Dzieci w różnych krajach i kulturach Historia dzieciństwa Wszystkie kategorie

Zabawa w „białego człowieka”

16 kwietnia 2011

 

Czy bawiliście się w Indian? Moja siostra i ja zamierzałyśmy kiedyś wyruszyć na prerię by spotkać prawdziwych Indian. Przygotowywałyśmy się więc do tego czytając wszystkie dostępne nam książki, ucząc się języka gestów i wyszywając białe tenisówki koralikami by zamienić je w mokasyny:)

Nie przypuszczałam wtedy jednak, że jakieś indiańskie dzieci mogły kiedyś spędzać czas na czymś tak nudnym, jak zabawa w „białego człowieka”!

Mimo całej mojej znajomości „indiańskich lektur”, dopiero teraz trafiły do mnie wspomnienia, które spisał, urodzony w 1858 r., Charles A. Eastman (Ohiyesa). „Moje indiańskie dzieciństwo” to fascynujący opis życia dziecka w plemieniu Dakota, życia, o którym – jak pisze autor – „marzył chyba każdy mały chłopiec” (i wiele dziewczynek!).

Moje indiańskie dzieciństwo

Osieroconego przez matkę chłopczyka, wychowywała prawie siedemdziesięcioletnia babcia, nosząc go stale w drewnianej kołysce. „Gdy pracowała, zawieszała mnie na dzikiej winorośli lub sprężystej gałęzi tak, aby kołyskę bujał najmniejszy nawet powiew wiatru.” W czasie dalszych podróży, kołyski z dziećmi zawieszano z dwóch stron końskiego boku lub przywiązywano do dwóch skrzyżowanych tyczek od tipi, przytroczonych do psa, który mógł czasami, spragniony „rzucić się z całym bagażem w chłodny nurt strumienia”.

 

Babcia Ohiyesy, ciekawie rozwiązała problem wykarmienia małego niemowlęcia. „Gotowała dziki ryż i odcedzała go, a potem dodawała do rosołu z dziczyzny. Ucierała też suszoną dziczyznę niemal na proszek i moczyła w wodzie, aż wydzieliły się pożywne soki, co z kolei mieszała z tartą prażoną kukurydzą”.

 

Babcia była też pierwszą nauczycielką chłopca. Uczyła go rozpoznawania głosów zwierząt, ziół, właściwego zachowania i plemiennych legend.

Mały Indianin w dzieciństwie szkolił się w sztuce wojennej i w tropieniu, bo te dwie umiejętności decydowały o jego przetrwaniu. Mnóstwo czasu dzieci spędzały też na zabawie: „urządzaliśmy bitwy na kule błota i wierzbowe kije, zjeżdżaliśmy z pagórków na skórach i żebrach bizona”. Różnorodność gier była zaskakująca, a ich szczegółowe opisy zajmują w książce sporo miejsca. Wiele wspomnień wiąże się z kontaktami ze zwierzętami. „Mieliśmy młode lisy, niedźwiadki, wilki, szopy, jelonki, młode bizony i wszelkiego rodzaju udomowione ptaki.” Przypomniała mi się od razu historia małej Sejdżio i jej bobrów. Co ciekawe, Sejdżio należała do plemienia Odżibwejów, najbliższych wrogów Dakota, o których często wspomina się w książce.

 

Najbardziej zaskoczyła mnie zabawa w „białego człowieka.” „Malowaliśmy więc dwóch czy trzech naszych kompanów białą gliną, wkładaliśmy im kapelusze z kory brzozowej, które specjalnie szyliśmy na tę okazję, przyczepialiśmy im kawałek futra jako brodę i zmienialiśmy odzienie możliwie najdokładniej. Biel kory brzozowej miała odpowiadać ich białym koszulom. Ich towary stanowiły piasek jako cukier, fasola i kawa, suszone liście jako herbata, glina jako proch, kamienie jako kule i wreszcie woda jako niebezpieczna „woda ognista”. Wymienialiśmy na nie skóry wiewiórek, królików i małych ptaszków.”

Ohiyesa nie wiedział jeszcze wtedy, że wkrótce, w wieku 15 lat, przyjdzie mu rozstać się z indiańskim życiem, by przywdziać prawdziwe już ubranie białych ludzi i ich styl życia.

Bardzo ciekawa lektura!

 

Charles A. Eastman (Ohiyesa) „Moje indiańskie dzieciństwo”, Wydawnictwo Tipi 2008

/

Podobne Wpisy

Komentarze

  • Odpowiedz Ala 16 kwietnia 2011 o 18:37

    Ja tez zawsze chcialam byc Indianka, nawet probowalam czy moge sobie zrobic idealny przedzialek po srodku, z warkoczami po bokach, zeby wygladac bardziej Apaczowsko. Wyobraz sobie, ze ciagoty do Indianskich rzeczy chyba nie mijaja bo dziwnym zbiegiem okolicznosci zarezerwowalam Indianskie TIPI na 4 noce, w maju. Pole namiotowe jest male, pod zamkiem i nad rzeczka, ale TIPI juz bedzie juz czekac na nas rozstawione, i na szczescie dla mnie – bedzie miec lozko!!Bedziemy miec tez ognisko . Po przeczytaniuTwojej recencji – na pewno zabawimy sie w Indian!! W dodatku jesienia ukonczylysmy z corka rodziny kurs strzelania z luku!

  • Odpowiedz Ewa 17 kwietnia 2011 o 10:19

    Interesująca pozycja. Z pewnością dołączy do mojego spisu książek na letnie wieczory 😉
    Pozdrawiam
    Ewa

  • Odpowiedz Agnieszka (Pikinini) 17 kwietnia 2011 o 19:31

    Ala.
    Mam nadzieję, że będę miała okazję zobaczyć jak strzelasz! Noclegu w Tipi szczerze zazdroszczę:)
    Ewo.
    Szczerze polecam. Letnie wieczory z książką…Jak to ładnie brzmi:)

  • Odpowiedz Yrsa 23 kwietnia 2011 o 22:04

    Przypomniałaś mi moje lektury z czasów dzieciństwa „Mały Bizon” i „Odarpi, syn Egigwy”, ta druga pozycja dotyczy eskimoskiego chłopca , ale na mnie opis życia Indian i Eskimosów zrobiło wielkie wrażenie .
    Agnieszko ,życzę Ci wesołych Świąt , pogodnych i ciepłych oraz dużo radości płynącej z rodzinnych spotkań – pozdrawiam Yrsa

  • Odpowiedz