto Raków w Szwecji

hd

 

Okazuje się, że tradycyjne szwedzkie Kräftskiva bywa obchodzone również w Polsce. Moja siostra zabrała na nie dziewczynki:


Gdy czytałam pierwszy raz „Dzieci z Bullerbyn”, a potem gdy wielokrotnie do nich wracałam, zawsze fascynował mnie fragment o wyprawie na raki, która zwiastowała koniec wakacji.

"Łowimy raki" fragment "Dzieci z Bullerbyn" 

Choć w staropolskiej kuchni często podawano potrawy z raków, obecnie nie jest to u nas popularne danie. Wpływ na to ma z pewnością fakt, że coraz trudniej spotkać w Polsce czyste jeziora, a rodzime gatunki raków, jak szlachetny i błotny, zastępowane są pospolitymi gatunkami północnoamerykańskimi.

W Szwecji wody są mniej zanieczyszczone, a tym samym raki są ich liczniejszymi mieszkańcami. Sposób podawania i ich smak stara się ostatnio przybliżyć duży sklep z artykułami wyposażenia wnętrz. Akcja pod hasłem „Kräftskiva czyli Święto Raków” zwabiła mnie i dziewczynki do sklepowej restauracji.

Jeszcze nigdy nie jadłyśmy raków, więc byłyśmy ciekawe, jak smakują. Młodsza z dziewczynek nie odważyła się spróbować, ale zaciekawił ją pancerzyk stawonoga, jego wyraźnie widoczne oczy, czułki i odnóża, a w szczególności szczypce. Starsza zjadła kawałek i stwierdziła, że w smaku przypomina krewetki, które bardzo lubi. Mnie również smakowały, choć wolałabym jeść je na ciepło.

raki w Ikei

Po zaspokojeniu głodu poszłyśmy zobaczyć nowy plac zabaw dla dzieci. To miejsce to Czarodziejski Las w Smålandii.

Smalandia w Ikei

Wchodzi się do niego przez ogromny koszyk z jagodami, a basen z piłeczkami do zabawy to też jagody z wielką łopatką służącą do wspinaczki.

Ikea w Poznaniu

Między wielkimi brzozami rozpostarta jest pajęcza sieć ze schwytanymi muchami, po której można chodzić, jest wielki chodak, w którym można się schować, szklany tunel, kącik domowy, można też porysować lub poczytać. Dziecko na pewno zgubi tu nadmiar energii, a rodzice będą mogli w spokoju zrobić zakupy.

Szwecja i raki

Rogalińskie spacery

16.08.2009

 

 Dziewczynki spędzają teraz wakacje w domu mojej siostry. Mają tam własny pokój z naszymi starymi zabawkami, kota, skaczą na trampolinie, pomagają cioci w zaprawach i jeżdżą na krótkie wycieczki. Moja siostra przesłała mi właśnie relację z ich wyprawy do pobliskiego Rogalina:

 

15 sierpnia, w kościele katolickim, świętowane jest Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, zwane także Świętem Matki Bożej Zielnej. Dzień wcześniej, razem z dziewczynkami, wybrałyśmy się na spacer na pobliskie łąki. Zerwałyśmy zboża, zioła i kwiaty, z których zrobiłyśmy dwa bukiety. Znalazły się tam kłosy żyta i owsa, nawłoć, krwawnik pospolity, „czarcie żebro” i inne. Pobłogosławione wiązanki zawiesiłyśmy w widocznym miejscu w domu, by mieć pewność, że lecznicza moc bukietu będzie długo działała.

zioła 

By poświęcić zioła, pojechałyśmy do pobliskiego Rogalina, gdzie w dawnej kaplicy dworskiej znajduje się XIX-wieczny kościół p.w. św. Marcelina – papieża i męczennika ściętego za wiarę. Budowla jest wzorowana na świątyni rzymskiej Maison Carrée z Nimes we Francji. Napis DIVO MARCELLINO na frontonie kaplicy został umieszczony na cześć Marcelego Lubomirskiego, kuzyna hr. Edwarda Raczyńskiego – fundatora świątyni. W mauzoleum znajdującym się pod budowlą są trzy sarkofagi, w których pochowani są: Prezydent RP na Uchodźstwie hr. Edward Raczyński (prawnuk fundatora) oraz Konstancja i Roger Raczyńscy. Na ścianach mauzoleum znajdują się także tablice nagrobne, m.in. tablica, za którą spoczywa serce hr. Edwarda Raczyńskiego, budowniczego kaplicy.

kaplica w Rogalinie

Nie omieszkałyśmy pospacerować również po rozległym przypałacowym parku. Wieloletnie dęby Lech, Czech i Rus oraz dąb Edwarda budziły podziw obwodem pni. Znalazłyśmy też informację, że gościł tu Henryk Sienkiewicz tworząc swe dzieło „Rodzina Połanieckich”. Raczyńscy przyjmowali także m. in. Adama Mickiewicza, Leona Wyczółkowskiego, Jacka Malczewskiego, Wojciecha Kossaka czy Ignacego Paderewskiego.

park w Rogalinie 

Zachwycił nas ogród w stylu francusko – holenderskim, gdzie stożkowe tuje przypominały nam wielkie czapki skrzatów, a błądząc w korytarzach z przyciętych grabów zastanawiałyśmy się, czy znajdziemy kiedyś wyjście. Wspięłyśmy się na sztucznie usypany kopiec Parnas, skąd widać było posągi greckich bogów umieszczone w różnych częściach ogrodu.

rzeźba w Rogalinie

Wychodząc z terenu pałacowego żegnały nas ciemne bluszcze, wspinające się po wysokich drzewach i ścielące się zwartym dywanem pod uroczym mostkiem, a także mech na dachach dawnych czworaków. Z pewnością jeszcze tu wrócimy, bo niedługo ma być udostępniony do zwiedzania również pałac, będący od wielu lat w remoncie.

Rogalin

Dinozaury z Rogowa

14.08.2009

 

Podczas wakacji u babci i dziadka, moja młodsza córka znalazła pod krzaczkami agrestu i porzeczek, małe ptasie jajko, które z troską przechowywała w pudełku wyłożonym trawą.

Czyje to jajko?

Miała nadzieję, że z jajka wykluje się jakieś pisklę lub chociaż mały dinozaur. O takim właśnie przypadku czytałyśmy niedawno w książce: „Pompon w rodzinie Fisiów”, której bohater – tajemnicze prehistoryczne stworzenie, dziwnym trafem przetrwało wieki w formie jaja, by niespodziewanie pojawić się w otworze umywalki blokowego mieszkania, należącego do zwyczajnej, współczesnej rodziny.

Pompon odnalazł się w XXI wieku jako smoczy przewodnik po Wawelu, odnalazł nawet żeńskiego przedstawiciela swojego gatunku!

Pompon

Moja córka, nie bez podstaw liczyła więc na wyklucie się małego dinozaura. Jajko przechowywane w garażu, zaczęło nawet pękać i być może jakieś pisklę było w środku, ale nie udało mu się wyjść na zewnątrz. Przyszło więc nam niestety pogrzebać jajko w ogrodzie.

Na pocieszenie, wyruszyłyśmy obejrzeć najbliższe nam dinozaury, których liczne rekonstrukcje zgromadzono w Zaurolandii – Parku Dinozaurów w Rogowie.

Zaurolandia w Rogowie

Można tu miło i pożytecznie spędzić czas, przechodząc dydaktyczną ścieżką przez różne okresy geologiczne wśród wielu, wiernie odtworzonych gadów, trafiając również do muzeum ze skamieniałościami, a w końcu również na zespół atrakcyjnych placów zabaw.

Dinozaury w Rogowie

Być może znajdziemy jeszcze kiedyś jakieś porzucone jajko dinozaura;)

Ale dinozaur!

W drewutni Emila

23.07.2009

 

„Emil to był chłopiec dziki i uparty (…) Chociaż, należy to przyznać, kiedy nie wrzeszczał, wyglądał na grzecznego. Miał okrągłe, niebieskie oczy, okrągłą rumianą twarz i jasne kędzierzawe włosy. Wszystko to razem wyglądało tak, jakby Emil był prawdziwym aniołkiem. Ale pozory mylą.”

Podkładka z Emilem

Emil był oczywiście strasznym urwisem, ale my właśnie dlatego bardzo lubimy czytać o jego przygodach, a kiedy spędzaliśmy wakacje w Szwecji, oczywistym było, że udamy się do Emila w odwiedziny.

Zagroda, którą twórcy serialu  - nakręconego na podstawie książek Astrid Lindgren – wybrali do roli Katthult, znajduje się, podobnie jak ta książkowa, w sercu Smalandii.

Zagroda w Katthult

Jej odosobnione, malownicze położenie i układ budynków (zobacz tutaj) odpowiadający literackiemu opisowi, sprawiły, że stała się filmowym plenerem i turystyczną – na szczęście nie zatłoczoną – atrakcją.

Moim zdaniem zagroda nie różniła się specjalnie od wielu innych szwedzkich gospodarstw, które spotykaliśmy po drodze, ale w tym właśnie tkwi pewnie jej nieodparty urok. W naturalności wywołującej wrażenie, że zaraz ujrzymy Emila przebiegającego między budynkami.

Katthult

Miejscem w którym Emil spędzał najwięcej czasu, była oczywiście osławiona „drewutnia”.

Drewutnia w Katthult

Mała Ida, jego grzeczna siostrzyczka, również chciała być zamykana za karę w tym sympatycznym budynku. Cóż, skoro nie potrafiła rozrabiać;) Czytałyśmy o tym w wydanej niedawno książce „Mała Ida też chce psocić”  i bardzo żal nam było Idy.

Astrid Lindgren "Mała Ida też chce psocić"

W drewutni było przecież tak przyjemnie! Tego samego zdania był również Emil choć „jego tatuś myślał, że w ten sposób Emil oduczy się psocić. Żeby tylko nie siedzieć w stolarni. Ale źle myślał. Emil uważał, że w stolarni jest całkiem miło. Siedział tam sobie spokojnie i strugał drewniane ludziki, póki nie został wypuszczony.

Czasami, kiedy już odsiedział swoje, otwierała mu mała Ida. Ida także uważała, że w stolarni jest przyjemnie. Bardzo chciałaby, żeby ją też tu kiedyś zamknięto.”

Drewniane ludziki Emila

W Katthult można do woli posiedzieć sobie w drewutni, choć raczej inni wielbiciele małego rozrabiaki nie pozwolą nam się w niej zamknąć;)

Do innych budynków, poza małym sklepikiem, nie można zaglądać, są zamieszkane przez szczęśliwych właścicieli tego uroczego miejsca.

Urwisy mogą jednak pobiegać po terenie gospodarstwa, a w sklepiku obejrzeć małą wystawę filmowych rekwizytów.

Filmowe rekwizyty w Katthult

Zdjęcia z filmu o Emilu

Oglądając czasami w domu serial o Emilu, z przyjemnością rozpoznajemy teraz znajome miejsca.

 

Słonie z Hamburga

11.07.2009

 

Po niedawnej wizycie dziewczynek w poznańskiej słoniarni, nasze domowe słoniki otrzymały nowe, wygodne lokum i wydają się być teraz o wiele bardziej zadowolone:)

Słoniarnia w naszym ogrodzie

Na zdjęciu widać gumowego słonika, którym bawiłam się jeszcze jako dziecko. Jego identyczny towarzysz, powinien wciąż pozostawać w zbiorach mojej siostry.

Na spacer do ogrodu, wyszły również afrykańskie drewniane słoniki, wyrzeźbione przez ludowych artystów z Rwandy i Kamerunu. Taką rzeźbę możecie kupić w naszym sklepie, wspomagając tym samym naukę i dożywianie dzieci z krajów Trzeciego Świata.

Drewniane słoniki - cegiełki

Słonie, które przebywają w ogrodach zoologicznych, są słoniami indyjskimi i takie też mieszkają w hamburskim zoo, w którym jakiś czas temu, odwiedziłam je razem ze starszą córką.

Słoń z Hamburga

Nie mają tak wygodnej jak w Poznaniu słoniarni, ale wydają się również wesołe i zadowolone, zwłaszcza gdy pałaszują podawane im przez zwiedzających owoce i warzywa.

Słonie pałaszują

Do dzisiaj zastanawiamy się też, czy hamburskie słonie nie urodziły się w jakimś cyrku, gdyż na swym wybiegu – kilka razy dziennie – popisywały się przed publicznością wymyślnymi sztuczkami.

Występ hamburskich słoni

Numer popisowy

Podobnie jak w Poznaniu, w Hamburgu również dzieci mają do dyspozycji sprężynowego słonia.

Słoń sprężynowy

Ogród zoologiczny, położony właściwie w środku miasta, jest bardzo piękny. Zachwyca nie tylko wspaniałymi zwierzętami, ale i świetnie utrzymaną roślinnością.

Ogród zoologiczny w Hamburgu

Bardzo dużo czasu spędziłyśmy też w ogromnym pawilonie orangutanów oraz przy wybiegu pawianów…

Pawiany

…przyglądając się małym zwierzątkom…

Świnki morskie w Hamburgu

…i trochę większym…

Lwy w Hamburgu

Niektórzy lokatorzy zoo, nie przejmowali się zwiedzającymi…

Kangury

…a niektórzy bardzo starali się z nimi zaprzyjaźnić…

hej, hej!

Wielogodzinną wędrówkę zakończyłyśmy na placu zabaw, gdzie zmęczone dziecko bardzo szybko odzyskało siły:)

Plac zabaw w hamburskim zoo

W Hamburgu spędziłam dużo czasu, ale słonie mieszkające w tamtejszym zoo, odwiedziłam tylko raz, kiedy w podróż służbową miałam okazję zabrać moją starszą córkę. Podróżując z dziećmi, mamy szansę odkryć, że – wydawałoby się – bardzo dobrze znane nam miejsca, kryją jeszcze zupełnie inne urokliwe zakątki, do których właśnie dzięki dzieciom możemy dotrzeć.

O tym co jeszcze można pokazać dziecku podczas pobytu w Hamburgu, napiszę już wkrótce…

Kiedy pada i przychodzi ochota na pierniki…

02.07.2009

 

…można pojechać do Torunia. Sklepy ze świeżutkimi piernikami znajdziemy chyba na każdej z ulic Starego Miasta, którymi łatwo przemieścić się między kolejnymi („zadaszonymi”) atrakcjami.

Sklep z piernikami

Pierwszą z nich, było dla nas odkrywanie wszechświata w Planetarium, w którym trafiliśmy na przeznaczony dla maluchów seans przybliżający dzieciom „kosmiczne” pojęcia w czasie wirtualnej podróży przez Układ Słoneczny.

Wszechświat w Toruniu

Później udało nam się „bez przemakania” przemieścić do Centrum Sztuki Współczesnej. Trwa tam edukacyjna wystawa (nie tylko dla dzieci) „Kreatywny Kalendarz”.

"Kreatywny Kalendarz" w CSW

Prezentowane projekty przedmiotów codziennego użytku zaskakują, choć dzieci przyjmują takie nowatorskie rozwiązania raczej całkiem zwyczajnie. Nie dziwią się spojrzeniu artystów na rzeczywistość, tak bliskiemu dziecięcemu patrzeniu i dziecięcej kreatywności. Na wystawie mogły również bez przeszkód uruchomić swoją wyobraźnię. Na stolikach czekały materiały plastyczne i kartki z kalendarza. Wystarczyło tylko dokończyć projekt wg własnego pomysłu.

Dzieci projektują

Deszcz padał i padał, a my oglądaliśmy go przez duże okna „Pokoju z kuchnią” – miejsca w Centrum przeznaczonego do siedzenia, czytania, picia kawy i dziecięcych zabaw.

Pokój z kuchnią w CSW 

To wnętrze jest przykładem realizacji niezwykłego projektu Tomka Rygalika.

Wielofunkcyjne meble z płyty OSB wyzwalają w dzieciach chęć szaleństwa, zabawy i pozostania wśród nich na dłużej.

Szaleństwa w pokoju z kuchnią

Zza chmur wyjrzało jednak trochę słońca, więc i my wyjrzeliśmy na zewnątrz. Na toruńskich uliczkach odkryliśmy mnóstwo ciekawych zakątków…

Teatr dla dzieci w Toruniu

Mieszkańcy toruńskich murów miejskich

…ślady jakiegoś tajemniczego zwierzęcia…

Kto tędy przechodził?

…a w końcu i samego właściciela pozostawionych śladów – toruńskiego (sic!) smoka.

Toruński smok

Kiedy przychodzi ochota na pierniki, a na dodatek pada, można pojechać do Torunia, ale można też urządzić pierniczkowe pieczenie w domu. Pomocne będą na pewno, oryginalne foremki, takie jak te z Pippi i Muminkami, które znajdziecie w naszym sklepie. Niedługo pojawią się też nowe, dzięki którym możliwe będzie wyczarowanie takiego piernikowego domku dla wszystkich ciasteczkowych i rozczarowanych ciągłym deszczem Muminków:)

Piernikowy domek Muminków