Dzieci w literaturze Historia dzieciństwa

Najbarwniejsze lata literatury dziecięcej

6 marca 2016
249_0

„Dwudziestolecie międzywojenne, lata II Rzeczypospolitej, to najbogatszy i najbarwniejszy okres w dziejach naszej literatury dziecięcej.”

To jedno z początkowych zdań w opracowaniu Joanny Papuzińskiej „Mój bajarz odnowiony”. Tę pozycję znalazłam niedawno w bibliotece. Nowoczesnej, przyjaznej, pełnej wspaniale ilustrowanych, nagradzanych, wabiących młodego czytelnika książek. Nie ma jednak wśród nich tych „najbarwniejszych”, o których pisze Papuzińska.

bajarz odnowiony

.

Literatura dziecięco-młodzieżowa z lat 1918-39 nie zachwycała zapewne ilustracjami. Pojawiła się w świecie, który już nie istnieje i któremu było dane pojawić się tylko na bardzo krótko. „Polska międzywojenna była bulgocącym kotłem narodów, kultur i wiar, grup społecznych i poziomów cywilizacyjnych (…) gdzie jedni jeździli nowoczesnymi samochodami, a inni chodzili w lipowych łapciach”. To jeden z impulsów barwnego świata, drugim był zupełny brak pojęcia poprawności politycznej.

„Autor współczesny staje przed szeregiem ograniczeń jakie narzuca mu cała filozofia społeczna. Musi zaspokoić wymagania poprawności politycznej (wszyscy są dobrzy i nikt nie może być dyskryminowany ze względu na narodowość, rasę, poglądy czy płeć); pedagogiki (nie może być w utworze indoktrynacji, prozelityzmu); psychologii (nie może być traumatyczny, pobudzać agresji i innych negatywnych uczuć).”

Aby sprostać tym wymogom, współczesna literatura zamyka się na problemy społeczne, ucieka w światy alternatywne lub ulega dziecięcemu spojrzeniu egocentrycznemu.

Tymczasem bycie „odpowiedzialnym za kraj, świat to wielkie brzemię”, o czym przekonywał choćby Janusz Korczak, wkładając na dziecięcą głowę Maciusia królewską koronę. W ten sposób obciążał też każdego ze swych młodych czytelników odpowiedzialnością obywatelską i popychał ku dorosłości. Zdolność do wyrzeczeń i ofiar nie jest już popularną postawą. Tym bardziej nie obarcza się nią zbyt często dzieci.

Papuzińska porównuje do siebie lata 1918 i 1989, czasy wybuchu wolności: „Jakże skrajnie odmiennie zareagowało na nią piśmiennictwo dla młodych! Jest to nierozszyfrowanym znakiem czasu.” W początkowych latach międzywojnia, próbowano opisać wszystko, czego poprzednio zabraniała cenzura. Współcześnie „odsunęliśmy” dzieci od historii i polityki, kontynuując niejako strategię PRL-u.

Wtedy to wprowadzono ogólną zasadę, że wszystkie egzemplarze wydań przedwojennych muszą być usunięte z dziecięcych księgozbiorów. „Strategia ta niewiele tylko odbiegła od reguł polityki kulturalnej Rosji Radzieckiej, gdzie obowiązywała reguła „spalonej ziemi” oznaczająca, że żaden utwór napisany w ustroju burżuazyjnym nie może być udostępniany dzieciom epoki socjalizmu”.

Równoległym sposobem zacierania pamięci pokoleniowej było wydawanie przedwojennych powieści, pod znanymi wszystkim tytułami, ale z „uzdatnioną”, przerobioną treścią, czasami przy udziale samych autorów. Ci którzy nie poszli tą drogą lub ich książki zupełnie się do tego nie nadawały, zniknęli ze świadomości czytelniczej.

W książce znajdziecie sporo znanych i nieznanych nazwisk autorów, opisów ich twórczości: Makuszyński, Kossak-Szczucka, Szelburg-Zarembina, Brzechwa, Morcinek, Korczak, Kamiński, Żurakowska, Ostrowska, Zakrzewska, Woroniecki, Ossendowski, Reutówna, Rogoszówna, Radlińska.

Rzeczywistość, którą opisywali skazano na zapomnienie. Czytelnikom odebrano tożsamość historyczną ale też możliwość wartościowego „dorastania”. Opowieści o polskich zwycięstwach, walkach, dzielnych postaciach, o wywózkach na Syberię, osadzenie w geograficznym kontekście Polski „od morza do morza”, nie mogło zostać zaakceptowane. W kanonie socjalistycznej poprawności politycznej nie mieściła się nawet opisywana czasami emigracja „za chlebem”, która zbytnio kojarzyła się z wolnością.

Upływ czasu nie pomaga literaturze międzywojennej. Problemy sprzed prawie stu lat stają się niezrozumiałe, podobnie jak styl wyrażanych emocji i archaiczny już język. Na utożsamienie się z tą warstwą dawnego świata nie ma już szansy. Wciąż możemy jednak poprowadzić dzieci drogą odwagi, wytrwałości, zaradności i cnót obywatelskich. Warto nadać więcej barw współczesnej literaturze dla dzieci, zwłaszcza, że tak pięknie rozwija się ilustracja.

.Joanna Papuzińska „Mój bajarz odnowiony”, Wydawnictwo Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich 2014

.

Podobne Wpisy

4 komentarze

  • Odpowiedz Elkie Pupek 11 marca 2016 o 00:00

    1918-1939 był czasem, w którym wielu ludzi, mogło wiele. Potem 45-2015, aż do dziś niedawna, można było niewiele. Dziś niby znów można więcej. Niby wszystko.

  • Odpowiedz Mamik 12 maja 2016 o 20:48

    Mam „Bajarza” i parę innych pozycji pani profesor, nie pamiętam, w której użyła bardzo sugestywnego określenia, że lit. XX-lecia międzywojennego to był przebogaty ogród, rzadko przycinany – co oznaczało, że obok perełek łatwo było natknąć się również na koszmarki. Ale czy inaczej jest dzisiaj?
    Nie zgodzę się jednak z pierwszym zdaniem, że epoka ta nie zachwycała ilustracjami. Polska lustracja dla dzieci właśnie wtedy ukazała całe swoje bogactwo, które było kontynuowane dalej w po 45 roku. Proszę zobaczyć pierwszą okładkę „Lokomotywy” Studia Levitt i Him, na której wzorował się ( skopiował?) Szancer. Wtedy ilustracje dla dzieci zaczęli tworzyć też Themersonowie, których książeczki wydaje się ostatnio jako reprinty i określa mianem awangardy artystycznej. Ciekawych, a mało dziś znanych nazwisk jest o wiele więcej ( Molly Bukowska – słynne ilustracje do Sierotki Marysi, siostry Kruger, Gronowski, Bobiński, Mackiewicz ( np. Alicja w stylu art deco), Gawiński ( szkoła secesji) , Gramatyka-Ostrowska i Stryjeńska – nowocześnie ujęty folklor, czy niedoceniany Walentynowicz ( ten od Koziołka ).
    Szkoda, że nie mamy świadomości ich nowatorstwa i zupełnie zapomnieliśmy o nich.

  • Odpowiedz Mamik 12 maja 2016 o 21:28

    Uff, rozpisałam się, a przecież w książkach dla dzieci oprócz fabuły ważny jest też tekst, który powinien być na tyle uniwersalny, aby był zrozumiały również po wielu latach. I tu również nie jest najgorzej. Moim wielkim odkryciem był Ossendowski dla dzieci – pisze świetnie, prostym językiem, idealnie trafia do młodego czytelnika ( polecam „Małych zwycięzców”, „Słonia Birarę” i „Przygody małpki Fiki Miki”. Nadal bawi i wzrusza też Maria Buyno-Arctowa i jej „Kocia mama”, czy „Gucio zaczarowany” Urbanowskiej. A do tego warto jeszcze dzieci zapoznać może „Kacperkiem, góreckim skrzatem”, wędrówką „Topsi i Lupusa” Zofii Kossak-Szczuckiej.
    A dla chłopców, którzy lubią bawić się żołnierzykami bardzo pouczającą ( lecz nie nudną !!! ) klasykę – „Lolka Grenadjera” i „Bohaterskiego Misia” ( myślę, że mimo braków wiedzy historycznej, zrozumieją obie książeczki bez najmniejszych problemów ). To taki mój subiektywny przedwojenny „Bajarz”.

  • Odpowiedz Do zabawy 24 sierpnia 2016 o 18:59

    Dobry wpis. Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz