Dzieci i sztuka Dziecięca twórczość Konkursy

Pasja od dziecka – 5 lat Pikinini (rozwiązanie konkursu)

7 maja 2014
Konkurs Pikinini

Po relaksującej lekturze opowieści na temat pasji dzieci całkiem małych i tych nieco większych – przyszedł czas na najbardziej niewdzięczny etap przeprowadzania konkursów – wybór zwycięzców… 🙂 Równolegle, w dwóch domach, trwały rodzinne debaty. Było trochę obaw, że nasze decyzje będą tak różne, że będziemy miały problem z wypracowaniem kompromisu.

Niepotrzebnie! Nie uzgadniając niczego wcześniej, wskazałyśmy te same prace. Kluczem okazała się różnorodność, kreatywność Uczestników i to coś, co nas zwyczajnie chwyciło za serce… Dziękujemy! A oto osoby nagrodzone w konkursie Pasja od dziecka – 5 lat Pikinini:

Joanna i Przemysław Promińscy (nagroda: Tekturowy Domek na drzewie – Calafant KLIK)

Monika Krycka-Tasel (nagroda: Lalka do nauki anatomii, mała pacjentka Rosi – Sigikid KLIK)

Maja & Magda Hoffmann (nagroda: Zestaw do hodowli motyli Live Butterfly Garden – Insect Lore KLIK)

Marta Rusek-Cabaj (nagroda: Zestaw figurek Podwodna Ekspedycja – Wild Republic KLIK)

Joanna Bartkowska (nagroda: Muminkowe foremki do ciastek i pierniczków – Muumi KLIK)

Katarzyna Otłowska (nagroda: Książka Tove Jansson. Mama Muminków KLIK oraz Muminki. Zestaw 180 naklejek w różnych rozmiarach KLIK)

Poniżej prezentacja części nagrodzonych prac konkursowych – pozostałe znajdziecie na blogu O tym, że —> KLIK.

———————————————

Na początek przedstawiamy opowieść pani Moniki Kryckiej-Tasel o pasji Poli…

Pola ma 5 lat i od dnia, w którym się urodziła, zdążyła wielokrotnie zmienić swoje zainteresowania. Pierwszą pasją byłam ja (taaak, wspaniałe uczucie, gdy jest się żywą pasją takiej uroczej osóbki). Wkrótce dołączyła muzyka, a z czasem książki, taniec i hulajnoga. Dwa lata temu wydarzyło się jednak coś, co miało wyjątkowy wpływ na zainteresowania mojej córki…

Był typowy listopad, może nieco bardziej chłodny. Spacerowałam z Polą uliczkami naszego miasta. Jesienna zaduma, liście wirujące na wietrze i ta typowa dla wszystkich listopadów aura. To wszystko wpędzało nas w niesamowitą melancholię. Być może jeszcze długo wpatrywałybyśmy się z zamyśleniem w okna sklepowych wystaw, gdyby nie głośny krzyk jakiegoś dziecka: „Kościotrup! Mamo, kościotrup! Łaaaaa! Mamoooo!”. Zdążyłyśmy jeszcze zobaczyć kobietę, która w pośpiechu złapała swoją pociechę i pognała z nią przed siebie. Niepewnie skierowałyśmy się do miejsca, w którym miała miejsce cała sytuacja. Ciekawość przeplatana z niepokojem gnała nas w tym kierunku. Po zrobieniu kilku kroków dostrzegłyśmy malutki breloczek z zawieszonym wizerunkiem szkieletu człowieka. „Mamo, czy to pan kościotrup?”- zapytało mnie dziecię. „Wygląda na to, że tak”- odparłam. „Możemy zabrać do domu? Musi być mu zimno bez ubrania”- zmartwiła się Pola. Tym oto sposobem Pan Kościotrup trafił do naszego domu, a dzień ten zapoczątkował wielką przygodę mojej córki z anatomią.

Każdego dnia pojawiało się więcej pytań. Opowiadałam dziecku o budowie ciała człowieka, o funkcji szkieletu, mięśni i narządach wewnętrznych. Moja wiedza stała się niewystarczająca wobec dociekliwości małej osóbki, więc zakupiłam cały szereg książek dla dzieci poświęconych tej tematyce. Z radością obserwowałam, jak budzi się wielka pasja. Wiedza umiejscawiana była w praktyce- obserwowanie swojego ciała, jego struktury, mechanizmów funkcjonowania, słuchanie bicia serca i wyczuwanie pulsu, przyglądanie się źrenicom i testowanie kubków smakowych. Pojawiły się muzea i centra nauki, w których mogłyśmy dowiadywać się jeszcze więcej. Tak jest do dziś. Każdy nasz dzień jest wyzwaniem, każdy przynosi pytania, na które poszukujemy odpowiedzi. Nie dziwi nas „gęsia skórka” i wiemy dlaczego czerwienią się nam nosy na mrozie. Jestem pewna, że przed nami jeszcze wiele wspaniałych doświadczeń, bo poznawanie siebie samego jest niezwykłą przygodą w odkrywanie najwspanialszej tajemnicy istnienia. Pan Kościotrup też ma się dobrze i chyba nie jest już mu zimno, bo otrzymał w prezencie od swojej małej właścicielki nowe plastelinowe ciało 🙂

O anatomii

A to praca Mai & Magdy Hoffmann. Filmik…

…i zdjęcia dokumentujące przyrodnicze pasje Mai…

Przyroda_kolaż

O plastycznej pasji Melki, opowiedziała nam jej mama Katarzyna Otłowska:

Jak chyba wszyscy rodzice podsuwaliśmy córce „to i owo”, by przekonać się, jakie talenty nasze dziecię przejawia. Wszelkie instrumenty muzyczne utwierdziły nas w przekonaniu, że niekoniecznie bardzo muzykalna jest nasza córka. Owszem – zapału jej nie brakowało, jednak o melodyjności trudno było mówić. Jeszcze mniej optymistycznie przedstawiała się sprawa aktywności sportowych: Melka chciała mieć i rower, i hulajnogę, jednak okazało się, że utrzymanie równowagi jest absolutnie niemożliwe. Zniechęcenie przyszło błyskawicznie, parę prób i sprzęty leżały w kącie kurząc się – co jakiś czas następowały kolejne podejścia, jednak zmiany nastawienia nie odnotowaliśmy…

Naturalną koleją rzeczy postanowiliśmy sprawdzić, czy sztuki plastyczne to konik naszej córki. I w tej kwestii progenitura nas początkowo nieco zawiodła… Olbrzymie opakowanie farb do malowania palcami stało się zajmującym sporo miejsca przedmiotem, gdyż Melka uważała, że minimalnie zanurzony w farbie paluszek trzeba natychmiast wyszorować. Sądziłam także, że kredki dla najmłodszych będą używane przez nią do osiągnięcia pełnoletności, gdyż ubywało ich w sposób możliwy do zarejestrowania chyba za pomocą mikroskopu elektronowego…

Efekty też nie były zachwycające: gdy koleżanki z dumą prezentowały głowonogi, bukiety kwiatów i konie do złudzenia przypominające pierwowzór, Melka wolała pracowicie zamalowywać kartkę kolejnymi kredkami tworząc barwną szachownicę… Ale być może był to już przejaw jej indywidualności i zalążek rozwijającego się talentu;)

Otóż Melka jest dziewczynką, która potrafi „na pociechę” wyrażać się przez sztukę, zatem bywa, że prosi przez łzy (gdy ją coś smutnego spotka, gdy ma kiepski humor): „Chcę kredki/farbki/pisaki i kartkę”, wciąż w ruch idą nożyczki i klej, wycina i rysuje, klei, maluje, swe prace ozdabia różnymi elementami, przyczepia piórka, listki, patyczki…

Co zaskakujące dla nas – ma także mnóstwo pomysłów na przestrzenne dzieła, co więcej – nazywa je bardzo oryginalnie. Do naszej czeredy dokooptował niedawno choćby cytrynowy ludzik – dobry patent na miłego towarzysza;) Ostatnio wciąż zaprzątającym jej głowę tematem jest szkoła – choć to jeszcze ponad rok, gdy do niej pójdzie, to już teraz wycięła i skleiła „kapsułę”, którą postanowiła codziennie zabierać ze sobą do szkoły!

Uwielbia też lepić, zatem mamy w domu „stado” ptactwa, które zamieszkuje w uwitych z sizalu gniazdkach. Te ptaki to być może wpływ matki, która jest nieco zafiksowana na obserwowaniu ptaków – to też pasja z dzieciństwa, która przetrwała do tej pory. Nasz dom i ogród były miejscem, gdzie skrzydlatych istot było mnóstwo: jaskółki gnieździły się na tarasie i choć niezbyt estetycznie potem wyglądała ściana, to jednak były sprawy ważniejsze;) W dzikim winie gniazda miały makolągwy, zimą dokarmiało się sikorki, na dębie chętnie siadywały gołębie wołając „jogurtu, jogurtu”;) Nasi pupile też byli upierzeni – wprawdzie jedynie papużki nierozłączki u nas gościły, ale ileż radości dostarczały! Ba, udało się nam nawet dochować potomstwa!

Teraz też najmilsze wyprawy to te do lasu, bo choć i w ogrodzie choćby „szpaczki-wyjadaczki” masowo się pojawiają, to jednak las jest miejscem, gdzie ptasia ferajna zachwyca śpiewem, a czasem i fizjonomią;) W gąszczu drzew niełatwo wypatrzeć małych śpiewaków, jednak gdy się człowiek zasłucha, zastygnie nieruchomo, to się nagle i pierwiosnek, i czyżyk, i kowalik pokaże, sójka przeleci błyskając lusterkiem, gdy się ma szczęście – to można zobaczyć nawet wilgę czy kraskę! Taki wyjazd to najprzyjemniejszy sposób spędzania czasu, zatem nierzadko i córka pyta z nadzieją: „Jedziemy dziś do lasu?” – gdy mamy w planach jakąś wyprawę w plener.

Uczulenie ojca na pióra nie pozwala nam na hodowanie w domu pierzastego przyjaciela, zresztą przyznam, że teraz nieco inaczej na tę sprawę patrzę. I choć wiadomo, że wiele gatunków tylko w takich warunkach może funkcjonować, to jednak najprzyjemniej jest stykać się z żyjącymi na wolności zwierzętami.

Wracając jeszcze do twórczości Melki – wiem, że to nieskromne wyznanie, ale często sama jestem zdumiona, jak ciekawe, niebanalne prace potrafi stworzyć! Co więcej – ma tak niezwykłą inwencję jeśli chodzi o nadawanie tytułów, że grzechem byłoby nie przytoczyć paru;) Zatem kilka ostatnich pomysłów zilustrowanych przez córkę:

Z cyklu ”Dziwaczne duety” (a nawet tercety, kwartety;):

Mela i zebra

Gwiazdy i wisienka

Smok, dziewczynka i burza

Dzieci i osiołek na patykach

Łąka, tęcza, motyl i zboże dla kurczaczka

Wiatr i ziemniak sklejony z pomidorem

Z cyklu „Co za rodzina!”:

Tata szuka latarki w piwnicy dziadków, bo tam nie ma prądu.

To jestem ja, jak kąpię się w morzu i mam taką długą brodę.

To jestem ja, jak liczę: jeden, dwa, trzy.

To jestem ja, jak wyciągam pocztę.

To jest babcia, co mówi: „Hej, nie idźcie wilki tutaj, bo tu jest Mela i dziadek”.

Mela zauważyła, że są jej urodziny.

Mama jest zachorowana i trzyma balonik.

Mama jadła niebieskie cukierki, ma więc niebieski brzuch. Teraz jest na podwórku i ma parasol w ręku.

Stryjek Michał tańczy na łące.

Latająca Mela

Tata w swetrze z tatą;)

Dziadek, który ma pomarańczową brodę.

Z cyklu „Dziwny jest ten świat”:

To jest lizak, a ja upadłam i beczę.

Na Melcią toczy się duży kamień.

Tata zobaczył tylko jeden kwiatek w ogródku.

Człowiek bez buzi

Mela chce się bawić z duchem, ale on nie chce się z Melą bawić.

Mapa dla taty, jak będzie szedł przez las.

Pan mówi: „Cześć, ci tam u was jest?”

Chłopiec, który jadł groszek.

Ktoś leży na plaży, ma nogi wyciągnięte do słońca.

Ludzik, co ma bardzo dużo rąk.

Mela podskoczyła do słoneczka.

Dziewczynka i jej specjalny przyrząd do tańczenia na jeziorze

Tata przebrał się za pirata i jest na kwiatku.

Chłopiec, który się zmęczył tańcem.

Kaczka szyje sukienkę.

Brudny rekin

Króliczek, który tańczy.

Gąsienicę boli brzuszek.

Dziewczynka się smuci, bo lalka ma prostokąt.

Klaun chowa się w krzakach.

Jeżdżąca łódka z flagą.

Bardzo podobają nam się tytuły prac, które wspaniale uwypuklają sens dzieł;)

Cieszymy się, że tylu pasjonatów jest wśród Was i dziękujemy za to , że opowiedzieliście nam o swoich fascynacjach 🙂

/

Podobne Wpisy

Komentarze

Odpowiedz