Historia dzieciństwa Wszystkie kategorie

Kto przynosi gwiazdkowe prezenty?

19 grudnia 2010

 

Jeszcze nie tak dawno, nikt nie zadawał sobie takiego pytania. Obdarowywanie prezentami w czasie świąt Bożego Narodzenia nie jest wcale starą tradycją.

 

W XIX w. tylko w niektórych częściach Polski, dzieci otrzymywały drobne upominki, które zazwyczaj chowano w sianie – pierniki, słodkie łakocie, koraliki, wstążki dla dziewcząt i nożyki dla chłopców.

Co ciekawe – jak przeczytałam u Bystronia – znacznie wcześniej znane były za to rózgi;) Pod wpływem tradycji niemieckich, rozdawano je dzieciom już w XVIII wieku.

 

Prezenty gwiazdkowe wiązały się raczej z tzw. kolędą. Po domach chodzili przebrani za Gwiazdora (starca z gwiazdą na czole) parobcy, zbierając datki – tak właśnie nazywane – kolędą. Mieli oni sporo konkurentów w postaci organistów, wiejskich nauczycieli i księży. Kolędę rozdawano także służbie, a w niektórych okolicach urządzano „kradzieże na szczęście”, przywłaszczając sobie coś z majątku bogatszego sąsiada.

Sam zwyczaj „kolędowania” funkcjonował zresztą bardzo długo – w różnych, bardzo nieraz bogatych i odmiennych od siebie formach, na terenie całej Polski i jego celem było właśnie uzbieranie świątecznych datków, w zamian za dostarczenie rozrywki i oczywiście „szczęścia”.

 

W Wielkopolsce, do dzieci nigdy nie przybywał w Wigilię św. Mikołaj. Ten zostawiał przecież podarki 6 grudnia w wystawionych i wypucowanych butach. Do drzwi stukał natomiast – znany od XVIII wieku Gwiazdor, przynosząc początkowo rózgę lub słodycze, które wyciągał z wielkiego worka. Z czasem, w czasie kolejnych Wigilii worek stawał się coraz cięższy, a dzieci, coraz częściej nie czekają już na świątecznego przybysza z niepewnością, ale ze spisaną wcześniej listą prezentów. Różnice między Gwiazdorem, św. Mikołajem powoli się zacierają, na co wpływ ma oczywiście współczesna, zglobalizowana kultura. Tak to już jest z tradycją, której cechą – wbrew pozorom – jest spora zmienność:)

 

Wraz z pojawieniem się świątecznych prezentów i posłańców którzy je rozdają, wielu rodziców zastanawia się czy i jak długo pozwalać wierzyć swoim dzieciom w ingerencję sił nadprzyrodzonych w czasie gwiazdkowego obdarowywania.

Moja przyjaciółka mieszkająca w Anglii, uważa, że nie należy okłamywać dzieci, a magiczny charakter Świąt zależy od zupełnie innych rzeczy niż istnienie św. Mikołaja:

 

„Od początku zdecydowałam się powiedzieć prawdę moje córce, że to ja kupuję jej prezenty, a Gwiazdor jest tradycyjną bajką. Jest z tego bardzo zadowolona, bo wydaje jej się że posiadła sekretną wiedzę, której inne dzieci nie mają. Czasami jednak, z tego powodu dochodzi do spięć z innymi rodzicami, którzy ze sporą determinacją podtrzymują u swoich dzieci wiarę w Gwiazdora/Father Christmas.

Zdarzyło się kilka razy, że moja córka wspomniała paru 8–latkom, że tak naprawdę nie ma Gwiazdora. Spotkała się wtedy z ogromnym, nieproporcjonalnym oburzeniem ich rodziców. Ja w takich sytuacjach mówię, że w naszej rodzinie to ja kupuję prezenty, a być może w innych rodzinach przynosi je ktoś inny.

Osobiście nie rozumiem dlaczego tradycja Gwiazdora jest traktowana tak śmiertelnie poważnie. Jest to białe kłamstwo ale jednak kłamstwo, które nie rozumiem czemu służy i kiedy się kończy. W którym momencie można powiedzieć dziecku, że nie ma Gwiazdora? I dlaczego jest to takie ważne by w niego wierzyło? Poznanie prawdy niczego nie ujmuje atmosferze oczekiwania, czy radości z prezentów. Historie o sankach i uprzejmym nieznajomym rozdającym prezenty dzieciom – nadal żyją w wyobraźni mojego dziecka, tak jak każda inna bajka, ale dla mnie o wiele ważniejsze jest to, że moja córka wie, że zawsze powiem jej prawdę.”

 

Po przeczytaniu tych przemyśleń, od razu przypomniałam sobie o Bettelheimie i jego argumentach przemawiających za podtrzymywaniem wiary w świętego Mikołaja. Opierają się one właściwie na tej samej podstawie co cała jego teoria dotycząca pożytków płynących z opowiadania baśni. Bruno Bettelheim twierdzi bowiem, że przedwczesna racjonalność, jak zresztą wszystkie zbyt wczesne doświadczenia, źle przygotowuje dziecko do konfrontacji z trudnościami życia. Dziecko ma potrzebę oparcia w magii. Dodatkowo „istnieje wielka różnica między otrzymywaniem podarków od bezinteresownej mitycznej osoby a ich otrzymywaniem od rodziców i przyjaciół, którzy oczekują przynajmniej wdzięczności.”

„Potrzeba magii jest najintensywniejsza między czwartym a dziesiątym rokiem życia (…) W końcu nadchodzi jednak nieuchronnie moment, kiedy dziecko przestaje wierzyć w św. Mikołaja, niezależnie od tego co mówią rodzice” bo nauczyło się już zdobywać zdrowy osąd rzeczywistości. Polecam dalszą lekturę dwóch rozdziałów w książce „Wystarczająco dobrzy rodzice”, poświęconych roli świąt i postaci mitycznych w życiu dziecka. Polecam też zresztą – już nie pierwszy raz! – całą książkę i jako miłośniczka Bettelheima i inne książki jego autorstwa.

 

Ja sama nie pamiętam zupełnie momentu kiedy przestałam wierzyć w Gwiazdora. W naszym domu pojawiał się zazwyczaj w postaci przebranego wujka lub innych osób, o które zapytam chyba podczas tegorocznej Wigilii rodziców:) Czasami worek z prezentami znajdował się pod drzwiami, bo Gwiazdor bardzo się spieszył! Pamiętam też spotkania gwiazdkowe dla dzieci pracowników zakładu w którym była zatrudniona moja mama. Bardziej od Gwiazdora podobał mi się wtedy kataryniarz z małpką.

 

Długie lata etatowy Gwiazdor stał w Poznaniu pod domem towarowym Okrąglak. Jego zadaniem było też pozowanie do zdjęć w towarzystwie małych Poznaniaków. Ja niestety nie mam takiego zdjęcia, ale znalazłam kilka przykładów w internetowych zbiorach.

Gwiazdor w Poznaniu

źródło: gazeta.pl

 

Myślę, że niezależnie od tego kto obdarowuje nas prezentami, ważna jest miłość jaka jest wraz nimi przekazywana. I obecności takich właśnie ciepłych uczuć, życzę Wam na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia:)

/

Podobne Wpisy

Komentarze

  • Odpowiedz Becia 21 grudnia 2010 o 19:50

    Ja mam zdjęcie z Gwiazdorem sprzed Okrąglaka, gdzieś w garażu w jednym z nadal nierozpakowanych pudeł 🙂 pozdrawiam serdecznie i przedświątecznie

  • Odpowiedz Ala 21 grudnia 2010 o 23:13

    Super ta czapka Gwiazdora, zupelnie inna niz holiwodzka wersja – bardziej w stylu czarnoksieznika:-)

  • Odpowiedz Yrsa 31 grudnia 2010 o 17:43

    Sławny dom towarowy PDT mój dziadek tam pracował , a tego pieska też pamiętam bernardyn , wielkie psisko .
    Nie pamiętam kiedy dotarło do mnie ,że Gwiazdor i św. Mikołaj to postacie fikcyjne , ale szoku z tego powodu nie doznałam , a kilka lat przeżytych z tym pięknym złudzeniem ma swoje dobre strony .
    Zresztą prawie wszyscy wierzymy w opiekę anioła stróża , więc tak sobie myślę ,że pozytywnych postaci / nawet fikcyjnych / w dzieciństwie nigdy nie jest za dużo .
    Agnieszko , życzę Ci szczęścia i zdrowia w Nowym Roku , a na nadchodzący wieczór szampańskiej zabawy – pozdrawiam Yrsa

  • Odpowiedz Agnieszka (Pikinini) 6 stycznia 2011 o 18:12

    Beciu,
    zazdroszczę takiego zdjęcia:)
    Ala,
    no właśnie – Gwiazdor wyglądał jednak trochę inaczej. Nawet nie wiadomo kiedy to wszystko się zatarło.
    Yrso,
    szkoda umierającego Okrąglaka, miał swój klimat. Ciekawe czy ten bernardyn to zawsze ten sam pies..

    Życzę Wam dobrego Nowego Roku!

  • Odpowiedz tlingita 13 stycznia 2011 o 00:00

    Niesamowite! Z powodu braku czasu dawno nie zaglądałam na Twojego bloga (tak jak i na swojego…) a teraz nadrabiam zaległości 🙂 i wyobraź sobie że weszłam także po to, żeby spytać Cię o Bettelheima (wspomniałaś kiedyś o nim w którymś z komentarzy u mnie, daaawno temu) I trafiłam od razu na ten wpis!!! Czytałaś „Cudowne i pożyteczne”? Generalnie jakie tytuły polecasz najbardziej?

    A Twoje dziewczynki? Wierzą jeszcze? W Gwiazdora czy w Mikołaja?

    I oczywiście pozdrawiamy Was bardzo ciepło 🙂
    Tlingit i Lucy

  • Odpowiedz Agnieszka (Pikinini) 13 stycznia 2011 o 07:22

    tlingito,
    Bettelheim to w pewnym sensie mój autorytet. Fascynuje mnie jego biografia i oparte na własnym życiu i praktyce pedagogicznej, zdroworozsądkowe podejście do wychowania, ale i całego życia ludzkiego. Wiem, że bywa kontrowersyjny i sama nie zgadzam się z niektórymi tezami, ale nie o to chyba też chodzi by fanatycznie we wszystko wierzyć tylko by było to podstawą do własnych przemyśleń i rozwoju.
    „Cudowne i pożyteczne” to właśnie najlepsza jego książka – lektura na bardzo długi czas. Trochę magiczna i zadziwiająca, mądra i odkrywcza. Bez gotowych recept, skłaniająca do myślenia więc czasami trudna.
    „Wystarczająco dobrzy rodzice” to też mimo tego, że napisany dawno, ciągle moim zdaniem najlepszy poradnik wychowania, a główna teza zawarta jest w tytule:)

    W Gwiazdora i Mikołaja nie wierzy już starsza córka ale mała widać, że ciągle CHCE:) Mimo, że sama pakuje już nam swoje prezenty udając, ze przyniósł to Gwiazdor to ciągle rozważa też dylematy związane z jego istnieniem. Myśli np, że to Gwiazdory kupują zabawki w naszym sklepie;)

    POzdrawiamy Was serdecznie!

  • Odpowiedz