Dzieci i sztuka Poznań Wszystkie kategorie

Dziadek do Orzechów

11 stycznia 2009

Wczoraj powrócił do nas na chwilę bożonarodzeniowy nastrój. Wszystko za sprawą baletowej opowieści wigilijnej „Dziadek do Orzechów”.

Jej czar potęguje się właśnie zimą, kiedy zziębnięte dzieci zasiadają na widowni, a na scenie trwają przygotowania do Wigilii i zapalają się świeczki na ogromnej choince.

Urok „Dziadka do Orzechów” tkwi oczywiście w muzyce, w sztuce baletu, choreografii, ale też w dużej mierze w scenografii. Ta, którą możemy oglądać w poznańskim Teatrze Wielkim, podkreśla baśniowy nastrój. Gra świateł, wirujące płatki śniegu i kwiatów, tańczące dzieci, wielkie myszy ze świecącymi oczyma, ołowiane żołnierzyki – wszystko to zachwyca dzieci, nawet te całkiem nieduże, których sporo było na widowni.

Moją młodszą córkę wprost pochłonął taniec arabski. Ostatnio ćwiczymy go w domu, w teatrze zobaczyła jego baletową wersję. Prawdę mówiąc, równie piorunujące wrażenie wywarł na niej operowy żyrandol:)

Wpływ na powstanie „Dziadka do Orzechów” miało wielu twórców. Oczywiście Piotr Czajkowski, autorzy libretta, ale samą bajkową historię stworzył Ernst Hoffmann. Napisał baśń, dziejącą się na granicy jawy i snu, z wyraźnymi elementami grozy, zdecydowanie złagodzonymi w baletowej wersji.

Pisząc tę opowieść nie zgadłby pewnie, że stanie się ona inspiracją baletu wystawianego na całym świecie, ale też w Poznaniu, mieście w którym mieszkał niedługo – w latach 1800-1802 – które było jednak bardzo ważne dla niego. Tu jako młody prawnik, pracujący w pruskim sądzie zakochał się w swojej drugiej żonie, Polce Michalinie Rohrer-Trzcińskiej. Ślub wzięli – co jest dla mnie ciekawym odkryciem – w moim parafialnym kościele Bożego Ciała.

Hoffmann nie lubił swojej pracy, wolał komponować, malować i pisać. Za malowanie karykatur swych przełożonych, musiał opuścić Poznań.

Choć „Dziadka do Orzechów” napisał znacznie później, ciekawe, czy Klara mogła mieć swój pierwowzór w jakiejś dziewczynce mieszkającej w XIX-wiecznym Poznaniu?

Być może, choć akcja opowieści ma miejsce w Norymberdze. Myślę natomiast, że pewnie wszystkie oglądające „Dziadka do Orzechów” małe Poznanianki, chciałyby być Klarą, choćby w przedstawieniu.

Moja pięcioletnia córka już od dawna deklarowała chęć tańczenia w balecie, teraz jest przekonana, że będzie baletnicą!

Piotr Czajkowski „Dziadek do Orzechów”, Teatr Wielki w Poznaniu

Pokoloruj „Dziadka do Orzechów”: kolorowanka

Podobne Wpisy

Komentarze

  • Odpowiedz Agnieszka 28 października 2010 o 09:55

    Miałam nadzieję znaleźć coś na tym blogu na temat Dziadka do Orzechów, wrzuciłam hasło na chybił trafił i… nie pomyliłam się;) Planuję wyjazd do Poznania z sześciolatką, która sama chodzi na zajęcia baletowe. Pomyślałam sobie, że Dziadek mógłby być świetną wizualizacją. Rozumiem, że polecasz?

  • Odpowiedz Agnieszka (Pikinini) 29 października 2010 o 20:52

    Agnieszko,
    polecamy jak najbardziej. Przedstawienie jest magiczne i dzieci siedzą z otwatymi ustami;)
    Poza tym sam teatr, widownia, żyrandol (!), lornetki – to wszystko jest fascynujące, nawet dla maluchów. Moje dziewczyny to też baletnice, więc tym bardziej pewnie się utożsamiały z przedstawieniem;)

  • Odpowiedz Agnieszka 31 października 2010 o 18:42

    Mamy już bilety:) Na razie to tajemnica i trudno mi się nie wygadać. Ale teraz cieszę się jeszcze bardziej:) Dziękuję za odzew i pozdrawiam bardzo serdecznie:)

  • Odpowiedz